Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2013

Vettriano



Wszyscy czytelnicy serii „44 Scotland Street” doskonale znają to nazwisko. Jack Vettriano to jeden z najlepszych szkockich malarzy, którego obrazy kolekcjonują m.in. Jack Nicholson, Robbie Coltrane i sir Alex Ferguson. Jego dzieła przypominają kadry z filmów i czasami są dość kontrowersyjne.

W przypadku sztuki jednak lepiej patrzeć niż czytać, dlatego zapraszam do oglądania:


sobota, 22 września 2012

Jean-Jacques Sempé i jego świat



Sempé to jeden z najbardziej lubianych i znanych rysowników na świecie, zwłaszcza wśród moli książkowych. Także polscy czytelnicy doskonale kojarzą jego ilustracje, które od wielu lat są ozdobą serii o Mikołajku, a ostatnio także świetnie uzupełniają treść wspomnień Marcela Pagnola. Co ciekawe, Sempé został wyrzucony  ze szkoły za fatalne wyniki w nauce i brak zdyscyplinowania, po czym podjął pracę jako domokrążca, a sprzedawał... proszek do czyszczenia zębów. Jego życie odmieniło się dopiero po przeprowadzce do Paryża, gdzie wkrótce podjął współpracę z autorem książek o Mikołajku - René Goscinny. Artysta stale  współpracuje m.in. z „The New Yorker” i „Paris Match”. Pierwszy tom rysunków Sempé – „Rien n'est simple” – ukazał się w 1961 roku, do tej pory wydał ich 29. W Polsce w 2007 roku ukazał się album „Sempé i jego świat”, będący zbiorem najlepszych ilustracji.

sobota, 3 marca 2012

Subtelne portrety Vladimira Volegova

Ostatnio podczas przeszukiwania sieci, natrafiłam na piękny obraz. Zachwycona postanowiłam dowiedzieć się więcej o twórcy i obejrzeć więcej jego dzieł. Tak rozpoczęła się moja fascynacja Vladimirem Volegovem.

Pochodzący z Rosji Volegov malować zaczął w wieku 3 lat i od tego czasu nie rozstaje się z pędzlem. Jego kariera nabrała tempa po przeprowadzce do Moskwy, gdzie zyskał sławę, projektując plakaty i okładki płyt CD.

W 1990 roku Volegov porzucił dotychczasowe życie i rozpoczął podróże po Europie. Na ulicach takich miast jak Wiedeń, Berlin czy Barcelona, malował portrety, które zachwycają kolorami, zwiewnością i delikatnością. Obrazy Rosjanina nawiązują do najlepszych osiągnięć impresjonizmu.

sobota, 14 stycznia 2012

Witaj w krainie marzeń

W zeszłym roku moją uwagę zwróciła okładka książki „Mechanizm serca” Mathiasa Malzieu. Zazwyczaj decyduję się na zakup książki, przeczytawszy uprzednio kilka recenzji. Tym razem jednak zrobiłam to, czego robić się nie powinno: oceniłam książkę po okładce i w efekcie kupiłam. „Mechanizm serca” mnie zachwycił, a Benjamin Lacombe, ilustrator, zafascynował.

            Benjamin Lacombe urodził się w 1982 roku w stolicy artystów, a więc Paryżu, gdzie skończył jedną ze szkół artystycznych. Już w wieku 19 lat wydał serię ilustracji, wkrótce podjął współpracę z autorami i zaczął ilustrować książki. Sam również kilka napisał i zilustrował. Jego prace można oglądać i podziwiać w galeriach sztuki m.in. w Paryżu, Rzymie, Nowym Jorku i Tokio. Mam nadzieję, że kiedyś to jakiejś trafię;)

Poniżej kilka obrazków, które szczególnie mi się podobają:


okładka książki "Mechanizm serca"

Alice Tima Burtona



PS Nie dość, że utalentowany, to jeszcze jaki przystojny!

niedziela, 11 grudnia 2011

„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith, czyli współczesna powieść w odcinkach

44 Scotland Street to adres kamienicy w luksusowej dzielnicy Edynburga. Książka opowiada o codziennym życiu jej mieszkańców, którzy są barwnymi i nietuzinkowymi postaciami. Pod tym adresem znajdziemy więc takie osoby jak: superprzystojnego egoistę Bruce’a, w którym kocha się jego współlokatorka Path, antropolożkę Domenice Macdonald i małżeństwo z pięcioletnim synkiem Bertim, który jest tak rozwinięty intelektualnie, że już ma własnego psychoterapeutę.  Życie Bertiemu utrudnia zakochana w nim mamusia, która wymyśla mu wciąż nowe zajęcia. Nie wystarczy jej, że chłopiec gra na większym od niego saksofonie i dobrze mówi po włosku.

„44 Scotland Street” ukazała się pierwotnie jako powieść w odcinkach na łamach jednej z szkockich gazet. Zazwyczaj nie czytam lekkich powieści obyczajowych, nie mniej jednak, gdy gdzieś przeczytałam, że książka Smitha nawiązuje to tradycji powieści w odcinkach, której przecież już prawie nie ma, postanowiłam sama się przekonać, jak to współcześnie wygląda. W XIX wieku był to powszechny zwyczaj, a autorami, którzy chętnie drukowali w ten sposób byli  m.in. Dickens i Flaubert. Smith pisze w przedmowie: „Największym wyzwaniem dla powieści pisanej w odcinkach jest zachowanie ciągłości narracji i uniknięcie efektu staccato. Oprócz tego autor musi pamiętać, że czytelnik gazety w każdej chwili może być zaintrygowany czymś innym na tej samej stronie, bądź parę stron dalej, więc naczelnym obowiązkiem autora jest dostarczenie odbiorcy wciągającej rozrywki”. „44 Scotland Street” przedstawia lekko, ironicznie i zabawnie kawałek życia w Edynburgu. Czytelnik szybko wciąga się w świat bohaterów i kibicuje Path i Matthew w odzyskaniu skradzionego dzieła sztuki. Szkoda tylko, że autor nie pokusił się o przedstawienie głębszego portretu psychologicznego postaci.

Najbardziej spodobał mi się wątek Irene i Bertiego, a więc ambitnej matki i jej spragnionego dzieciństwa dziecka. Irene chce jak najlepiej dla swojego jedynaka i nie widzi narastającego buntu Bertiego.  Jako kobieta obyta w świecie, Irene każe zwracać się synowi do niej i ojca po imieniu. Jak bardzo się oburza, gdy mały mówi do niej mamo. No tak, ale wszystkiemu winne jest przedszkole i te niedouczone przedszkolanki, bo co one tam wiedzą.

Książka idealna na chłodny wieczór, przyjemnie czyta się ją popijając kakao i zajadając ciasteczkami. Życie mieszkańców Edynburga pochłania już od pierwszych stron, dlatego cieszę się, że są kolejne dwie części, po które na pewno sięgnę, jak tylko przeczytam ten stos książek, leżący przede mną. A do Edynburga na pewno kiedyś pojadę.

Smith dużo miejsca poświęca sztuce, jako, że znaczna część akcji dzieje się w galerii sztuki. Zainteresowana opisywanymi przezeń malarzami, trochę poszperałam w starym dobrym google i odkryłam obrazy Jacka Vettriano, które wydają mi się fascynujące, chociaż przez niektórych są uznawane za wulgarne. Płótna trochę przypominają kadry ze starych filmów. Obrazy Szkota kolekcjonuje m.in. Jack Nicholson.

Ocena: 8/10.

niedziela, 6 listopada 2011

baśniowy świat Hundertwassera

Hundertwasserhaus
Punktem drugim na mojej mapie Wiednia są budynki Hundertwassera, a więc Hundertwasserhaus i Kunsthaus Wien. Oba zostały zaprojektowane przez austriackiego malarza i grafika Friedensreicha Hundertwasser, człowieka, który, przeciwny linii prostej (uważał ją za niemoralną), dodał trochę koloru i fantazji swemu miastu. Charakterystyczne dla jego stylu są bowiem: nieregularne formy, wyraziste i ostre barwy. Życiową filozofię i poglądy Hundertwasser wyrażał poprzez swoje dzieła. Wystarczy spojrzeć na te zdjęcia, aby pojąć, że był to artysta niebanalny, którego indywidualizm i wyjątkowość widać we wszystkich dziełach czy to architektonicznych czy plastycznych.

Das 30 Tage
 Hundertwasserhaus jest jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Wiednia. Zwiedzanie budynku w środku jest niestety niemożliwe, gdyż znajdują się tam 52 mieszkania. Co ciekawe, Hundertwasser nie przyjął zapłaty za zaprojektowanie domu. Wystarczająca była dla niego pewność, że nie powstanie w tym miejscu nic brzydkiego.

Jeśli chodzi o zgłębianie stylu Austriaka ciekawszym miejscem zdaje się być Kunsthaus Wien – muzeum, poświęcone sztuce i życiu artysty. Jak mawiał Hundertwasser „nierówna podłoga jest melodią dla stóp”, a jak ta melodia zagra dla naszych stóp przekonamy się, wchodząc do budynku, mającego "garbatą podłogę".

Kupując bilet, kosztujący około 10 euro, możemy obejrzeć stałą ekspozycję jego dzieł. Pamiętam jak dziś, jak się pomyliłam i podałam pani, kasującej bilety, skasowany bilet wstępu na
Kunsthaus Wien
Donauturm (wieżę widokową) i byłam wielce zdziwiona, że nie chce mnie wpuścić. Całe szczęście w końcu mogłam zwiedzić to nietuzinkowe muzem, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Polecam też wizytę w równie ciekawej toalecie, która znajduje się chyba na pierwszym piętrze (żałuję, że nie udało mi się zrobić jej zdjęcia).

Po zwiedzaniu można zrobić zakupy w sklepie, znajdującym się na parterze, gdzie dostaniemy m.in. parasole, kalendarze, reprodukcje obrazów, kubki, t-shirty, a wszystko ozdobione dziełami Hundertwassera. Ja kupiłam jedynie pocztówki i zakładkę, i za to zapłaciłam 6 euro. Kusiły mnie piękne kalendarze, ale ceny nie były już takie kuszące, więc zrezygnowałam. A gdy już wszystko zwiedzimy i zrobimy zakupy, możemy się wybrać do kawiarni, w której bardzo przyjemnie jest usiąść z kawą i podziwiać geniusz Hudertwassera.

źródło zdjęcia: http://www.panoramio.com/photo/2854964

Informacje na podstawie przewodnika Pascal „Wiedeń”.