Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 marca 2014

Michael Bublé znów zaśpiewa w Polsce!!!


AAAAAAAAAA! Michael będzie w Polsce!!!! - tak piszczałam we wtorek o 9 rano, gdy zobaczyłam na fanpejdżu Michaela, że wystąpi w Krakowie. Oczywiście ludzie w pracy nie mieli ze mną życia :) Przez cały dzień musieli wysłuchiwać o mojej miłości i o koncercie w Gdańsku (tu możecie o tym poczytać).

Potem mój entuzjazm nieco osłabł, bo zobaczyłam ceny biletów. Widzieliście?! Organizatorzy mocno przesadzili. I tak biłam się z myślami, na jaką kategorię się zdecydować, aż w końcu stwierdziłam, że raz się żyje, w niedzielę mam urodziny, więc zrobię sobie taki prezent i kupiłam bilet prawie na samym środku I rzędu :) Już dawno nie byłam tak szczęśliwa :)


Dawno mnie nie było na blogu... Wiem, że go zaniedbuję bardzo, ale ostatnio nie mam ochoty pisać. Może więc coś się tu czasem pojawi, ale będzie to bardziej luźna refleksja albo jakaś prywata, bo aktualnie nie zamierzam wracać do bloga w poprzedniej postaci. To co mnie teraz interesuję (poza Michaelem oczywiście:P), to sprawa mieszkania. Kilka osób pytało, co postanowiliśmy więc odpowiadam: wczoraj podpisaliśmy umowę przedwstępną z deweloperem i złożyliśmy wniosek do banku o kredyt. Za miesiąc będzie wiadomo, czyli będziemy niedługo na swoim, czy nie :) Jak już będę miała 100% pewność, to napiszę Wam więcej o samej nieruchomości, na razie nie chcę zapeszać. 

Pozdrawiam w ten piękny wiosenny dzień i obiecuję trochę odkurzyć "Kulturę i inne pasję".

Do napisania.

PS Musiałam się z Wami podzielić moją radością z powodu Michaela :)))

środa, 12 lutego 2014

Gdzie byłam, jak mnie nie było


Kochani!

Przepraszam, okropnie zaniedbuję bloga, ale jestem tak zaganiana, że nie mam głowy do pisania czegokolwiek. Pamiętacie, jak pisałam w poście podsumowującym rok 2013, że mam wielki plan na 2014? No i właśnie zaczęłam ten plan wprowadzać w życie.

Początkowo mieliśmy starać się o kredyt w drugiej połowie roku. Okazało się jednak, że mieszkania w inwestycji, która nas interesuje rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, postanowiliśmy więc nie zwlekać dłużej. Na razie bezpłatnie zarezerwowaliśmy sobie jedno mieszkanko, mamy czas jeszcze, by się zastanowić, czy chcemy już i czy na pewno to ( w końcu to inwestycja długoterminowa). Trochę mnie odstrasza, że musielibyśmy sami zrobić schody, ogrzewanie i ocieplenie poddasza, ale z drugiej strony cena jest rewelacyjna jak na Wrocław, no i nieźle to wygląda. Co sądzicie?

Będę wdzięczna za każdą wskazówkę.

PS Nawet filmów oscarowych nie oglądam, bo nie mam głowy zupełnie! Nie czytam też nic :(

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013!



Jak na dobrego organizatora przystało, zebrałam do kupy podsumowania miesiąca i stworzyłam dla Was podsumowanie roku 2013, które już tradycyjnie będzie podzielone na część książkową, filmową i serialową. Tuż za wyborami kulturalnymi znajdziecie rozliczenie z postanowieniami noworocznymi na mijający rok i plany na nadchodzący Nowy Rok 2014! Zapraszam serdecznie!

2013, jaki byłeś dla mnie?
W gruncie rzeczy dobry, a pod pewnymi względami nawet bardzo dobry.
I za to Ci jeszcze podziękuję...


A jak to było w kulturze?

NAJLEPSZE FILMY:

Obejrzałam 145 filmów. Wybranie tylko trzech okazało się niemożliwe, wybranie pięciu trudne, ale podjęłam wyzwanie, a moje wybory możecie oglądać powyżej. Chciałabym też wyróżnić „Django” i „Kapitana Phillipsa”, które choć poza podium, muszę wspomnieć, choć w tym miejscu.

Filmowe dno roku: ostatnia część „Zmierzchu” i tu zacytuje fragment z moich sierotek:
I tak jak poprzednich trzech części, tak i mój seans ostatniej wyglądał podobnie: ataki śmiechu, przerywane pukaniem się w głowę i słowami „what the f***?!”. Obejrzałam i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że saga „Zmierzch” to według mnie dno i pięć metrów mułu. Fabularnie i aktorsko. Aha i bardzo cieszę się ze wszystkich Złotych Malin, jakimi hojnie obsypano ten film.”

niedziela, 29 grudnia 2013

Grudniowe sierotki



Koniec grudnia, najbardziej magicznego miesiąca... 

Nieuchronnie zbliża się czas nie tyle miesięcznych, co rocznych podsumowań, snucia planów na przyszłość i porównywania tych sprzed roku z tym, co udało się osiągnąć. To wszystko i jeszcze więcej już w następnym poście, a tymczasem zapraszam na podsumowanie grudnia i sierotki! :) :) :)

Książkowe:

„Zapomniany ogród" Kate Morton: mam słabość do opowieści takich jak ta: tajemnice, rodzinne sekrety, poszukiwanie własnego ja, do tego czasy, które już dawno minęły, a które bardzo chciałabym poznać. Kate Morton oczarowała mnie swoim „Domem w Riverton", nie zawiodła „Milczącym zamkiem", tak zachwalany „Zapomniany ogród" okazał się być jednak przyjemną, acz zwyczajną lekturą. Zabrakło magii, czegoś, co pozwoliłoby mi „wyłączyć się" i bez reszty przeniknąć w opisywany świat. Nie wiem, czy to przesyt u mnie takimi historiami, czy też po „Domu w Riverton" żadna inna książka Kate Morton nie jest w stanie mnie powalić na kolana, ale nie czuję się zachwycona lekturą. Owszem była cudowna atmosfera XIX-wieku, wędrówki po tajemniczym ogrodzie, baśniowa autorka książek i straszna rodzinna tajemnica, ale to wszystko razem wydało mi się takie oczywiste i banalne... Nie jest to jednak zła książka, wręcz przeciwnie wciągająca i ciekawa, brakuje jej jednak tego nieokreślonego czegoś, co sprawia, że czytelnik zapomina o otaczającym świecie i chce tylko czytać, czytać i czytać... Ocena: 7/10.

„Życie jest gdzie indziej" Milan Kundera: 2012 był moim rokiem z Milanem Kunderą, bo przeczytałam wtedy aż 5 jego książek i zakochałam się bez reszty w jego twórczości. Potem przyszedł 2013, przeleciał nie wiadomo kiedy, nastał grudzień, a ja ze strachem uświadomiłam sobie, że nic Kundery nie czytałam jeszcze! Pobiegłam więc do biblioteki,  a w niej wygrzebałam stary i bardzo zniszczony egzemplarz tej oto książki, a potem zaczęły się chwile, godziny niezwykłe. Przypadki poety Jaromila. wychowanego pod kloszem, kochanego zbyt mocno, zafascynowały mnie od pierwszej strony. Jak poradzić sobie w świecie, gdy nie wie się niczego? Kundera stawia śmiałą tezę, że poeta musi mieć zaborczą matkę i tę tezę udowadnia... Poza tym, jak zawsze, dotyka tematu komunizmu i jego oddziaływania na życie szaraczków. Nie jest to może powieść na miarę „Nieznośnej lekkości bytu", ale i tak warto. Po Kunderę zresztą zawsze warto sięgnąć. Ocena: 8/10.

sobota, 21 grudnia 2013

Święta z Frankiem i Michaelem


Święta, święta! Idą święta!

Może nie będą białe, ale ale...

Choinka pięknie przystrojona stoi i pachnie tak świątecznie...
Już wszystko naszykowane do pieczenia babeczek!
Prezenty prawie wszystkie już są i można myśleć, co słodkiego do nich dodać :)

Jarmark Bożonarodzeniowy na wrocławskim rynku - w tym roku piękniejszy niż kiedykolwiek!
Magiczny, radosny, pachnący! Uwielbiam po prostu!

A gdy wieczór nadchodzi, siadam spokojnie, z kubkiem herbaty w ręku i włączam dwóch Panów, których muzykę kocham całym sercem!

Bo Frank i Michael są dobrym wyborem na każdą okazję. Na święta, Sylwestra, urodziny, rocznicę, chandrę, radość i śmiech!

Więc ja wraz z nimi marzę o białych świętach...


czwartek, 28 listopada 2013

Listopadowe sierotki



W zeszłym miesiącu pisałam Wam, że mam mały kryzys blogowy i chyba jeszcze do końca się go nie pozbyłam, biorąc pod uwagę, że opublikowałam w listopadzie tylko 7 postów, podczas gdy moja średnia to 12-13. Jesienna aura zachęca mnie najbardziej do spania i oglądania komedii romantycznych, a czytać mi się zbytnio nie chce niestety, a co dopiero pisać… Czekam już jednak na nominacje do Złotych Globów i Oscarów, by się przynajmniej za filmy na poważnie zabrać:)

A w międzyczasie zapraszam na sierotki:

Książkowe:
„Blondynka na Kubie” Beata Pawlikowska: tym razem udałam się z panią Beatą na Kubę, gdzie trochę pozwiedzałyśmy, pouczyłyśmy się historii i szukałyśmy prawdziwego oblicza Ernesta Che Gueavary, Pomimo, że na Kubę mnie bardzo ciągnie, że uważam, że ta wyspa ma niesamowity klimat, a jej zdjęcia mnie zachwycają, książka Pawlikowskiej nie zainteresowała mnie ani trochę. Jakaś taka dziwna, chaotyczna jest. Miło odmianą były za to fragmenty o towarzyszu podróży pani Beaty – zabawnym Angliku, który wyruszył w podróż dookoła świata. Ogólnie, zmarnowany potencjał. Znowu…. Ocena: 5/10.

„Gdzie diabeł nie może… Dziewczyńska podróż dookoła świata 2. Antypody - Ameryka Łacińska” Justyna Minc, Paulina Pilch: druga część tak zachwalanej przeze mnie kilka miesięcy temu książki podróżniczej autorstwa dwóch polskich globtrotterek. Ostatnio zachwycałam się ciekawą i rzetelną treścią, a narzekałam na bardzo małą ilość zdjęć, no to teraz jest prawie na odwrót, tzn. nadal jest rzetelnie, a relację urozmaicają fotografie, ale nie jest już ciekawie i inspirująco. Przykro mi to pisać, ale tak jak czytając pierwszą część chciałam wszystko rzucić i już natychmiast wyruszyć w podróż, tak tym razem ze znudzeniem czytałam kolejne strony, szukając bezskutecznie czegoś, co mnie zainteresuje. A przecież dziewczyny były w tak fantastycznych miejscach! Australia! Nowa Zelandia! Machu Picchu! Moje marzenia, no! Trzeba jednak przyznać, że nadal jest to książka podróżnicza, obfitująca w masę cennych informacji, tylko przygody jakoś brak… Ocena: 5,5/10.

niedziela, 3 listopada 2013

2. urodziny bloga! I wyniki konkursu oczywiście



To już dziś. Dokładnie 2 lata temu zaistniałam w sieci jako blogerka i opublikowałam mój pierwszy post. Statystyk żadnych prezentować nie będę, bo nie one są najważniejsze, choć jasne cieszę się, że ktoś tu w ogóle zagląda, a jak jeszcze komentuje, to już w ogóle super :)
 
Chciałabym jednak bardzo podziękować wszystkim za miłe słowa pod ostatnim postem. Naprawdę daliście mi kopa, po którym nie mogłabym zostawić tego miejsca po prostu. Obiecuję więc nie znikać z blogosfery, najwyżej będzie mnie troszkę mniej czasami. Niewykluczone też, że chandra mi przejdzie i wszystko wróci do normy :) A właściwie już pomału przechodzi, bo podróż w planie, bilety już kupione i znowu mam, co planować :)
 
Wyniki konkursu za chwilę, najpierw jednak zgodnie z obietnicą odpowiem na trzy wybrane pytania.

Magi18: Gdybyś mogła stać się bohaterem książki, to jaką książkę byś wybrała i dlaczego?
Chętnie zamieniłabym się z Hermioną Granger, bo jako mała dziewczynka czekałam na list do Hogwartu, a ten niestety nie nadszedł. Tłumaczyłam to sobie tak, że poczta znowu zgubiła jakąś przesyłkę, bo przecież Hogwart istnieje, prawda? ;)

środa, 30 października 2013

Październikowe sierotki



Oj, nie chce mi się ostatnio, nie chce… Na krótko przed drugimi urodzinami bloga dopadło mnie zwątpienie, czy warto dalej prowadzić to miejsce. Nadal dużo czasu spędzam przeglądając Wasze blogi, ale do własnego nie mam już serca. Czasem zastanawiam się, jaki sens ma marnowanie czasu na pisanie recenzji? Dodatkowo wpadłam w coś, o czym pisała kiedyś Bigosowa, tzn. podczas czytania książki myślę, co by o niej napisać i denerwuję się, gdy w głowie mam pustkę. Nie wiem, może to jesień?

Pomimo licznych wątpliwości jednak, zmobilizowałam się i przygotowałam przynajmniej sierotki sumiennie. 

Książkowe:
„Agnes Grey” Anne Bronte: naprawdę chciałam napisać recenzję tej książki, ale nijak mi ona nie szła… Mam wrażenie, że o „Agnes Grey” polscy blogerzy napisali już chyba wszystko, a że ani mnie ta powieść nie powaliła, ani zbytnio mnie nie wciągnęła, dałam sobie spokój z pisaniem na jej temat. Książka napisana jest przystępnym językiem, na pewno jest ważna pod względem obrazu pracy guwernantki i życia ziemiaństwa, i momentami była nawet interesująca. Niestety tylko „nawet” i do tego rzadko. Ocena: 6/10.

„Brzoskwinie dla księdza proboszcza” Joanne Harris: kolejne po „Czekoladzie” i „Rubinowych czółenkach” spotkanie z Vianne Rocher i czarodziejską mocą czekolady. Po 8 latach Vianne wraca do Lansquenet, małej mieściny, której mieszkańcy nadal odczuwają zmiany, jakie nasza bohaterka wprowadziła w ich życie.  Lansquenet nie jest już jednak tym samym miejscem, co kiedyś. Za rzeką założyli osadę  muzułmanie, którzy nijak nie potrafią porozumieć się z miejscowymi. Do tego wszyscy szeptają o tajemniczej Kobiecie w Czerni, której twarzy nigdy nikt nie widział i której tożsamość owiana jest tajemnicą. W „Brzoskwiniach dla księdza proboszcza” Joanne Harris przywołała niepowtarzalny klimat „Czekolady” i stworzyła ciepłe, wlewające się prosto do serca czytadło, do którego zawsze miło będzie mi wrócić. Autorka poruszyła także problem fanatyzmu religijnego, braku porozumienia pomiędzy kulturami Wschodu i Zachodu, i ciekawie opisała konflikty, z jakimi zmagają się mieszkańcy niewielkich miast. Nie zabrakło też ducha nowoczesności w kościele, czemu oczywiście sprzeciwia się stary Reynaud, który jak dobrze pamiętacie, nie potrafił zaakceptować Vianne i jej Chocolaterie. Bardzo udana kontynuacja, czekam na więcej! Ocena: 8/10.

czwartek, 3 października 2013

2. URODZINY BLOGA, czyli pora na konkurs!

Kochani, 3 listopada miną dokładnie dwa lata, odkąd pojawił się pierwszy post na Kulturalnym Misz-Maszu. Sporo się zmieniło od tamtego czasu, ale cieszę się, że pomimo wkroczenia pełną parą w dorosłe życie nadal mam tak dużo czasu na prowadzenie bloga :)

Dziś zapraszam Was na mały konkursik z tej okazji!

Do wygrania są książki: „Pamiętne lato" Lesley Lokko i „Więzień nieba" Carlosa Ruiza Zafona.

REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu i fundatorem nagrody jestem ja, czyli autorka bloga. Książka są używane, a ich stan oceniam na bardzo dobry.
2. Zgłoszenia przyjmuję od 03.10.2013 r. do 02.11.2013 r. (do godziny 23:59).
3. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 03.11.2013 r.
4. Do konkursu mogą przystąpić zarówno blogerzy, jak i osoby anonimowe.
5. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby mieszkające w Polsce.
6. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu pod tym postem napisać, którą książkę wybieracie (można się też zgłosić po obie), należy też zostawić swój adres e-mail i zadać mi jedno pytanie, które może dotyczyć zarówno życia blogowego, jak i tego drugiego.
Na najciekawsze pytania odpowiem w urodzinowym poście 3 listopada.
7. Zwycięzca lub zwycięzcy konkursu zostaną wyłonieni w drodze losowania.
8. Nagrodę wysyłam w ciągu 7 dni roboczych.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli umieścicie na swoim blogu podlinkowany baner konkursowy, ale nie jest to konieczne i nie powoduje dodania kolejnych losów.

niedziela, 29 września 2013

Wrześniowe sierotki



Wrzesień niezbyt wesoło się dla mnie kończy, bo złapało mnie jakieś wstrętne choróbsko i wskutek okropnego bólu gardła, nie mogę mówić. Tak więc siedzę sobie z kubkiem herbaty pod kocem i patrzę przez okno na to piękne słońce, które bezczelnie domaga się, by wyjść i pospacerować… Niestety nie dla mnie dziś takie atrakcje, Was jednak zachęcam, bo być może to ostatnie cieplejsze dni tej jesieni.

Gdybym nie długi weekend w Paryżu, to wrzesień 2013 pewnie niczym szczególnym nie zapisałby się w mej pamięci. Taka cudna podróż dopadła mnie, gdy już myślałam, że do przyszłorocznej majówki nigdzie nie pojadę! Uwielbiam takie niespodzianki <3 Będę miała, co wspominać przez nadchodzące zimne miesiące.

Tymczasem zapraszam na sierotki.
 
Książkowe:

„Dziennik Mai” Isabel Allende: nie mogłam nie sięgnąć po książkę jednej z moich ulubionych pisarek. Do tej pory książki Allende ogromnie mi się podobały, niestety „Dziennik Mai” okazał się być nieciekawy. Styl pisarki nadal jest bardzo dobry, i podobało mi się snucie opowieści o Chile obok właściwej historii, ale sama bohaterka okazała się być mało interesująca w porównaniu do innych, jakie wyszły spod pióra Allende. Także tematyka nie przypadła mi do gustu, przez co lektura okazała się być wyjątkowo męcząca. Ocena: 5/10.
 
 Hobbit” J.R.R.Tolkien (w ramach czytania 100-ki BBC): świetny prolog do najsłynniejszej trylogii świata: „Władcy Pierścieni”. Napisany lekko i zabawnie „Hobbit” jest lekturą, która może zainteresować zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. Czytając wyobrażałam sobie, że sama wyruszam w taką niezwykłą podróż wraz z banda zaprzyjaźnionych krasnoludów, i poznaje smaczki Śródziemia (ja chcę do Nowej Zelandii!). Ocena: 8/10.

niedziela, 8 września 2013

Zaproszenie

Kochani, zapraszam Was na spotkanie z moim nowym blogiem: Pretty Little Moments.

Kulturalny Misz-Masz przestał mi wystarczać.
Stąd też pomysł na coś nowego.

Zapraszam! Rozgośćcie się w moim drugim blogowym miejscu.

piątek, 30 sierpnia 2013

Sierpniowe sierotki



No i mija już 8 miesiąc roku. Ależ ten czasy szybko leci!

No więc jaki był sierpień?

Depresyjny, bo po urlopie ciężko wrócić do rzeczywistości.
Smutny, bo trudno mi sobie wyobrazić kilka miesięcy bez podróży.
Co wiąże się z tym, że
może za rok będę urządzać własne mieszkanie. Jest nadzieja.

Sierotki:

„W 80 dni dookoła świata” Juliusz Verne: pewnie gdybym była młodsza bardziej spodobałaby mi się ta książka, ale i tak jestem zadowolona z czasu spędzonego z nią. Naprawdę ciekawa powieść przygodowa z fantastycznymi bohaterami! Pan Fogg, pomimo iż jest trochę snobem, podbił moje serce swoją postawą i opanowaniem. Prawdziwy angielski dżentelmen :) Verne pisze bardzo plastycznie i potrafi przyciągnąć uwagę czytelnika na dłużej. Szczerze polecam, zwłaszcza młodzieży. Ocena: 7/10.

 „Hrabina”: na fali popularności książki o Elżbiecie Batory, siostrzenicy króla Polski Stefana Batorego, postanowiłam obejrzeć film o niej, do którego przymierzałam się już od dłuższego czasu. W postać krwawej hrabiny wcieliła się jedna z moich ulubionych aktorek – Julie Delpy i jakoś nie urzekła mnie tą rolą… Pierwsza połowa filmu ciągnie się niemiłosiernie i jest jakaś taka sztuczna, później akcja się rozkręca, giną dziewice, hrabina kąpie się w krwi, ja odwracam wzrok, bo jakoś nie mogę patrzeć na te straszne rzeczy i czuję niesmak…straszny. To chyba nie jest film dla mnie, to nie moja historia. Zaszokowało mnie to, co stało się z Elżbietą i to na tyle, że nawet trochę poczytałam na jej temat. Z tego, co wyczytałam wynika, że reżyser nie trzymał się ściśle faktów historycznych, manipulując historią poprzez opowiadanie jej z perspektywy byłego kochanka Elżbiety. „Hrabinę” można obejrzeć, ale nie nastawiałabym się na wybitne kino i to pod żadnym względem. A szkoda, o życiu Elżbiety Batory można było nakręcić coś naprawdę fajnego. Ocena: 6/10.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Oswoić język



Ci, którzy uczą się języków obcych, wiedzą, że do płynnego porozumiewania potrzeba czegoś więcej niż tylko wkuwania słówek i struktur gramatycznych. Ważne, by mieć codzienny kontakt z językiem i nieważne, czy te 15 minut dziennie poświęcicie na oglądanie ulubionego serialu, rozmowę z native speakerem czy też na coś, co mole książkowe lubią najbardziej – czytanie! 

Moja przygoda z wydawnictwem COLORFUL MEDIA i czasopismem „English Matters” zaczęła się kilka lat temu, kiedy zwyczajowo włócząc się między półkami wrocławskiego Empiku moją uwagę przykuła kolorowa okładka z napisem „Magazyn dla uczących się języka angielskiego”. Akurat wtedy nie miałam prawie żadnej styczności z językiem angielskim, a bardzo zależało mi na tym, by go sobie odświeżyć. Gazetę więc kupiłam i zaraz też zabrałam się za jej czytanie. I tu czekała mnie miła niespodzianka! Zawartość każdego numeru pisma podzielona jest na kilka działów, tak, że każdy znajdzie dla siebie coś interesującego. Jako, że uwielbiam czytać o podróżach na początek skoczyłam do działu „Travel”, a tam znalazłam bardzo ciekawe artykuły o Kornwalii i couchsurfingu. Już w tym momencie byłam całkowicie na tak!


Z kolei w dziale „People & Lifestyle" znalazły się artykuły o trudnym dzieciństwie Brytyjczyków i o potędze plotki, jeszcze ciekawiej prezentowała się zawartość działu „Culture", a w niej było o wikipedii, Quentinie Tarantino i świecie Tolkiena.

Dodatkowo pod każdym tekstem znajduje się mini-słowniczek z tłumaczeniami najtrudniejszych zwrotów,  a na stronie internetowej wydawnictwa można odsłuchać artykuły w formacie MP3!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Lipcowe sierotki



Lipiec, ach, lipiec! Lipiec był cudowny! 

Najpierw było dużo dużo pracy i wyczekiwania. Codziennie odliczałam dni i mówiłam wszystkim: słuchajcie, jeszcze tyle i tyle dni, i jadę na wakacje! A oni uśmiechali się i mówili: szybko zleci. I faktycznie tak było. A gdy już nadszedł piątek 19 lipca, wyszłam z pracy z bananem na ustach i tak już zostało do wczoraj. Dziś już niestety moja laba się skończyła, ale i tak co chwila coś mi się przypomina i się do siebie uśmiecham ukradkiem. A jakże trudno wrócić do pracy po urlopie! Jestem taka rozkojarzona! Pół dnia dziś spędziłam w pokoju koleżanki na plotkach, zamiast przy własnym biurku na pracy. I wiecie co? Chociaż wakacje były fantastyczne, to muszę przyznać, że stęskniłam się za wszystkimi i za codzienną rutyną pracy. Bo ja ją naprawdę lubię, tzn. pracę, nie rutynę. Z niespodziewaną radością zabrałam się dziś za liczenie wypłaty i już czekam na jutro. Tyle się dzieje wokół mnie! Tylko czas mógłby się na chwilę zatrzymać…

A jaką radość dziś miałam z wizyty w bibliotece! Nie byłam ponad 2 tygodnie! Stęskniłam się za zapachem książek i chodzeniem między regałami!

A teraz… żeby nie było, że w lipcu sierotek nie było, oto i one:

„Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson ( w ramach czytania 100-ki BBC): miałam już do czynienia z Brysonem przy okazji lektury „Zapisek z wielkiego kraju”, czyli opowieści o Ameryce. Liczyłam więc na równie dobrą i zajmującą powieść. Niestety czekało mnie ogromne rozczarowanie. Bryson zbyt dużo miejsca poświęcił opisowi kolejnych odwiedzanych miejsc, a zbyt mało niuansom angielskiej kultury i stylu życia. Mówiąc krótko, liczyłam na opisy absurdalnych sytuacji, a nie na mało interesujący przewodnik. Może zapiski miałyby to dla mnie większą wartość, gdybym podążyła szlakiem autora, na razie niestety jest to niemożliwe, a książka sama w sobie okazała się być nudnawa. Ocena: 4,5/10.

sobota, 29 czerwca 2013

Czerwcowe sierotki



No i pierwsza połowa roku niemalże za nami. Szybko zleciało, co? Mnie się wydaje, że nie dalej jak wczoraj świętowałam 25-urodziny, a tu już dzieciaki szkołę kończą i mają wakacje. Zazdroszczę wszystkim, którzy mają więcej niż 2 tygodnie wolnego! A i na ten upragniony urlop muszę jeszcze trochę poczekać…

Zanim przejdziemy do sierotek, chciałabym się Wam pochwalić nawiązaniem współpracy z portalem blogarytm, który jest zbiorem wpisów z polskich blogów w takich kategoriach jak: publicystyka, styl życia, kultura i sztuka, i fotoblogi. Ukazało się już kilka moich tekstów, w tym 3 na stronie głównej, co jest dla mnie bardzo motywujące :)

No a teraz przejdźmy do rzeczy:

książkowe sierotki:

„Podróże życia”, wyd. National Geographic: jako, że wakacje za pasem, obsesyjnie wręcz czytam blogi podróżnicze i nie przestaję marzyć, planować. Nie mogłam więc obojętnie przejść wobec tej książki, która aż prosiła się, by ją wypożyczyć :P Na „Podróże życia” składają się opisy 10 wypraw w przeróżne zakątki świata. I tak możemy poczytać m.in. o Madagaskarze, Tanzanii, Australii, Hawajach czy Peru. Niestety nie wszystkim autorom udało się mnie zaciekawić, część popełniła kardynalny błąd, jedynie przedstawiając suche fakty, dotyczące danych miejsc, a zapominając o elemencie przygody, który przecież na pewno był. Najbardziej przypadł mi do gustu tekst Marka Tomalika o Australii, te pan zdecydowanie potrafi rozbudzić w czytelniku chęć poznania…:) Ocena: 6,5/10.

piątek, 28 czerwca 2013

WAKACYJNY KONKURS!

Kochani, z okazji wakacji, które wiele osób dziś rozpoczęło, przygotowałam mały konkursik.

Do wygrania są książki „Córka kata" Oliviera Potzscha i „Romans po włosku" Annalisy Fiore.

REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorem konkursu i fundatorem nagrody jestem ja, czyli autorka bloga. Książka są używane, a ich stan oceniam na bardzo dobry.
2. Zgłoszenia przyjmuję od 28.06.2013 r. do 14.07.2013 r. (do godziny 23:59).
3. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 15.07.2013 r.
4. Do konkursu mogą przystąpić zarówno blogerzy, jak i osoby anonimowe.
5. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby mieszkające w Polsce.
6. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu pod tym postem wyrazić chęć wzięcia udziału poprzez napisanie „zgłaszam się", napisać, którą książkę wybieracie (można się zgłosić po obie, może ktoś akurat będzie miał takie szczęście, że wylosuję go dwa razy) należy też zostawić swój adres e-mail 
i odpowiedzieć na pytanie konkursowe:
Jakie macie plany na wakacje? :)
7. Zwycięzca lub zwycięzcy konkursu zostaną wyłonieni w drodze losowania.
8. Nagrodę wysyłam w ciągu 7 dni roboczych.

Będzie mi też bardzo miło, jeśli umieścicie na swoim blogu podlinkowany baner konkursowy, ale nie jest to konieczne i nie powoduje dodania kolejnych losów.

To tyle. Powodzenia!

niedziela, 23 czerwca 2013

Wspomnienie



Pamiętam ten żar, który buchnął mi w twarz po wyjściu z samolotu na lotnisku.

Pamiętam podróż do miasta i ciekawe rozglądanie się po moim pierwszym włoskim mieście.

Pamiętam pierwsze spojrzenie na mityczne Koloseum.

Pamiętam słońce, które paliło mnie w twarz, a ja cichutko je prosiłam, żeby nie świeciło aż tak mocno.

Pamiętam tłum pod Fontanną di Trevi, o każdej możliwej porze.

Pamiętam smak lodów na Piazza Navona.

Pamiętam zachód słońca i pyszną włoską kolację.

Pamiętam…nieśpieszne spacery wąskimi uliczkami, mój zachwyt na każdy kroku i energię, jaką to miasto niesie ze sobą.

Pamiętam przystojnych Włochów w garniturach, którzy pomimo 40 stopni, nie byli ani trochę spoceni czy zmęczeni. Uśmiechali się.

Pamiętam pożegnanie i obietnicę, że kiedyś tam wrócę.

Teraz…mija rok, a ja wciąż na nowo przeglądam zdjęcia i myślę, jak to możliwe, że tak bardzo zaczarowało mnie miasto, do którego było mi niespiesznie? Zawsze chciałam Paryża, nie Rzymu. Paryż zobaczyłam po Rzymie i nie zakochałam się w nim ani trochę. Może za bardzo go pragnęłam?


sobota, 8 czerwca 2013

Reakcje Internetu na ostatni odcinek „Gry o tron" (UWAGA! SPOILERY!)



Ci z Was, którzy oglądali „The Red Wedding”, wiedzą, że wszelkie słowa są zbędne… Pogoda dziś nie zachwyca, postanowiłam więc poszperać trochę w sieci i przejrzeć odpowiedź fanów serialu na śmierć Króla Północy… Poniżej wynik mojego researchu:


sobota, 1 czerwca 2013

5 filmów w moim wieku!



Rzadko biorę udział w blogowych zabawach, ale ta wyjątkowo mnie przekonała. Pomysłodawczynią jest Klaudia z bloga Roztargniona Sowa.

Mój rok to 1988, a wybrane przeze mnie filmy to:
1. Cinema Paradiso – jeden z moich ulubionych filmów o magii kina.
2. Kogel-mogel – polski klasyk, który za każdym razem śmieszy mnie równie mocno.
3. Sok z żuka – do Burtona zawsze chętnie wracam.
4. Niebezpieczne związki – ach ten John Malkovich…:P
5. Nieznośna lekkość bytu – ekranizacja jednej z moich ulubionych książek z Juliette Binoche w roli głównej.


W roku 1988 powstało wiele dobrych filmów, dlatego miałam ogromny problem z wyborem. Tym bardziej więc cieszę się, że to rok moich narodzin :)