wtorek, 6 listopada 2012

Zmiana w grze/Game Change



Jest rok 2008, w Stanach Zjednoczonych trwa kampania prezydencka. O miejsce w Białym Domu walczy dwóch kandydatów: Barrack Obama i John McCain, przy czym ten drugi jest na straconej pozycji. Sztab wyborczy McCaina gorączkowo szuka rozwiązania, które poprawiłoby jego notowania. Steve Schmidt, główny strateg, dochodzi do wniosku, że zgłoszenie na wiceprezydenta gubernator Alaski, Sarah Palin, będzie strzałem w dziesiątkę. Niestety szybko okazuje się, że Palin przysparza więcej kłopotów niż korzyści…

„Zmiana w grze” to oparty na prawdziwych zdarzeniach film, nakręcony przez HBO. Produkcja zdobyła aż 5 Nagród Emmy i to w najbardziej prestiżowych kategoriach: najlepsza reżyseria, najlepszy film telewizyjny, najlepszy scenariusz, najlepszy dobór obsady i najlepsza aktorka (Julianne Moore). I wszystkie statuetki są w pełni zasłużone.

Oglądając recenzowany film, jak i nominowane do Oscara „Idy Marcowe”, których recenzję możecie przeczytać tutaj, doszłam do wniosku, że przy amerykańskich kampaniach wyborczych, polskie dopiero raczkują. W Stanach cały kraj żyje wyborami, wszyscy się ekscytują i komentują bieżące zdarzenia. U nas stosunkowo niewiele osób ogląda przedwyborcze debaty czy potrafi wymienić hasła wszystkich partii. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

„Zmiana w grze” to film nie tyle o polityce, co o kreowaniu wizerunku. W 2008 roku Amerykanie potrzebowali zmian i silnego przywódcy, który poradziłby sobie z wojnami i terroryzmem. Przy Obamie, McCain wydawał się opinii publicznej zbyt konserwatywny. Tymczasem czarnoskóry kandydat miał szansę odmienić (i jak wiecie odmienił) bieg historii, wygrywając wybory. McCain potrzebował u swego boku gwiazdy na miarę Obamy, która popchnęłaby jego kampanię do przodu. Sztab wyborczy nie do końca przemyślał wybór Palin jako kandydatki na wiceprezydenta. Wiedziano o niej tyle: sprzeciwiała się aborcji nawet w wyniku gwałtu, jej nastoletnia córka była w ciąży i chciała, by Stany Zjednoczone były niezależne w produkcji energii. Nie wiedziano natomiast, że Sarah nie zna elementarnej wiedzy z zakresu geografii (powiedziała w programie telewizyjnym, że Stany graniczą z Rosją) i polityki zagranicznej (sądziła, że królowa Elżbieta jest szefem rządu Wielkiej Brytanii i chciała z nią rozmawiać na temat prowadzonych przez oba kraje wojen). Film przedstawia przede wszystkim pracę wielu specjalistów, którzy pomagali Palin przygotowywać się do wywiadów i debat. Akcja dzieje się w większości w sztabie republikanów, ale także na wiecach i przemówieniach, i obejmuje okres od lata 2008, aż do nocy wyborczej.

Scenarzysta i reżyser spisali się doskonale. „Zmiana w grze” to film świetnie nakręcony i bardzo dobrze opowiedziana historia. Od początku do końca dużo się dzieje, a dzięki Julianne Moore można też mówić o wnikliwym portrecie psychologicznym bohatera. Aktorce gestami i mimiką udało się oddać wiele skrywanych uczuć postaci, która zdawała się nie rozumieć, dlaczego dziennikarze nie dają jej spokoju. Palin jest przedstawiona z jednej strony jako kochająca i współczująca kobieta, z drugiej jako osoba, która zdecydowanie nie powinna kandydować na wiceprezydenta. John McCain wypadł przy niej jak dobroduszny dziadziuś, który nigdy nie gniewa się na niesforną wnusię. Wydaje mi się, że twórcy trochę podkolorowali jego osobę, bo trudno mi uwierzyć, że nie obwiniał Palin o przegraną, choć cały sztab miał jej dość. Na uwagę zasługuje także Woody Harrelson, który zagrał tak przekonująco, że aż mu współczułam, że musi prowadzić taką kampanię.

Julianne Moore odbiera Emmy

W filmie wykorzystano fragmenty prawdziwych przemówień, co bardzo dobrze wkomponowało się w fabułę. „Zmianę w grze” polecam wszystkim, którzy interesują się kreowaniem wizerunku lub są ciekawi, jak się robi polityka. Film godny uwagi i zapadający w pamięć.

Ciekawe, czy kulisy tegorocznych wyborów również zostaną „zekranizowane".

Ocena: 8/10.

10 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy film się zapowiada, chętnie obejrzę jak wygląda kampania w USA. Napisałaś, że w Ameryce ludzie żyją wyborami, że cały kraj się nimi ekscytuje, a w Polsce przebiega to inaczej. Mam wrażenie, że taka różnica wynika z mentalności narodowej i różnic kulturowych. Amerykanie uwielbiają pojawiać się na wiecach, machać flagami i przeżywać wybory. Natomiast Polacy są bardziej powściągliwi, rozmowy o wyborach prowadzą raczej w domowym zaciszu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam o istnieniu tego filmu, a widzę, że warto go zobaczyć. Kampanie prezydenckie w Stanach to rzeczywiście zawsze spore wydarzenie. U nas przechodzą bez większego echa, bo jesteśmy już chyba zupełnymi niedowiarkami w kwestii ewentualnych wielkich zmian wdrażanych przez danych kandydatów. I zresztą mamy ku temu powody.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że nie słyszałam dotąd o tym filmie. Może dlatego, że to nie gatunek, który chętnie oglądam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Film bardzo "na czasie". Jednak taka tematyka niezbyt mnie interesuje... Podobnie jak komentujący powyżej nie słyszałam wcześniej o tej produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe... chyba się skusze na mały seans:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie zaciekawiłaś :) Z chęcią obejrzę ten film w wolnej chwili :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaciekawiłaś mnie, myślę że ta tematyka jest mi bardzo bliska. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przede wszystkim nasze kampanie wyborcze są na żenującym poziomie. Po prostu nie ma czym się ekscytować. Poza tym, chyba staliśmy się nieco mniej naiwni. Trudno wierzyć, że nowa władza będzie lepsza od poprzedniej, a skakanie sobie do oczu będzie głównym zajęciem polityków.
    Nasi politycy nie mają klasy. Trudno ekscytować się ludźmi na takim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dużo racji w tym, co napisałaś. Jacy politycy, takie wybory.

      Usuń