środa, 23 stycznia 2013

„Kot alchemika” Walter Moers - rzecz o Sledwai



Witajcie w Sledwai, najbardziej schorowanym miejscu w całej Camonii, a może i na świecie! Miasteczku, w którym aptek i lekarzy jest więcej niż sklepów z żywnością, gdzie nikt się nie śmieje, lecz każdy biadoli i życzy sobie, i innym szybkiego powrotu do zdrowia. Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie nawet domy wyglądają na chore, a ich mieszkańcy? Eh, szkoda gadać! Próżno szukać drugiego zbiorowiska tak zasmarkanych i zakichanych ludzi! I chociaż przeraźnice robią, co mogą, by uzdrowić sledwańczyków, to nie mają szans w starciu z miejskim przeraźnikiem Eisspinem, żywym uosobieniem najgorszych koszmarów…

W tym mieście zarazków wydarzyła się właśnie kolejna tragedia: zmarła stara Florcia, osieracając krotka Echo. Zapytacie, co ja piszę? Przecież kroty już dawno wyginęły! A rzekomo jedyne, co po nich zostało, to ich dalecy potomkowie koty, istoty jednak wielce niedoskonałe. Jeden krot jednak ocalał i żył sobie spokojnie w Sledwai, do czasu, aż stanął na drodze przeraźnika, a ten niczego na świecie nie pragnął równie mocno, jak krociego tłuszczu, który połączony z innymi składnikami umożliwiłby mu życie wieczne… Zmizerniały i wygłodniały Echo zawiera z Eisspinem diabelski pakt, którego zwieńczeniem ma być poderżnięcie mu gardła.

Ta makabryczna baśń rodem z Braci Grimm to wyrafinowana uczta literacka. Cykl camoński Waltera Moersa absolutnie nie jest skierowany do dzieci, zbyt dużo tu okrucieństwa, a także nawiązań, które wychwyci tylko wprawny czytelnik. Wyobraźnia Moersa wydaje się być nieco nieokiełznana i zapędzać autora w ciekawe, ale też przerażające rejony, a sama Camonia to miejsce tak fascynujące, że żal mi było je opuszczać. Bo w „Kocie alchemika” nie tyle ważna jest akcja, co fantastyczne opisy miejsc, potraw i stworów. Za każdym rogiem kryje się jakaś niespodzianka, a tu Zaułek Przeraźnić, Kumaczy Las, Miodowa Dolina Demonicznych Pszczół, tam Śnieżnobiała Wdowa, skóroperze i największy przysmak Echo – krocimiętka. Moers niczym najlepszy malarz wymalował w mojej głowie obraz Sledwai, opisując ją z takim humorem i ironią, że nie sposób było się nie uśmiechnąć do samej siebie.


Piękne wydanie Wydawnictwa Dolnośląskiego uzupełniają rysunki autora, dzięki czemu możemy zobaczyć choć kawałek Camonii. Czylę czoła przed tłumaczką, która poza wykonaniem świetnego tłumaczenia, napisała też kilka ciekawostek w posłowiu. No i z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu, a także ubolewam nad tym, że tak mało osób w Polsce zna twórczość tego wybitnego niemieckiego pisarza. I tak sobie myślę, że chętnie wróciłabym raz jeszcze do Księgogrodu...

Ocena: 8,5/10.

20 komentarzy:

  1. Aaaa, jak dla mnie - bomba! Jak to się stało, że dotąd nie zwróciłam uwagi na prozę Moersa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie czuję się przekonana. Jakoś nie przemawia do mnie fabuła, mimo że najeżona jest nawiązaniami i ciekawymi spostrzeżeniami. Raczej odpuszczę sobie tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki Moersa są dość specyficzne, rozumiem więc, że możesz czuć się nieprzekonana.

      Usuń
  3. Rysunki autora są doskonałą atrakcją dla całej fabuły książki „Kot alchemika” i chociaż jej historia nie do końca mnie przekonuje, to jednak myślę, że dam jej szansę poznania, jeśli nadarzy się tylko taka okazja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fascynujące! Nie sięgam raczej po podobne lektury, ale Twoja recenzja pochłonęła mnie do reszty. Nie słyszałam wcześniej o Moersie, ale teraz rozejrzę się za jego książkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zachęciłam, bo naprawdę warto:)

      Usuń
  5. No nie, będę musiała iść dziś do biblioteki, żeby wypożyczyć "Kota alchemika"! A kiedy ja to wszystko przeczytam? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle zadaję sobie to pytanie :P Od "Kota alchemika" nawet lepsze jest "Miasto Śniących Książek".

      Usuń
  6. Pierwsze słyszę o tej książce... Musze ja mieć!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dedalusie można kupić za 12-15 zł.

      Usuń
  7. Nie słyszałem wcześniej o tym autorze i jego twórczości, ale po przeczytaniu Twojej recenzji myślę, że może to być ciekawa pozycja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo! Moers u Ciebie zawitał. Jak mnie to cieszy! :) Ja do tej pory czytałam tylko "Rumo i cuda w ciemnościach" jego autorstwa, ale "Miasto śniących książek" też czeka na swoją kolej. :) A potem oczywiście będzie i "Kot alchemika". :) Uwielbiam ten klimat, który buduje w swoich powieściach, jest przecudny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oprócz "Kota alchemika", znam właśnie "Miasto Śniących Książek" jeszcze, a "Ruma..." już kupiłam, więc już się szykuję na kolejną ucztę literacką :)

      Usuń
  9. Myślę, że ta książka mogłaby należeć do moich ulubionych. Rozejrzę się za Panem Moersem:)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Miasto Śniących Książek" totalnie mnie pochłonęło i od dawna mam ochotę na kolejne spotkanie z Moersem...Już się nie mogę doczekać lektury "Kota alchemika":)

    OdpowiedzUsuń
  11. Od pewnego czasu mam zamiar zapoznać się z książkami tego autora. Już nie mogę się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudny! Wspaniały! Uwielbiam. :)
    I "Miasto zaginionych książek" też. I przygody Kapitana Misia.
    Tylko "Rumo..." jest poza moim zasięgiem. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! "Kapitana Misia" nie mam jeszcze na półce! Dobrze, że mi przypomniałaś:)

      Usuń
  13. Widziałam ostatnio tę książkę w księgarni, ale mimo tego, że lubię koty (głównie dlatego zwróciłam na nią uwagę) to chyba nie moje klimaty. Książka rzeczywiście ładnie wydana, choć akurat mnie to odrzuca, gdyż mam w głowie jakieś takie uprzedzenie, że ładne wydanie przykrywa brak treści. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je zwalczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tylko komu potrzebne wieczne życie? Mnie nie bardzo, ale większość 'czarnych charakterów' z książek i filmów raczej nie podziela tej opinii. No proszę, spodziewałam się bajki dla dzieci, a tu coś trochę innego ;))

    OdpowiedzUsuń