piątek, 20 września 2013

„Szmaragdowa tablica” Carla Montero, czyli o co tyle szumu



Książka fenomen. Czytają ją polscy blogerzy, czytali ludzie w metrze w Barcelonie i chyba każdy, kto siedzi w temacie o niej słyszał. Do tego doszła przekonująca kampania promocyjna i tajemnicza okładka, od której nie mogłam oderwać wzroku. 

W końcu uległam i ja, i tak przytargałam pewnego deszczowego dnia „Szmaragdową tablicę”, zrobiłam sobie kawę i zaczęłam czytać…

Fabuła powieści osnuta jest wokół zaginionego obrazu renesansowego włoskiego malarza Giorgionego – „Astrologa”. Z dziełem związany jest jeden z najważniejszych starożytnych tekstów, który rzekomo zawiera tajemnicę kamienia filozoficznego: „szmaragdowa tablica”. Kilkaset lat po śmierci wielkich mistrzów malarstwa włoskiego, Georg von Bergheim przybył do Paryża śladami Żydówki Sarah Bauer, by odnaleźć „Astrologa” i oddać Hitlerowi, który zafascynowany jedną z legend, zapragnął posiąść jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic w dziejach świata. Z Paryża lat 40. przenosimy się do współczesnego Madrytu, gdzie śledzimy losy Any, wyznaczonej do odkrycia dziejów obrazu. Akcja powieści toczy się dwutorowo, historia przeplata się ze sobą, a bohaterowie podążają tropem niewyjaśnionych zagadek przeszłości. Ile są w stanie poświęcić, by ochronić sekret „szmaragdowej tablicy”?

Carla Montero z dnia na dzień stała się w Polsce tak popularna, że wkrótce zostanie wydana jej debiutancka powieść „Wiedeńska gra”. A ja tak siedzę i zastanawiam się, o co właściwie tyle krzyku?

„Szmaragdowa tablica” absolutnie nie należy do wielkiej literatury. Owszem, jest to ciekawa, dobrze napisana, książka, ale nic poza tym. Z pewnością nie wrócę do tej historii po raz drugi, nie będzie tak jak z zafonowskim „Cieniem wiatru”, który pewnie przeczytam jeszcze nie raz i który zburzył moje spokojne sny, i zasiał w sercu zamęt. Carla Montero napisała książkę idealną na jeden raz, którą równie szybko się czyta, co zapomina. Wielkiego napięcia też w zasadzie tu brak, a główna bohaterka części współczesnej – Ana, jest nieznośnie naiwna. Pomijając fakt, że przewidywalna fabuła, popsuła mi przyjemność podążania kolejnymi tropami, muszę wyrazić swoje zdziwienie, co do niektórych rozwiązań i uproszczeń, na jakie zdecydowała się autorka w części, poświęconej życiu w okupowanym Paryżu. Doprawdy jest dla mnie niepojęte, jakim cudem Sarah Bauer tak łatwo znalazła pracę i dlaczego gestapo jej nie zabiło od razu lub nie torturowało, by wyjawiła tajemnicę? Zamiast tego Montero dała jej sympatycznego wybawiciela nazistę – Georga von Bergheima i babkę, sympatyzującą z SS. Takich fabularnych bzdur znalazłoby się pewnie jeszcze kilka, ale w zasadzie nawet nie o to chodzi.
 
Paryż, grudzień 2012
Odpowiadając na pytanie postawione wyżej: nie wiem, o co chodzi ze „Szmaragdową tablicą”. Jej sekret pozostał dla mnie niejasny i zbyt trudny do odkrycia. Nie oznacza to jednak, że uważam powieść pióra Carli Montero za złą. Wręcz przeciwnie: to bardzo fajne czytadło, z którym spędziłam miło kilka godzin. Znamion wielkości jednak nie znalazłam.

Ocena: 7/10.

18 komentarzy:

  1. Tak to czasami (a nawet częściej niż czasami) bywa. "Szmaragdowej tablicy" nie czytałam (choć i mnie dopadła informacja o tej książce), ale znam uczucie rozczarowania i daremne poszukiwanie wielkości w lekturze, którą co najwyżej zaklasyfikowałabym do kategorii ciekawych i poprawnych czytadeł.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja, mimo że to tylko "dobre czytadło" to i tak bym się skusiła... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ją w planach i myślę, że będę urzeczona...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam jeszcze okazji przekonać się o wartości tej książki, ale jest o niej głośno, mówi się wiele, a to budzi fascynację. Pewnie przeczytam, ale moja ciekawość nieco oklapła:/
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ostatnio jestem na dłuższy czas uziemiona w domu, więc nie miałam okazji zauważyć wśród innych ludzi, czy faktycznie ,,Szmaragdowa tablica'' jest takim fenomenem, jak większość osób pisze. Niemniej jednak coś musi być na rzeczy, bo chociaż nie oceniałaś ją może aż tak bardzo wysoko to jednak masz na jej temat dobre zdanie, dlatego być może i ja się skuszę na tę książkę, ale niczego nie obiecuje, gdyż w chwili obecnej na razie mam co czytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i nie spodziewałam się, że mi się aż tak spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam tej książki, ale oczywiście o niej słyszałam i mam w planach poznanie. Czasami tak się dzieję, że dość zwyczajne, przeciętne powieści stają się hitami. Niezbadane są ludzkie gusta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupiłam tę książkę pod wpływem wielu bardzo pozytywnych recenzji na blogach i oczekiwałam od niej całkiem sporo. Teraz nie będę się nastawiać na jakąś wyjątkową powieść, a zwykłe czytadło.

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie... Twoja recenzja nieco mnie dobiła. Ale może i dobrze, że sięgnę po książkę z innym nastawieniem? Dzięki temu lepiej zniosę ewentualne rozczarowanie, bo nastawiałam się na coś naprawdę dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  10. No proszę, to chyba pierwsza taka recenzja, jaką czytam. Inni tylko zachwalali. Ale w przypadku bestsellerów zawsze wolę poczekać, aż pojawią się zarzuty i minusy, wtedy łatwiej mi zdecydować. ;) No i widzę, że to raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam o tej książce i jestem jej ciekawa. Na pewno prędzej czy później ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Aż takiej manii na tę książkę nie zauważyłam - jasne, kojarzę tytuł, okładka mi się podoba, czytałam o niej u kilku osób, ale jakoś tak przeszła bez echa. I właśnie tego się spodziewałam - takiego całkiem fajnego czytadła i nic więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dobrze, przynajmniej się nie rozczarujesz tak jak ja :)

      Usuń
  13. Słyszałam o niej, ale raczej mam mieszane uczucia, szczególnie po Twojej recenzji
    http://qltura.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam na tą książkę przeogromną ochotę. Gotowa byłam kupić ją dla samej okładki. Ale później poczytałam opinie bardziej wybrednych czytelników i zrezygnowałam. Skoro to "tylko" dobre czytadło to może kiedyś dam mu szansę, teraz jednak mój zapał do czytania "Szmaragdowej tablicy" znacznie zmalał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej się zawsze samemu przekonać :)

      Usuń
  15. Ostudziłaś trochę mój zapał, ale książkę i tak mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jako fanka literatury hiszpańskiej bardzo czekałam na tę książkę, a teraz jak czytam te recenzje, to aż się odechciewa!

    OdpowiedzUsuń