Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mad Men. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mad Men. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2013

A na obiad mały dramacik!


czyli co oglądam do kotleta, część pierwsza
 
Po serialowym śniadaniu, które zjedliście ze mną przeszło rok temu, przyszła pora na obiad. Jeśli jesteście, więc ciekawi, jakie seriale oglądam z widelcem w ręku, zapraszam do czytania.

Do obiadów wybieram zawsze seriale dramatyczne bądź kostiumowe/historyczne. Dziś będzie o tej pierwszej kategorii.

I tak zauważyłam, że najlepiej mi się je tego przysłowiowego kotleta, oglądając m.in.:

„The Good Wife”: czyli prawnicy, rozprawy, gierki polityczne i romanse, a w centrum tego wszystkiego ona, czyli Alicia Florrick. Alicię poznajemy jako kobietę, stojącą murem za mężem, byłym prokuratorem stanu, który stracił stanowisko przez korupcję i sypianie z prostytutką. W Stanach wyborami na prokuratora czy gubernatora obywatele emocjonują się chyba bardziej niż u nas kampanią prezydencką, dlatego wokół rodziny Florricków narasta medialny szum. Alicia, by jakoś poradzić sobie z narastającą presją, wraca po latach do pracy jako prawniczka, a firmą w której znajduje zatrudnienie jest Lockhart & Gardner. Tak się składa, że Will Gardner to dawna miłość Alicii, dlatego od początku między obojgiem można wyczuć napięcie. Nie to jednak w „The Good Wife” jest najciekawsze! Najlepiej wcina mi się, gdy na ekranie pojawia się Eli Gold, który zajmuję się kampaniami politycznymi Petera Florricka. Jak ja uwielbiam te polityczne zagrywki, coś pięknego! Do tego ciekawy tematy prawnicze, emocjonujące rozprawy i gierki między bohaterami, o tak, przy tym serialu je mi się obiad obecnie najlepiej!

niedziela, 7 kwietnia 2013

„Mad Men” czyli ten ulubiony




Wielokrotnie pisałam, że to mój ulubiony serial, ale nigdy nie napisałam o nim. W związku z dzisiejszą dwugodzinną premierą 6. sezonu postanowiłam to zmienić. Zapraszam na moją opowieść o świecie mad menów z Maddison Avenue.

Po pierwsze on, czyli Don
Główny bohater serialu, Don Draper, to już legenda. Piekielnie zdolny, inteligentny, cyniczny, bezwzględny, szowinistyczny jest postacią na miarę swoich czasów. Poznajemy go jako dyrektora kreatywnego agencji reklamowej „Sterling&Cooper”, w której podziwiają i szanują go wszyscy, podczas gdy on sam nie ma szacunku do nikogo.

Don pali na potęgę, pije na umór, zdradza żonę i czasem popada w dziwną melancholię, z której zawsze w końcu wychodzi – bardziej lub mniej odmieniony. Możemy o nim powiedzieć wszystko poza tym, że go znamy. Don nigdy nie mówi o swoich uczuciach, jest skryty, ostrożny i nikt nie wie, co mu siedzi w głowie. Jest postacią tak złożoną, że zrozumienie jego postępowania jest praktycznie niemożliwe. O jego przeszłości wiemy mało, z czasem dowiadujemy się więcej, ale to wciąż niewystarczająca wiedza, by naprawdę go poznać. Draperyzmy, czyli powiedzenia Dona, weszły już do serialowego kanonu, fani skrupulatnie je notują i chętnie cytują, przy każdej nadarzającej się okazji.

Draperyzm pierwszy:  Reklama oparta jest na jednej rzeczy, na szczęściu. A wiesz, co to szczęście? Szczęście to zapach nowego auta. To wolność od strachu. To billboard przy drodze, który krzyczy, zapewniając cię, że cokolwiek robisz, to jest w porządku. Ty jesteś w porządku.

Draperyzm drugi:  To twoje życie. Nie wiesz, jak długo potrwa, ale wiesz, że nie skończy się dobrze. Musisz iść do przodu... jak tylko będziesz w stanie odkryć, co to oznacza.

Draperyzm trzeci: Będziemy siedzieć przy biurkach, kiedy wokół nas upadają mury.

Czego by o Donie nie mówić jest on geniuszem, geniuszem reklamy. Gdy przedstawia swoje pomysły potrafi nie tylko rozbudzić wyobraźnię, ale i zadowolić najbardziej wymagającego klienta. Kobiety jedzą mu z ręki, szefowie liczą się z jego zdaniem – któż nie chciałby być Donem Draperem?