„Nazywam się Ed Kennedy. Mam dziewiętnaście lat. Jestem młodocianym taksówkarzem. Przypominam wielu młodych ludzi, których spotykacie na przedmieściach – nie mamy zbyt wielkich perspektyw, ani możliwości. Poza tym czytam stanowczo za dużo książek i zdecydowanie nie radzę sobie z seksem oraz płaceniem podatków. Miło mi państwa poznać”.
Po bardzo dobrej „Złodziejce książek” autorstwa
Australijczyka Markusa Zusaka, przyszła pora na „Posłańca” – powieść, która
wciąga od pierwszych stron i skłania czytelnika do refleksji nad własnym
życiem. Osobiście uważam, że jest to książka nie tylko lepsza, ale też bardziej
przekonująca niż „Złodziejka”.
Eda Kennedy’ego poznajemy w momencie napadu na bank.
Ed leży na ziemi i kłóci się ze swoim przyjacielem Marvem, co bardzo
rozzłaszcza napastnika. Gdy wydaje się, że bandyta ucieknie z pieniędzmi, Ed,
niespodziewanie, nawet dla siebie samego, udaremnia rabunek. Wkrótce po tych
zdarzeniach otrzymuje pierwszą kartę – asa karo. Ed nie wie od kogo i dlaczego
otrzymał kartę, zdezorientowany udaje się pod trzy, widniejące na niej adresy.
Stopniowo dochodzi do wniosku, że został wybrany, by zostać Posłańcem i
dostarczać wiadomości. Nie wie tylko jakie. Od tej chwili chłopak będzie niósł
pomoc ludziom, którzy swoje cierpienie znoszą w milczeniu i nie skarżą się, a
przy okazji odmieni swoje życie i pokona największe słabości. Stanie się
szczęśliwy i...potrzebny.
