
A zaczęło się tak...
Matylda odziedziczyła dom, a wraz z
nim nie tylko masę wspomnień i pamiątek, ale też nienawiść i zawiść nieobdarowanych członków rodziny. Dlaczego ona, której
babka nigdy nie poznała, a nie ukochany wnuk – Paweł? Na to pytanie nasza
bohaterka będzie musiała sama sobie odpowiedzieć, szperając w zakamarkach
starego domiszcza, które kryje niejeden sekret.
Historia niby mało odkrywcza.
Ileż już było książek o rodzinnych tajemnicach, niespodziewanym spadku,
wielkich domach! Sama czytałam co najmniej kilka. „Tego lata w Zawrociu” to
jednak coś więcej niż tylko kolejna powieść, okraszona etykietą „saga rodzina”.
W książce panuje tak niesamowicie intymna atmosfera, że ma się wrażenie wejścia
w czyjeś życie z buciorami. Autorka strzeliła w dziesiątkę, decydując się na
opowiedzenie historii w formie narracji pierwszoosobowej. Dzięki temu zabiegowi
przez cały czas miałam wrażenie, jakbym uczestniczyła w rozmowie wnuczki z
babcią. Matylda pisze bardzo emocjonalnie i plastycznie, głównie pyta, choć
dochodzi też do kilku sensownych wniosków. Ciekawe są jej spostrzeżenia na temat
życia poszczególnych członków rodziny, ale nic tak nie czaruje, jak jej
stopniowe odkrywanie podobieństwa do zmarłej babki.
Nie wiem, skąd tyle ciepła w tej
powieści, delikatności i niepowtarzalnego klimatu; nie wiem, dlaczego
zapragnęłam choć na chwilę znaleźć się w miejscu podobnym do Zawrocia...
Rozumiałabym to wszystko, gdyby babka Aleksandra była typem dobrodusznej
staruszki, która piecze i rozpieszcza wnuki. Ale to byłby banał, czyż nie?
Hanna Kowalewska natomiast stworzyła portret niezłomnej i despotycznej starszej
pani, która budzi respekt w każdym, z kim styka ją los. Jak to więc możliwe, że
Zawrocie już zawsze będzie mi się kojarzyć z domem, dzieciństwem i ulotnymi
chwilami? Niezwykłe, co autorce udało się osiągnąć pięknym, sugestywnym
językiem i pierwszoosobową narracją.
okolice Drezna, maj 2012 |
Ja przepadłam. A Wy znacie ten
cykl?
Ocena: 8,5/10.
Nie znam, ale już wielokrotnie czytałam pochlebne opinie. Czuję, że to taka książka w sam raz dla dla mnie :)
OdpowiedzUsuńWiększość współczesnych sag rodzinnych jest wyjątkowo sztampowa i przewidywalna, a ja bardzo lubię czytać klasycznych przedstawicieli tego gatunku literackiego, więc jestem Ci niezmiernie wdzięczna, że przedstawiłaś na swoim blogu tę książkę.
OdpowiedzUsuńKilka lat temu czytałam chyba ze dwa tomy - niby nic szczególnego, książki jakich wiele, ale i mnie ujęły niezwykłym klimatem - a na co dzień gustuję w zupełnie innej literaturze!
OdpowiedzUsuńNie znam, ale zamarzyłam, żeby poznać :)
OdpowiedzUsuńAle cudna fotografia i niezwykle piękne miejsce. Oj chciałby się tam być. Co do samej książki również brzmi interesująco, więc jak tylko znajdę wolną chwilę, to dam jej szansę poznania.
OdpowiedzUsuńZnam i żałuję, że już przeczytałam wszystkie części. Z drugiej strony, zawsze mogę wrócić do Zawrocia, spotkać się z Matyldą i z babką Aleksandrą. Czekam na kolejną książkę Kowalewskiej.
OdpowiedzUsuńNie słyszałam wcześniej w ogóle o tej autorce... ale zrobiłaś mi wielką ochotę na jej książki :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam ten cykl! Bardzo bym chciała, by powstał szósty tom.
OdpowiedzUsuńCudny cykl, warto przeczytać całość, mało jest takich na rynku
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://pocalunekkultury.blogspot.com/
Jest już na mojej liście "must read" :D
OdpowiedzUsuńNie kojarzę tego cyklu, ale piszesz o tej książce tak sugestywnie i przekonująco, że nie pozostaje nic innego, jak się na nią skusić :)
OdpowiedzUsuńCzytałam "Julitę i huśtawki" Kowalewskiej, naprawdę bardzo, bardzo dobra książka - ciepła, nostalgiczna, mądra. Wtedy myślałam też o "Tego lata w Zawrociu", ale potem jakoś wyleciało mi z głowy. Dzięki za przypomnienie, poszukam :)
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o autorce, ale Twoja recenzja jest zachęcająca. Myślę, że warto spróbować.
OdpowiedzUsuńWłaśnie rozglądam się za czymś na najbliższe wieczory, cieszę się że trafiłam na Twoją recenzję :)
OdpowiedzUsuń