Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże małe i duże. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 czerwca 2014

Kreta: Chania, czyli przepiękne miasto i trochę o organizacji wyjazdu


Słowem wstępu
Jeśli rok temu zapytalibyście mnie, czy kolejne wakacje spędzę w Grecji, powiedziałabym: „w życiu”. Mało tego. Miałam już zaplanowaną szczegółowo wyprawę, gdzie indziej, na inną piękną europejską wyspę. Kredyt, mieszkanie, to wszystko jednak zrewidowało moje plany i zaczęłam szukać tanśzej opcji. Mając w pamięci, że M. chciał bardzo pojechać na Kretę, postanowiłam rozejrzeć się w temacie. Od początku w głowie kiełkował mi też plan wyprawy na Santorini promem, początkowo myślałam o 1 dniu, w końcu spędziliśmy tam 3 najcudowniejsze dni w życiu. Tak, tak, greckie wakacje przebiły nawet tydzień w Rzymie 2 lata temu. O tym jednak później. Na razie jesteśmy w Chanii, a właściwie na chwilę przed nią.

Organizacja wyjazdu
Organizować wakacje zaczynam zawsze bardzo prozaicznie: od zapytania szefa, czy mogę w tym terminie wziąć wolne ;) Potem zaczynam polować na tanie bilety. Codziennie przez miesiąc, kilka razy, sprawdzałam na stronie  Ryanair (uwaga! bilety zawsze kupuje bezpośrednio u przewoźnika, bo zauważyłam, że pośrednicy do cen doliczają sobie prowizję) ceny biletów na trasie Wrocław-Chania. W końcu trafiłam na promocję. Oczywiście w porównaniu do biletów za 60 zł do Paryża czy Brukseli, trudno nazwać 177 zł za osobę za lot wielką okazją. Ale na tej trasie taniej było tylko na kwiecień, na drugą połowę maja i później ceny były już takie, a nie inne. W międzyczasie ułożyłam plan wyprawy, trochę mi tu namieszała wycieczka na Santorini, która spowodowała, że musieliśmy pojechać do Heraklionu. Myślałam, wkurzałam się, ale w końcu wymyśliłam. 


Jak już wszystko miałam obmyślone, odpaliłam booking.com i spędziłam godziny na poszukiwaniu okazji. Co rozumiem przez okazję? Czysty pokój z łazienką w centrum miasta w dobrej cenie. Udało się i z czystym sumieniem mogę polecić pensjonat Pia Rooms. Za 25 euro za noc dostaliśmy przestronny pokój z widokiem na wenecki port. Jedynym minusem był brak zasłonki przy prysznicu, przez co trudno było się umyć. Ostatecznie była to jednak tylko 1 noc, więc zbytnio się tym nie przejęliśmy. Poza tym w Hiszpanii płaciliśmy 70 euro za noc za niewiele lepsze warunki.

wtorek, 3 czerwca 2014

Szara rzeczywistość pourlopowa


Poniedziałkowy wieczór, pilot linii Ryanair wita nas na pokładzie samolotu słowami: Witam, lecimy do deszczowego Wrocławia, przydadzą się kalosze. I już wiem, że powrót do rzeczywistości po ciepłej i słonecznej Grecji będzie wyjątkowo trudny. I nie jest inaczej.

Już jutro powrót do pracy, a ja myślami nadal na takiej pięknej wyspie z białymi domkami, o której od zawsze marzyłam. Już wiecie, gdzie byłam w tym roku?

Zdjęcie Wam pomoże:


Jak dotąd, najlepsze wakacje w życiu.

Obszerniejsze relacje w najbliższych tygodniach.

 Napiszę też wskazówki, jak samemu zorganizować wakacje na Krecie i Santorini. Może komuś się przyda :) 

sobota, 3 maja 2014

Pomysł na majówkowy wypad: Zamek w Mosznej



Ostatnio narzekałam, że w tym roku Majówka w domu i zasadniczo tak, ale korzystając z pięknego słońca udało nam się w czwartek wyrwać za miasto :) Całkowicie spontanicznie pojechaliśmy do przepięknego Zamku w Mosznej w województwie opolskim. Podróż autostradą trwała trochę ponad godzinę, a na miejscu czekały nas takie widoki:

 

czwartek, 24 kwietnia 2014

(Po)świątecznie



Wyjazdowo

Jako, że w tym roku Wielkanoc spędziłam u rodziny M. w lubelskim, jeden dzień udało mi się spędzić na zwiedzaniu regionu, co zaowocowało wycieczką do Zamościa.

Dlaczego akurat tam? Wystarczyło, że dowiedziałam się, że to Włoch zaprojektował układ miasta, a starówka wpisana jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i już było postanowione ;)


Po krótkim spacerku ulicami miasta, wypiliśmy kawę na starówce (piernikowa latte, pycha!) i zjedliśmy lody w lokalu o wdzięcznej nazwie „Chocolaterie”.

Zamość można zwiedzić w 2-3 godziny, niestety nie wszystkie zachowane zabytki są w dobrym stanie L

środa, 25 września 2013

Unexpected Paris



Paryskie niebo w lustrze Sekwany przegląda się,
Pod nim najpiękniej kwitną dziewczyny i bzy.
Ponad dachami fruną gołębie gdzieś hen, gdzieś hen,
A akordeon gra sulesjel de Paris.”

Podróż krótka, bo tylko trzydniowa. Podróż, która wynikła niespodzianie. Podróż, której nie mogłam przecież odmówić, gdy nieśmiało wzięła mnie w swe objęcia.

Mój drugi raz w Paryżu. I znowu były wieczorne przechadzki po Montmartre, mojej najulubieńszej dzielnicy. Kawa 
i bagietka na śniadanie. Przesiadywanie w uroczych kafejkach i przyglądanie się podążającym gdzieś w pośpiechu turystom, 
i nieśpieszącym się nigdzie paryżanom. 


Było tak podobnie, a jednak całkiem inaczej. Ostatnio była atmosfera świąt, grzańce i zimno. Teraz była atmosfera Paryża, wino tak, ale do obiadu, błękitne niebo i ciepło.

Bo w Paryżu nadal lato.

poniedziałek, 2 września 2013

Wakacji część trzecia: Girona



Tossę de Mar opuszczaliśmy z żalem i poczuciem, że nasze wakacje pomału dobiegają końca. Przed nami zostały tylko niecałe dwa dni w Gironie. Mnie już pomału zaczynała łapać pourlopowa depresja, a mój M. wolałby raczej zostać kolejny dzień nad morzem, aniżeli znowu zwiedzać. Tak więc w nienajlepszych humorach wsiedliśmy do autobusu.

I całkiem niepotrzebnie, bo Girona okazała się być fascynującym miejscem.

Po szybkim przejściu z dworca do hotelu, udaliśmy się na jeden z mostków na rzece Onyar, by podziwiać najbardziej charakterystyczną wizytówkę miasta: kolorowe domki.


sobota, 10 sierpnia 2013

Wakacji część druga: Tossa de Mar



Najwięcej czasu w planowaniu wakacji zajął mi wybór miejscowości na Costa Brava, w której mieliśmy zamiar poleniuchować na plaży i pokąpać się w morzu. I tu pomocne okazały się być relacje innych blogerów, a także fora podróżnicze i nie tylko. Po przeczytaniu bardzo wielu wypowiedzi na starcie odpadło Lloret de Mar, czyli imprezowa stolica Costa Brava, a co za tym idzie głośne i zatłoczone miejsce, w którym nijak nie zaznalibyśmy spokoju. Do finału przeszły dwie miejscowości: Blanes i Tossa de Mar, i jak widzicie w tytule postu ostatecznie wygrała Tossa, a to dlatego, że podobne miały tam być ładne widoki i nie tak dużo ludzi. Niestety ceny hoteli w Tossie były trochę droższe niż w Lloret, ale postanowiłam nie mówić o tym chłopakowi, co by go za bardzo serce nie bolało ;) (musicie wiedzieć, że każdy wyjazd od początku do końca organizuję ja, i gdy już wiem, ile całość będzie kosztować, mówię dopiero memu M.)

Po tym krótkim wstępie wróćmy do miejsca, w którym ostatnio się rozstaliśmy. Jesteśmy na dworcu Estacio Nord w Barcelonie i wsiadamy właśnie do autobusu firmy Sarfa, jadącego do Tossy. Podróż zajmuje ok. godziny, a jak się siądzie po prawej stronie przy oknie (tzn. nie tej, po której siedzi kierowca), można podziwiać naprawdę ładne widoki. Przed Tossą mieliśmy przystanek w Lloret, gdzie ku mojej uciesze wysiadł prawie cały autobus, w tym bardzo głośna grupa Włochów :)
 
Pierwsze kroki kierujemy oczywiście do hotelu, by się zameldować. Rzucamy bagaże, wkładamy stroje, bierzemy ręcznik i biegniemy na plażę, a ta, niespodzianka, znajdowała się 150 metrów dalej :))) 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wakacji część pierwsza: Barcelona



„To miasto ma czarodziejską moc. Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę.”

Niedziela, 6 rano. Zaspani jedziemy na lotnisko. Zdajemy bagaż, przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa, pijemy w pośpiechu kawę, a właściwie ja piję, bo On niepijący. Lada moment wsiadamy do samolotu, i już czuję tę radosną ekscytację, która towarzyszy mi zawsze, gdy gdzieś jadę – obojętnie gdzie – blisko czy daleko. A teraz to będzie taka wspaniała wyprawa – na całe 11 dni, do wymarzonej Hiszpanii! Cofam się wstecz pamięcią do czasów, gdy przeglądając kolorowe pisma czytałam o Barcelonie i Costa Brava, oglądając kolorowe zdjęcia pięknego miasta i wody, w której chciałam się zanurzyć. A teraz mogę naprawdę tam pojechać! Cieszę się jak dziecko przed Gwiazdką.  

Lecimy, krajobraz zmienia się co chwila. Najpierw są pola, potem trochę chmur, a im dalej lecimy tym niebo jest czystsze i błękitniejsze. Próbuję czytać, ale za nic mi to nie wychodzi. Jak mogę się skupić na lekturze, skoro za oknem tyle się dzieje! Przeklinam, że siedzimy koło skrzydła i nie mogę robić pięknych zdjęć, bo pod nami piękne śnieżne szczyty, pilot mówi, że to Mont Blanc. Jestem zachwycona, patrzę, zamykam oczy, staram się zapamiętać ten widok na zawsze. 

Girona, południe. Żar bucha nam w twarz, tak – jesteśmy w Hiszpanii. No to teraz szybko do autobusu, który dowiezie nas do Barcelony. 

niedziela, 23 czerwca 2013

Wspomnienie



Pamiętam ten żar, który buchnął mi w twarz po wyjściu z samolotu na lotnisku.

Pamiętam podróż do miasta i ciekawe rozglądanie się po moim pierwszym włoskim mieście.

Pamiętam pierwsze spojrzenie na mityczne Koloseum.

Pamiętam słońce, które paliło mnie w twarz, a ja cichutko je prosiłam, żeby nie świeciło aż tak mocno.

Pamiętam tłum pod Fontanną di Trevi, o każdej możliwej porze.

Pamiętam smak lodów na Piazza Navona.

Pamiętam zachód słońca i pyszną włoską kolację.

Pamiętam…nieśpieszne spacery wąskimi uliczkami, mój zachwyt na każdy kroku i energię, jaką to miasto niesie ze sobą.

Pamiętam przystojnych Włochów w garniturach, którzy pomimo 40 stopni, nie byli ani trochę spoceni czy zmęczeni. Uśmiechali się.

Pamiętam pożegnanie i obietnicę, że kiedyś tam wrócę.

Teraz…mija rok, a ja wciąż na nowo przeglądam zdjęcia i myślę, jak to możliwe, że tak bardzo zaczarowało mnie miasto, do którego było mi niespiesznie? Zawsze chciałam Paryża, nie Rzymu. Paryż zobaczyłam po Rzymie i nie zakochałam się w nim ani trochę. Może za bardzo go pragnęłam?


poniedziałek, 6 maja 2013

Majówka: Budapeszt-Bratysława


1 maja obudziłam się o dwunastej, wyjrzałam przez okno i doszłam do wniosku, że na gwałt potrzebuję słońca. Pogoda za oknem nie zachęcała do spaceru, dlatego wpadłam na genialny (w moim przekonaniu) pomysł: a może by tak podążyć w stronę słońca i ciepła? I tak otworzyłam internetową mapę pogody w Europie, tęsknię popatrzyłam w stronę Włoch, i zobaczyłam, że nie tak daleko od polskiej granicy jest 25 stopni, świeci słońce, a niebo jest błękitne… 10 minut później byłam już zdecydowana, by teraz, zaraz, jechać do Budapesztu, pozostało mi tylko przekonać mojego M. 

Musicie wiedzieć, że jestem osobą, która lubuje się w planowaniu i organizowaniu wycieczek, toteż wyjazd z biurem podróży byłby dla mnie prawdziwą męką. Tym razem jednak moje planowanie ograniczyło się do znalezienia hotelu i wydrukowania turystycznej mapki miasta, reszta już była całkowicie „na wariata”. I tak ruszyliśmy w drogę, przez Czechy i Słowację, aż na Węgry. Nie była to ani łatwa, ani przyjemna podróż, bo trafiliśmy na skrajnie różne warunki atmosferyczne i przez chwilę nawet wyklinałam siebie za mój wspaniały pomysł. W Polsce padał deszcz, w Czechach świeciło słońce, na Słowacji trafiliśmy na straszną burzę z opadami deszczu, gradu, silnym wiatrem i gigantyczną mgłą. Było strasznie. Co ciekawe, chwilę po przekroczeniu granicy słowacko-węgierskiej było słonecznie i upalnie, i tak zostało już do samego Budapesztu.

Dzień 1-3 Budapeszt
Gdybym Budapeszt był filmem napisałabym o nim, że ma piękne momenty, ale reszta wypada dość przeciętnie. Nie jest to miasto, które mnie zachwyciło i porwało lub które mogłabym pokochać całym sercem. Stolica Węgier posiada piękne budynki, zabytki, których odbiór psuje jednak złe planowanie przestrzeni. Jakoś nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Budapesztowi przydałby się architekt krajobrazu, który trochę upiększyłby szarą, pokomunistyczną stronę miasta.

środa, 5 grudnia 2012

Sous le ciel de Paris



„Poznałem, czym jest rozkosz owych przechadzek trwających godzinami, owych tęsknot, jakie wywołuje najpiękniejszy pejzaż na świecie, kamienny pejzaż starego Paryża od Notre Dame aż po Luwr; poznałem tę rozkosz, szperając jednocześnie w skrzyneczkach z książkami, ustawionych wzdłuż bulwarów [...]"  T. Boy-Żeleński 


Miasto Świateł i zakochanych, brukowanych uliczek, zapierających dech widoków i atmosfery, której nigdy nie zapomnę. Paryż moich marzeń i snów w końcu stał się rzeczywistością przez kilka dni. Było grzane wino na świątecznym jarmarku na Polach Elizejskich, słodkie makaroniki od Laduree, gorąca czekolada w Cafe des 2 Moulins, croisannty, pyszna kawa i creme brulee. Wróciłam nasycona pięknymi wspomnieniami i artystyczną atmosferą Montmartre.

„Paryż najpiękniej wygląda z wieży Eiffla, chociażby dlatego, że jej stamtąd nie widać”. Maurice Chevalier

W Paryżu spędziłam 3 dni, nie udało mi się więc zobaczyć wszystkiego, ale bez wątpienia mogę powiedzieć, że poczułam klimat tego miejsca. Wycieczkę zaczęliśmy od nieśpiesznego spaceru wąskimi uliczkami Montmartre, gdzie zachwyciłam się Sacre Coeur, która akurat skąpana była w zachodzącym słońcu. Widok ze wzgórza jest po prostu niesamowity i według mnie o wiele piękniejszy niż z Wieży Eiffla czy Katedry Notre Dame. No ale ja jestem romantyczną duszą i zachwycam się starociami, dlatego Montmartre i Dzielnicę Łacińską pokochałam całym sercem. Potem była gorąca czekolada w Cafe des 2 Moulins, która jest obowiązkowym punktem dla fanów „Amelii” – tam właśnie kręcono wiele scen filmu. Właściciele całe szczęście zachowali rozsądek i ceny nie są zbyt wygórowane, np. kawa kosztuje około 4 euro (to nic w porównaniu do Cafe de Flore czy Cafe Les Deux Magots, a więc kawiarniach, w których bywali Picasso, Hemingway, Camus czy Sartre). Wnętrze w niczym nie przypomina tego filmowego, ale obecność Amelii Poulain sygnalizuje duży plakat i specjalne menu, w którym znajdziemy śniadanie i lunch Amelii. Osobiście uważam, że lokal jest mocno przereklamowany, ale warto go odwiedzić, jak będziecie w okolicy.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Zakochani w Pradze


„Praga - jak chyba wiecie - to miasto przepiękne i prawdziwy raj dla ludzi mojego pokroju, to znaczy zakochanych w starociach i zabytkach.”

Stolica Czech to miejsce tak urokliwe i piękne, że aż chciałoby się tam zamieszkać. Wszyscy zachwycają się Paryżem, Rzymem i Barceloną, a mało kto docenia Pragę, która ma tak wiele do zaoferowania i do tego położona jest blisko Polski. Wczoraj, wróciwszy z mojej już piątej wizyty w tym mieście, stwierdziłam, że nigdzie za granicą nie czuję się tak dobrze. Czesi to taki przyjazny naród, a ich kultura jest tak różnorodna i momentami zaskakująca, że najchętniej porzuciłabym mój kochany Wrocław, by zamieszkać w Pradze, choć na krótki czas.

Nie będę Was kochani zanudzać historią, bo to jest rzecz, którą sami na pewno chętnie poznacie, gdy będziecie kiedyś chcieli zwiedzić Pragę. Zamieszczam za to zdjęcia i zapraszam do oglądania, ale przedtem jeszcze jeden cytat:

„Do Pragi jechałem już po raz drugi. Z pierwszego swego pobytu, który wypełniony był zwiedzaniem zabytków, utrwalił mi się w mej pamięci obraz miasta o niepowtarzalnej urodzie. Wędrówka po nim jest nieustającą przygodą, co krok zaskakuje jakiś piękny zakątek. Trzeba by tu żyć długie lata, aby poznać wszystkie urocze zaułki, bulwary, skwery, place i placyki.”  

sobota, 4 sierpnia 2012

Na Szlaku Zamków Piastowskich: Zamek Książ i Zamek w Bolkowie


Korzystając z ładnej pogody, postanowiliśmy się wybrać z M. za miasto. Nasz wybór padł na położony trochę ponad 70 km od Wrocławia Zamek Książ w Wałbrzychu, a że stamtąd do Bolkowa jest jak rzut beretem (ok. 20 km), pojechaliśmy zwiedzić i Zamek w Bolkowie.


Zamek Książ jest trzecim, co do wielkości zamkiem w Polsce i znajduje się na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego, zajmującego obszar 32 km2. Jego budowę zlecił książę Bolko I Surowy pod koniec XIII wieku. Obecny wygląd Książ zawdzięcza przebudowie, dokonanej w latach 1907-1938 przez Jana Henryka XV von Hochberga. Zamek wszedł w posiadanie dynastii Hochbergów już w 1509 roku i pozostał ich własnością aż do 1941 roku, kiedy to naziści go skonfiskowali.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Moje rzymskie wakacje


„Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca”. Ryszard Kapuściński

Rzym. Miasto marzeń, coroczny cel wycieczek milionów turystów, stolica Włoch. Rzym, majestatyczny i zachwycający, miałam okazję poznać w minionym tygodniu. 7 dni to jednak za mało, by zrozumieć Wieczne Miasto, ale wystarczający czas, by je zobaczyć i żyć jego życiem. 

Każdego ranka z hotelowego okna oglądałam krzątających się rzymian, słyszałam kłótnie włoskich kobiet i widziałam, jak miasto budzi się do życia. Pomimo afrykańskiego upału (w słońcu było ponad 40 stopni), nie zmarnowałam ani chwili, chodziłam nieśpiesznie wąskimi uliczkami i się nieustannie zachwycałam. Jednakże nie będę tu pisać tego, co wszyscy wiedzą: że fontanna di Trevi jest przepiękna, a widok Koloseum nocą zapiera dech w piersiach. Napiszę za to trochę moich własnych spostrzeżeń, które mam nadzieję się przydadzą tym, którzy udadzą się kiedyś do Rzymu.

czwartek, 3 maja 2012

Drezno i Moritzburg - fotorelacja z wycieczki


Tegoroczną majówkę udaliśmy się z M. do Drezna i Moritzburga. Mieliśmy tylko 2 dni do dyspozycji, a że do Drezna z mojego miasta jedzie się 1h i 40 minut, to zdecydowaliśmy się na wyjazd właśnie tam.

Szczerze mówiąc jestem jeszcze zmęczona (chodziliśmy praktycznie przez 2 dni non stop, robiąc jedynie dwie przerwy w ciągu dnia na kawę/piwo i obiad, poza tym 30 stopni też swoje zrobiło), mam stopy starte do krwi i nie chce mi się zbytnio pisać, dlatego zdecydowałam się na krótką fotorelację z najważniejszymi zabytkami Drezna.

 DZIEŃ I:

Frauenkiche

czwartek, 10 listopada 2011

niemiecki na Uniwersytecie Wiedeńskim

Gdy ja się wybierałam na wakacyjny kurs niemieckiego na Uniwersytecie Wiedeńskim, nigdzie nie mogłam znaleźć opinii o poziomie kursu, atmosferze, no i przede wszystkim o tym, jak to wszystko wygląda. Gdyby nie koleżanka, która była rok wcześniej, pojechałabym kompletnie zielona. Dlatego też postanowiłam pokrótce opisać, jak się zabrać za załatwianie takiego wakacyjnego kursu i jak szukać noclegu.

Na początek warto wejść na tę stronę i zapoznać się z ofertą uniwerku. Na dole strony można pobrać broszurę kursu, dostępną w 4 językach: angielskim, niemieckim, francuskim i hiszpańskim. Wakacyjne kursy są o wiele droższe niż te odbywające się w pozostałą część roku.

Przykładowo: za 57 lekcji w sierpniu zapłacimy 420 euro, a za 108 w czasie roku akademickiego- 530 euro.

Zdecydowaliśmy się, wiemy, że chcemy jechać i co dalej? Piszemy e-mail z prośbą o dokonanie rezerwacji, podajemy miesiąc, który nas interesuję i czy decydujemy się na opcję z akademikiem czy bez. UWAGA! Lepiej poszukać akademika na własną rękę niż być wygodnym i przepłacać.

Nasze opcje:
  1. kurs + pokój dwuosobowy, koszt: 852 euro ( 420k + 432a ) 
  2. kurs + pokój jednoosobowy, koszt: 906 euro ( 420k + 486a )
  3. kurs + akademik znaleziony przez nas, np. Haus Salzburg ( 420k + 280a lub 420k + 370a ).
Podsumowując: zaoszczędzamy ok. 110-152 euro, szukając samemu akademika.

Wiem też, że można znaleźć coś nawet za 200 euro, tylko, że są to już akademiki bardzo oddalone od centrum. Osobiście polecam Haus Salzburg, który jest usytuowany w bardzo dobrym miejscu, niedaleko Mariahilferstrasse. W akademiku spotkać można wielu Serbów, którzy nie tylko mają bardzo pozytywnie nastawienie, ale też chętnie stawiają alkohol. Podobno taki naród i chwała im za to ;)

Na taki miesięczny pobyt w Wiedniu wydamy minimum 1000 euro. Ja ogólnie straciłam 1200 euro. 2 lata temu kurs kosztował 375 euro, a akademik 250. Reszta poszła na: zwiedzanie, jedzenie, komunikację miejską i imprezy. Najlepiej kupić Monatskarte, która kosztuje 50 euro i uprawnia nas do nieograniczonych przejazdów w ciągu miesiąca.

No i w końcu pora na opis kursu. Zajęcia odbywają się 5 razy w tygodniu i trwają od 9:15-12:00 z półgodzinną(!) przerwą, co jest moim zdaniem bez sensu, bo daje zaledwie 2 godziny i 15 minut nauki. Gdy pierwszy raz pójdziecie na zajęcia, będziecie mieć test kwalifikacyjny, który ma na celu dobranie odpowiedniego poziomu. Po teście następuje krótka rozmowa z jednym z lektorów, po której dostaniecie przydział. Żadne certyfikaty nie zwalniają z testu! Austriacy uznają jedynie swoje papierki, więc jeśli macie certyfikat, zdobyty na Uniwersytecie Wiedeńskim, to jedynie wtedy część kwalifikacyjna was omija. 

W mojej kursowej grupie były głównie młode osoby, choć zdarzyła się jedna 68-letnia Angielka, która postanowiła odmienić swoje życie, opuścić ponury Londyn i zamieszkać w Wiedniu. Prawda, że fajnie? ;)  Poza tym była to grupa serbsko-turecko-francusko-polska, więc było bardzo wesoło. Nasz lektor był super, nie dość, że fajnie prowadził zajęcia, to jeszcze opowiadał anegdoty, dotyczące różnic pomiędzy austriackim niemieckim i niemieckim niemieckim. 

Jedynym minusem kursu jest więc ta półgodzinna przerwa, chociaż w trakcie niej można porozmawiać z kolegami z grupy i poćwiczyć „Umgangsprache”.

Mam nadzieję, że to, co napisałam się komuś przyda.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Sigmund Freud Museum

Kilka dni temu miała miejsce premiera filmu "Niebezpieczna metoda", opowiadającego o dialogu Freuda z Jungiem. W „Newsweeku” przeczytać można zaś było wywiad z reżyserem Davidem Cronenbergiem i dowiedzieć się, że film był kręcony w Wiedniu, a więc miejscu, gdzie żył i pracował Zygmunt Freud. 
    
W Wiedniu przy ulicy Berggasse 19, znajduje się Muzeum Freuda, które niestety, ale dupy nie urywa. Fajnie, że można w środku robić zdjęcia i posiedzieć na freudowskiej kanapie, no i wstęp był  naprawdę niedrogi (bilet studencki 2 lata temu kosztował 3 euro). Podejrzewam jednak, że w związku z powstaniem filmu i masowym zainteresowaniem twórcą psychoanalizy, nie jest już tak tanio. Muzeum nie polecam, pieniądze można przeznaczyć na coś ciekawszego (np. kalendarz z dziełami Hundertwassera), poniżej zdjęcia z wnętrza.


 

niedziela, 6 listopada 2011

baśniowy świat Hundertwassera

Hundertwasserhaus
Punktem drugim na mojej mapie Wiednia są budynki Hundertwassera, a więc Hundertwasserhaus i Kunsthaus Wien. Oba zostały zaprojektowane przez austriackiego malarza i grafika Friedensreicha Hundertwasser, człowieka, który, przeciwny linii prostej (uważał ją za niemoralną), dodał trochę koloru i fantazji swemu miastu. Charakterystyczne dla jego stylu są bowiem: nieregularne formy, wyraziste i ostre barwy. Życiową filozofię i poglądy Hundertwasser wyrażał poprzez swoje dzieła. Wystarczy spojrzeć na te zdjęcia, aby pojąć, że był to artysta niebanalny, którego indywidualizm i wyjątkowość widać we wszystkich dziełach czy to architektonicznych czy plastycznych.

Das 30 Tage
 Hundertwasserhaus jest jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Wiednia. Zwiedzanie budynku w środku jest niestety niemożliwe, gdyż znajdują się tam 52 mieszkania. Co ciekawe, Hundertwasser nie przyjął zapłaty za zaprojektowanie domu. Wystarczająca była dla niego pewność, że nie powstanie w tym miejscu nic brzydkiego.

Jeśli chodzi o zgłębianie stylu Austriaka ciekawszym miejscem zdaje się być Kunsthaus Wien – muzeum, poświęcone sztuce i życiu artysty. Jak mawiał Hundertwasser „nierówna podłoga jest melodią dla stóp”, a jak ta melodia zagra dla naszych stóp przekonamy się, wchodząc do budynku, mającego "garbatą podłogę".

Kupując bilet, kosztujący około 10 euro, możemy obejrzeć stałą ekspozycję jego dzieł. Pamiętam jak dziś, jak się pomyliłam i podałam pani, kasującej bilety, skasowany bilet wstępu na
Kunsthaus Wien
Donauturm (wieżę widokową) i byłam wielce zdziwiona, że nie chce mnie wpuścić. Całe szczęście w końcu mogłam zwiedzić to nietuzinkowe muzem, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Polecam też wizytę w równie ciekawej toalecie, która znajduje się chyba na pierwszym piętrze (żałuję, że nie udało mi się zrobić jej zdjęcia).

Po zwiedzaniu można zrobić zakupy w sklepie, znajdującym się na parterze, gdzie dostaniemy m.in. parasole, kalendarze, reprodukcje obrazów, kubki, t-shirty, a wszystko ozdobione dziełami Hundertwassera. Ja kupiłam jedynie pocztówki i zakładkę, i za to zapłaciłam 6 euro. Kusiły mnie piękne kalendarze, ale ceny nie były już takie kuszące, więc zrezygnowałam. A gdy już wszystko zwiedzimy i zrobimy zakupy, możemy się wybrać do kawiarni, w której bardzo przyjemnie jest usiąść z kawą i podziwiać geniusz Hudertwassera.

źródło zdjęcia: http://www.panoramio.com/photo/2854964

Informacje na podstawie przewodnika Pascal „Wiedeń”.