Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 marca 2014

Kulturalne migawki


Książka

„Rumo i cuda w ciemnościach” Walter Moers: uwielbiam cudowną wyobraźnię Waltera Moersa i niezwykły świat, jaki stworzył dla czytelników – Camonię. Byłam już w „Mieście Śniących Książek”, i próbowałam wyplątać się z paktu z przeraźnikiem w Sledwai, tym razem nogi zaniosły mnie do Wolpertingu, miasta zamieszkanego przez niezwykłe istoty, które zadziwiają rozumem i siłą. Jednym z wolpertingów jest Rumo, który podążając za Srebrną Nicią zostaje porwany na Czarcie Skały przez bandę wszystkożernych cyklopów. Tam spotyka robakina Szmejka. I wtedy wszystko się zaczyna. Po raz kolejny Moers oczarował mnie, choć może już nie tak, jak przy dwóch poprzednich książkach. Podziwiam jego wyobraźnię, Camonia jest miejscem równie dopracowanym jak Śródziemie Tolkienia. Na każdym kroku na czytelnika czekają nowe niespodzianki, do odkrycia wciąż jest bardzo wiele! „Rumo i cuda w ciemnościach” to jedna z tych książek, które zachwycą i małych, i dużych. Mam nadzieję, że kiedyś coś jeszcze o Camonii Moers napisze, patrząc na jego bibliografię widzę, że zamilkł kilka lat temu... Niestety. 

Film

„Czas na miłość”: w ostatnich latach trudno trafić na naprawdę dobrą komedię romantyczną. Wybierając jednak na piątkowy wieczór film Richarda Curtisa, twórcy takich hitów jak: „To właśnie miłość”, „Notting Hill” czy „Dziennik Bridget Jones”, byłam spokojna. Po prostu czułam pod skórą, że ten facet mnie nie zawiedzie. I już od pierwszych minut seansu okazało się, że Curtisowi znowu się udało. Fabuła wygląda następująco: w dniu 21. urodzin ojciec zdradza Timowi rodzinny sekret: wszyscy mężczyźni w ich rodzinie mogą podróżować w czasie. Nasz bohater, uroczy rudzielec, ma tylko jedno marzenie: poznać wielką miłość. Jak się okaże, możliwość cofnięcia się w czasie do dowolnej chwili życia, bardzo ułatwi mu zadanie. W końcu czy nie byłoby fajnie poprawić nieudaną randkę lub uratować komuś skórę? Przepis na komedię romantyczną wydaje się więc prosty: wziąć Richarda Curtisa, dodać Rachel McAdams, a całość podawać wraz z nieporadnym młodzieńcem, który swoim urokiem kupi serca damskiej części widowni. „Czas na miłość” okazał się być bardzo dobrą rozrywką z pięknym przesłaniem, mówiącym o tym, że radości życia trzeba się po prostu nauczyć. Nie jest to może opowieść na miarę starych filmów Curtisa, ale i tak najlepsza komedia romantyczna ostatnich lat. 

Serial

Obejrzałam dziś finał ostatniego sezonu „The Good Wife". Miałam się świetnie bawić, jedząc obiad, a tymczasem omal nie zadławiłam się kotletem... Cóż za emocjonująca końcówka! Nie będę tu spoilerować, ale nie wyobrażam sobie, jak ten serial dalej będzie wyglądał po odejściu X...

czwartek, 9 stycznia 2014

„Dancing on the Edge”, czyli zachwycam się, oj, zachwycam!



Perełka! Arcydzieło! Czysta przyjemność!

Chcę mi się krzyczeć z radości po obejrzeniu „Dancing on the Edge”, bo od czasu premiery „Mad Men” w 2007 roku, nie zachwycałam się tak bardzo żadnym serialem.

Chcę mi się płakać ze smutku, bo to tylko mini-serial, doskonała i przemyślana historia, zamknięta jedynie w 5 odcinkach; przygoda krótka, acz intensywna i zaskakująca całą gamą przeżyć.

Chyba nie mogło być lepiej...

Stephen Poliakoff (ten facet, który zrobił „Wspaniały rok 1939”, film, który polecałam tu) jest chyba mistrzem w tworzeniu gęstej, tajemniczej atmosfery, opowiadaniu historii, w których nie wiadomo do końca, co wydarzyło się naprawdę, a co jest tylko urojeniem; pisaniu bohaterów, którzy, choć twardo stąpają po ziemi, zaczynają snuć pokręcone teorie.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013!



Jak na dobrego organizatora przystało, zebrałam do kupy podsumowania miesiąca i stworzyłam dla Was podsumowanie roku 2013, które już tradycyjnie będzie podzielone na część książkową, filmową i serialową. Tuż za wyborami kulturalnymi znajdziecie rozliczenie z postanowieniami noworocznymi na mijający rok i plany na nadchodzący Nowy Rok 2014! Zapraszam serdecznie!

2013, jaki byłeś dla mnie?
W gruncie rzeczy dobry, a pod pewnymi względami nawet bardzo dobry.
I za to Ci jeszcze podziękuję...


A jak to było w kulturze?

NAJLEPSZE FILMY:

Obejrzałam 145 filmów. Wybranie tylko trzech okazało się niemożliwe, wybranie pięciu trudne, ale podjęłam wyzwanie, a moje wybory możecie oglądać powyżej. Chciałabym też wyróżnić „Django” i „Kapitana Phillipsa”, które choć poza podium, muszę wspomnieć, choć w tym miejscu.

Filmowe dno roku: ostatnia część „Zmierzchu” i tu zacytuje fragment z moich sierotek:
I tak jak poprzednich trzech części, tak i mój seans ostatniej wyglądał podobnie: ataki śmiechu, przerywane pukaniem się w głowę i słowami „what the f***?!”. Obejrzałam i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że saga „Zmierzch” to według mnie dno i pięć metrów mułu. Fabularnie i aktorsko. Aha i bardzo cieszę się ze wszystkich Złotych Malin, jakimi hojnie obsypano ten film.”

piątek, 4 października 2013

Krótki przegląd serialowych nowości na jesień 2013: „Hostages”, „Masters of sex”, „Sleepy hollow”



Jesień oznacza nie tylko to, że pora zakończyć błogie wakacyjne lenistwo i wrócić do szkoły, ale jest też ważnym wydarzeniem dla każdego serialomaniaka i to aż z dwóch powodów. 

Po pierwsze we wrześniu odbywa się rozdanie nagród Emmy, czyli takich telewizyjnych Oscarów. Przypomnijmy, że w tym roku najważniejszą statuetkę zdobył serial „Breaking Bad” i trudno się z Amerykańską Akademią Telewizyjną nie zgodzić w tej kwestii: sezon finałowy był wyśmienity, a i sama produkcja to prawdziwa perełka. Scenarzyście – Vincowi Gilliganowi – udało się stworzyć bohatera z krwi i kości, który z sezonu na sezon zmieniał się tak bardzo, że w ostatnich odcinkach trudno było w Walterze Whitcie rozpoznać nieporadnego nauczyciela chemii, jakim był, zanim wszystko się zaczęło. Z kolei drugi powodu zapewne się domyślacie: nowości. I chociaż ostatnimi czasy coraz wyraźniej zaciera się utarty podział na wprowadzanie nowych produkcji tylko wiosną i jesienią, to jako serialomaniaczka bardzo czekam na rozpoczęcie sezonu jesiennego, bo z reguły właśnie wtedy powstają najciekawsze produkcje (a może po prostu najlepiej się je ogląda?). I tak też włączyłam ostatnio pilotażowe odcinki trzech seriali: „Hostages”, „Masters of sex” i „Sleepy hollow”. Czy znalazłam coś dla siebie? O tym możecie przeczytać poniżej.

niedziela, 7 lipca 2013

A na obiad mały dramacik!


czyli co oglądam do kotleta, część pierwsza
 
Po serialowym śniadaniu, które zjedliście ze mną przeszło rok temu, przyszła pora na obiad. Jeśli jesteście, więc ciekawi, jakie seriale oglądam z widelcem w ręku, zapraszam do czytania.

Do obiadów wybieram zawsze seriale dramatyczne bądź kostiumowe/historyczne. Dziś będzie o tej pierwszej kategorii.

I tak zauważyłam, że najlepiej mi się je tego przysłowiowego kotleta, oglądając m.in.:

„The Good Wife”: czyli prawnicy, rozprawy, gierki polityczne i romanse, a w centrum tego wszystkiego ona, czyli Alicia Florrick. Alicię poznajemy jako kobietę, stojącą murem za mężem, byłym prokuratorem stanu, który stracił stanowisko przez korupcję i sypianie z prostytutką. W Stanach wyborami na prokuratora czy gubernatora obywatele emocjonują się chyba bardziej niż u nas kampanią prezydencką, dlatego wokół rodziny Florricków narasta medialny szum. Alicia, by jakoś poradzić sobie z narastającą presją, wraca po latach do pracy jako prawniczka, a firmą w której znajduje zatrudnienie jest Lockhart & Gardner. Tak się składa, że Will Gardner to dawna miłość Alicii, dlatego od początku między obojgiem można wyczuć napięcie. Nie to jednak w „The Good Wife” jest najciekawsze! Najlepiej wcina mi się, gdy na ekranie pojawia się Eli Gold, który zajmuję się kampaniami politycznymi Petera Florricka. Jak ja uwielbiam te polityczne zagrywki, coś pięknego! Do tego ciekawy tematy prawnicze, emocjonujące rozprawy i gierki między bohaterami, o tak, przy tym serialu je mi się obiad obecnie najlepiej!

środa, 12 czerwca 2013

Serial, który warto obejrzeć: „Hitler: Narodziny zła"



Co takiego wydarzyło się w życiu Adolfa Hitlera, że został największym zbrodniarzem w dziejach ludzkości? Skąd wzięła się jego nienawiść do Żydów? I jak udało mu się dojść do władzy? Odpowiedź na te pytania przynosi, nakręcony w 2003 roku mini serial produkcji kanadyjsko-amerykańskiej.

„Hitler: Narodziny zła” przedstawia życie fuhrera, poczynając od chwili, gdy był 10-letnim chłopcem, a kończąc w momencie zdobycia pełnej władzy w Niemczech. Duża część akcji skupia się na młodości Hiltera i przedstawieniu jego pasji do malarstwa. Czy gdyby wódz Trzeciej Rzeszy został przyjęty do Akademii Sztuk Pięknych, nie doszłoby do II wojny światowej i Holokaustu? Bezrobotny, bezdomny Hitler, nie mogąc znaleźć pracy w Wiedniu, doszedł do wniosku, że winni za to są Żydzi, których coraz więcej imigruje do Austrii i Niemiec. Niedługo potem zaczął publicznie przemawiać, stopniowo zdobywając coraz więcej zwolenników.

Serial rewelacyjnie przedstawia wewnętrzną metamorfozę, jaką przeszedł Adolf Hitler. Początkowo poznajemy go jako młodzieńca, kochającego sztukę, szeregowego, który z dużym szacunkiem odnosił się do swoich przełożonych. Kilka wygłoszonych przemówień diametralnie jednak odmieniło Adolfa – stał się arogancki i przekonany o własnej nieomylności. Najbardziej zafascynowały mnie jego stosunki z kobietami, zwłaszcza z siostrzenicą Geil. Odniosłam wrażenie, że Hitler był bardzo sfrustrowanym człowiekiem, skłonnym do dewiacji i przejawiającym objawy szaleństwa. 

sobota, 8 czerwca 2013

Reakcje Internetu na ostatni odcinek „Gry o tron" (UWAGA! SPOILERY!)



Ci z Was, którzy oglądali „The Red Wedding”, wiedzą, że wszelkie słowa są zbędne… Pogoda dziś nie zachwyca, postanowiłam więc poszperać trochę w sieci i przejrzeć odpowiedź fanów serialu na śmierć Króla Północy… Poniżej wynik mojego researchu:


niedziela, 12 maja 2013

„Broadchurch” - wielka zbrodnia w małym miasteczku



Kryminały osadzone w małomiasteczkowym klimacie cieszą się ostatnio bardzo dużą popularnością. Stacji ITV udało się więc trafić na podatny grunt, a do tego nakręcić dobry, a wręcz bardzo dobry serial. Do tego piękno angielskiego wybrzeża, tajemnice, dramaty i spójna społeczność, w którą wkrada się wątpliwość.

Wszyscy kłamią
Spokój mieszkańców Broadchurch skutecznie zakłóca morderstwo 11-letniego Danny’ego Latimera. Dla policji od początku jest jasne, że morderca znał ofiarę, być może był nawet z nią blisko. Przesłuchania kolejnych osób i pierwsze tropy wskazują na to, że nie ma w Broadchurch osoby, która czegoś by nie ukrywała. Przypuszczalnie więc doktor House miał rację, przyjmując za pewnik, że wszyscy kłamią. Podejrzanie zachowują się ojciec Danny’ego, jego siostra i najlepszy przyjaciel, sklepikarz, sprzątaczka, a nawet wikary. Śledztwo więc coraz bardziej się gmatwa, a na światło dzienne wychodzą od dawna skrywane tajemnice. Niemało namiesza prasa, telepata i nowy inspektor – Alec Hardy.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Historia człowieka, który miał marzenie, czyli „Mr Selfridge”



W 1906 roku do Wielkiej Brytanii przybył człowiek, który miał pomysł i był wielkim wizjonerem. 3 lata później przy londyńskiej Oxford Street otwarto elegancki dom towarowy, który był na ustach wszystkich. Harry Gordon Selfridge pokazał Brytyjczykom, jak czerpać przyjemność z zakupów i nauczył kupować rzeczy piękne, acz niekoniecznie użyteczne. W Selfridges zadbano o wszystkie możliwie potrzeby potencjalnych klientów, umieszczając na jego terenie także restauracje, miejsca do czytania i odpoczynku, a nawet pokój pierwszej pomocy. A jako, że dewizą  Harry’ego Selfridge’a było „„klient ma zawsze rację”, zrobił wszystko, by ten w jego domu towarowym czuł się jedyny i wyjątkowy. Stawiając na profesjonalny personel, inwestując w reklamę i tworząc kuszące, innowacyjne wystawy, skutecznie przyciągał szerokie grono konsumentów. Kulisy życia tego niezwykłego człowieka i początków Selfridges możemy obecnie oglądać w seriali stacji ITV – „Mr Selfridge”.

Akcja serialu rozpoczyna się na chwilę przed otwarciem domu towarowego. Harry’ego Selfridge’a zastajemy w samym środku walki o fundusze na budowę, próbującego usilnie przekonać skostniałych Brytyjczyków do swojej nowatorskiej wizji. Mężczyzna od samego początku jawi się nam jako wielki optymista i marzyciel, ale też ryzykant i człowiek bardzo odważny. Sceny, w których przedstawia słuchaczom swoje pomysły, kreśli obrazy spektakularnego sukcesu, jaki osiągnie, są porywające. Opinii publicznej nie daje po sobie poznać, że obeszła go strata inwestorów, z niemalejącym zapałem szuka nowych, na chwilę zwątpienia pozwalając sobie jedynie, gdy nikt go nie widzi. Charakterystyczny jest jego gasnący uśmiech, gdy nikt nie patrzy i wielkie słowa, i gesty, gdy trzeba zmotywować pracowników lub dać popis przed prasą.

niedziela, 7 kwietnia 2013

„Mad Men” czyli ten ulubiony




Wielokrotnie pisałam, że to mój ulubiony serial, ale nigdy nie napisałam o nim. W związku z dzisiejszą dwugodzinną premierą 6. sezonu postanowiłam to zmienić. Zapraszam na moją opowieść o świecie mad menów z Maddison Avenue.

Po pierwsze on, czyli Don
Główny bohater serialu, Don Draper, to już legenda. Piekielnie zdolny, inteligentny, cyniczny, bezwzględny, szowinistyczny jest postacią na miarę swoich czasów. Poznajemy go jako dyrektora kreatywnego agencji reklamowej „Sterling&Cooper”, w której podziwiają i szanują go wszyscy, podczas gdy on sam nie ma szacunku do nikogo.

Don pali na potęgę, pije na umór, zdradza żonę i czasem popada w dziwną melancholię, z której zawsze w końcu wychodzi – bardziej lub mniej odmieniony. Możemy o nim powiedzieć wszystko poza tym, że go znamy. Don nigdy nie mówi o swoich uczuciach, jest skryty, ostrożny i nikt nie wie, co mu siedzi w głowie. Jest postacią tak złożoną, że zrozumienie jego postępowania jest praktycznie niemożliwe. O jego przeszłości wiemy mało, z czasem dowiadujemy się więcej, ale to wciąż niewystarczająca wiedza, by naprawdę go poznać. Draperyzmy, czyli powiedzenia Dona, weszły już do serialowego kanonu, fani skrupulatnie je notują i chętnie cytują, przy każdej nadarzającej się okazji.

Draperyzm pierwszy:  Reklama oparta jest na jednej rzeczy, na szczęściu. A wiesz, co to szczęście? Szczęście to zapach nowego auta. To wolność od strachu. To billboard przy drodze, który krzyczy, zapewniając cię, że cokolwiek robisz, to jest w porządku. Ty jesteś w porządku.

Draperyzm drugi:  To twoje życie. Nie wiesz, jak długo potrwa, ale wiesz, że nie skończy się dobrze. Musisz iść do przodu... jak tylko będziesz w stanie odkryć, co to oznacza.

Draperyzm trzeci: Będziemy siedzieć przy biurkach, kiedy wokół nas upadają mury.

Czego by o Donie nie mówić jest on geniuszem, geniuszem reklamy. Gdy przedstawia swoje pomysły potrafi nie tylko rozbudzić wyobraźnię, ale i zadowolić najbardziej wymagającego klienta. Kobiety jedzą mu z ręki, szefowie liczą się z jego zdaniem – któż nie chciałby być Donem Draperem?

poniedziałek, 25 marca 2013

Witaj w „The Paradise”



Przenieśmy się na chwilę w czasie do XIX-wiecznej Anglii. Wyobraźmy sobie, że chcemy kupić sobie nową suknię, a do niej buty i kapelusz. Wsiadamy do powozu i jedziemy na zakupy. Chodzimy od sklepu do sklepu i w końcu udaje nam się kupić idealny materiał. Nie jesteśmy jednak zadowolone, bo aby dobrać odpowiednie dodatki musimy udać się w inne miejsca i nie mamy gwarancji, że wszystko będzie do siebie pasować. I pewnego dnia nasz problem zostaje rozwiązany: powstaje pierwszy dom towarowy, gdzie możemy znaleźć najlepsze gatunkowo towary, fachową obsługę, intymną atmosferę, piękne wnętrza i kuszące rabaty. I to wszystko w jednym miejscu, bez konieczności przemierzania wielu ulic, by kupić niezbędne rzeczy! 

A teraz wyobraźcie sobie, że Emil Zola w swojej książce „Wszystko dla pań” (moja recenzja tutaj) przewidział zasady współczesnego handlu i bolączki współczesnego społeczeństwa: pogoń za pieniądzem, pęd życia i rosnącą potrzebę posiadania. W 150 lat później brytyjska stacja telewizyjna BBC popełniła luźną adaptację klasycznej powieści Zoli i dała nam „The Paradise”: piękny, cieszący oko serial, który ma jednak tyle wspólnego z literackim pierwowzorem, co ja z fizyką. Poza głównym zamysłem książki i imionami kilku bohaterów trudno szukać podobieństw pomiędzy „Wszystko dla pań” i „The Paradise”. Nie można jednak powiedzieć, że serial jest przez to zły, bo to nieprawda. Jest po prostu odrębną opowieścią, którą ogląda się bardzo przyjemnie, ale jest też pozbawiony celnych spostrzeżeń Zoli i jego znakomitej wiwisekcji społeczeństwa konsumpcyjnego.

niedziela, 3 marca 2013

Serial obsypany nagrodami, czyli „Homeland”



Tym serialem zainteresowałam się, bo przerwał zwycięski pochód „Mad Men” po piątą statuetkę Emmy z kolei. 5 Złotych Globów, 6 Emmy i 13 innych nagród – „Homeland” to prawdziwa sensacja, od chwili, gdy 2 września 2011 roku na antenie Showtime został wyemitowany pilot. W czym tkwi sukces tej produkcji? Odpowiedź może być tylko jedna: we wszystkim.

Po pierwsze ciekawa fabuła… Akcja rozpoczyna się w chwili, gdy po 8-letniej niewoli zostaje wypuszczony amerykański jeniec wojenny. Nicholas Brody wraca do kraju jako bohater i natychmiast zostaje ulubieńcem opinii publicznej. W tym cudownym wyzwoleniu przez Al-Kaidę coś nie podoba się agentce CIA – Carrie Mathison. No bo jak to możliwe, że przetrzymywany przez tak długi czas marine wraca żywy? Carrie przekonana, że Brody przeszedł na stronę wroga i planuje zamach terrorystyczny, zaczyna obserwować go dzień i noc. Zakładając monitoring i podsłuch w domu Brody’ego, agentka Mathison łamie prawo i naraża się przełożonym, niedopuszczającym do siebie myśli, że ich pupilek może być zbrodniarzem wojennym…

czwartek, 21 lutego 2013

„The Americans” – obiecujący nowy serial



Kto mieszka na amerykańskich przedmieściach? Czy są to „gotowe na wszystko” gospodynie domowe? A może prowadzące spokojne życie znudzone małżeństwa? A co, jeśli powiem Wam, że w jednym z tych idealnie białych domków, ukrywa się para szpiegów KGB?

Przenieśmy się na chwilę do lat 80. Zimna wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją trwa w najlepsze. Właśnie rozpoczął się kolejny etap wyścigu zbrojeń, zwany „gwiezdnymi wojnami”, a nowym prezydentem został antykomunistycznie nastawiony Ronald Reagan. Rosja się jednak nie poddawała, a KGB poświęciło wiele czasu i środków, by wysłać swoich najlepszych ludzi do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieliby nie tyle udawać, co stać się Amerykanami, założyć rodziny i czekać na rozwój wypadków. Taką parą uśpionych szpiegów są Elizabeth i Philip, zagorzali patrioci, gotowi poświęcić się dla dobra ojczyzny. Czy ktoś patrząc na nich i ich idealny dom mógłby powziąć jakieś podejrzenia? Nie, bo Elizabeth i Philip są niczym niewyróżniającymi się Amerykanami, pracują w biurze podróży, wychowują dwójkę dzieci i mówią z idealnym amerykańskim akcentem. Ich misja staje się jednak wyjątkowo niebezpieczna, gdy w okolice przeprowadza się błyskotliwy i piekielnie inteligentny agent FBI Stan. 

środa, 16 stycznia 2013

„Pamiętniki Carrie” – wrażenia po pierwszym odcinku




Kim była Carrie przez Carrie Bradshaw? Na to pytanie możemy uzyskać odpowiedź, oglądając nowy serial od stacji CW, będący prequelem kultowego „Seksu w wielkim mieście”. 

Zanim Carrie Bradshaw stała się ikoną stylu i znaną dziennikarką, była nastolatką. Bohaterkę poznajemy w momencie, gdy idzie do liceum. Nie jest zbyt radośnie usposobiona do życia: 3 miesiące temu zmarła jej matka, a młodsza siostra nieźle daje jej popalić. Na dodatek wszyscy gadają o seksie, a ona zaliczyła dopiero pierwszy pocałunek. Są jednak dwie rzeczy, które pozwalają Carrie odegnać od siebie czarne myśli. Obie zaczynają się na m i są ze sobą nierozerwalnie związane: mowa oczywiście o modzie i o Manhattanie. Marzenia Carrie o Nowym Jorku spełniają się w chwili, gdy zaczyna staż w jednej z kancelarii, wkrótce poznaje też Larissę, redaktorkę magazynu „The Interview”.

sobota, 29 grudnia 2012

Podsumowanie roku 2012 i plany na Nowy Rok



Tak trochę opornie się zabierałam za podsumowanie roku. Dlaczego? Powody są dwa: po pierwsze jestem niezdecydowana, a po drugie w 2013 stuknie mi ćwierćwiecze, więc bardzo, ale to bardzo chciałabym odwlekać tę chwilę, jak najdłużej. No ale czas pędzi jak z bicza strzelił i nie zatrzyma się, by na mnie poczekać… Mijający rok przywitałam zabawą w rytm lat 20., która skończyła się (nie wiem, czy to napisać, no ale jak już zaczęłam) wymiotami i gigantycznym kacem w Nowy Rok. I sprawdziło się stare przysłowie, mówiące, że jaki Sylwester taki cały rok. Było dużo radości, ale nie uniknęłam i przykrych chwil. Najgorsze był okres wakacyjny, kiedy po skończeniu studiów szukałam pracy. Chodziłam na rozmowy, z których nic nie wynikało i byłam już mocno podłamana pod koniec sierpnia. Całe szczęście nie obniżyłam jeszcze aspiracji i nie zaczęłam szukać czegokolwiek. I w końcu od października zaczęłam pracę, której bardzo chciałam i też potrzebowałam, bo jak mocno nudziłam się, siedząc w domu, przekonałam się dopiero pracując. 

W 2012 spełniłam też dwa marzenia, a to bardzo dużo jak na jeden rok! Po pierwsze 23 kwietnia wzięłam udział w koncercie Michaela Buble w Gdańsku, co było niezwykle emocjonującym przeżyciem. Michael potrafi stworzyć intymną atmosferę i gdy śpiewa ma się wrażenie, że jego słowa są skierowane tylko do ciebie. Teraz marzę o kolejnym koncercie mojego ukochanego wokalisty, choć tym razem wolałabym więcej jazzu, a mniej show. I wreszcie drugie marzenie, do którego spełnienia przyczynił się mój M., zabierając mnie na kilka dni do Paryża. Moją relację z pobytu w Mieście Świateł możecie przeczytać tutaj, a z koncertu pana Buble tu.

środa, 17 października 2012

„Pełna chata”, czyli dobry, stary sitcom




Pamiętacie „Pełną chatę”, ten cudowny, ciepły serial z przełomu lat 80 i 90., w którym debiutowały siostry Olsen? Jeśli tak, to na pewno chętnie powspominacie ze mną losy rodziny Tannerów, a jeśli nie, może przekonam Was, że warto poświęcić chwilę i obejrzeć tę produkcję.

Jako urodzona pod koniec lat 80., swoje dzieciństwo przeżywałam w 90., a te były jedyne w swoim rodzaju! Wtedy powstało wiele kultowych seriali, do których z pewnością zaliczyć można „Przyjaciół”, „Słoneczny Patrol”, „Szkołę złamanych serc”, „Miasteczko Twin Peaks”, „Beverly Hills 90210” czy polską „Tajemnicę Sagali”, wtedy dla orzeźwienia piło się Frugo, słuchało Spice Girls i Backstreet boys, jadło czekoladowe gwiazdki Milky Way, wtedy dzieciaki cały wolny czas spędzały na dworze, grając w gumę, budując bazę czy jeżdżąc na rowerze, a szczytem marzeń było Furby – elektroniczna, pluszowa zabawka. Tak, to były niezwykłe czasy, o których można mówić godzinami, teraz jednak pora na powrót do tematu.

sobota, 1 września 2012

„Mildred Pierce”, czyli historia kobiety



Nie jest tajemnicą, że HBO to (obok BBC) stacja, która robi najlepsze seriale. Tak jest i tym razem. 5 nagród Emmy i 16 nominacji mówią same za siebie. „Mildred Pierce” to wręcz fenomenalny mini-serial z genialną Kate Winslet w tytułowej roli. Dawno żadna telewizyjna produkcja nie wywarła na mnie tak dużego wrażenia. Bo „Mildred Pierce” to klasa sama w sobie.

Serial przedstawia historię kobiety, która odważyła się odmienić swoje życie. Rzecz dzieje się w latach 30. w Stanach Zjednoczonych. Mildred, zmęczona romansami męża, wyrzuca go z domu. Aby utrzymać siebie i dwie córki, będzie musiała zacząć pracować. Spora odmiana jak dla 40-letniej kury domowej, w dodatku należącej do wyższej klasy średniej. Niemało problemów przysporzy bohaterce także starsza córka, Veda.

sobota, 30 czerwca 2012

„Suits”, czyli świetny serial prawniczy


            Właśnie wystartował 2. sezon „Suits” (polski tytuł „W garniturach”) i pomimo tego, że serial cieszy się dużą popularnością na całym świecie, to jestem przekonana, że w Polsce jest jeszcze dość mało znany. W związku z tym postanowiłam zachęcić moich czytelników i podglądaczy do obejrzenia przynajmniej pilotowego odcinka i zadecydowania, czy jest to serial dla Was.

Mike Ross jest nieodkrytym geniuszem: natychmiast zapamiętuje wszystko, co przeczyta. Zapewne mógłby z wyróżnieniem skończyć Harvard, gdyby tylko zechciał, ale, że obraca się w niezbyt ciekawym towarzystwie (jego najlepszym przyjacielem jest diler), to nie za bardzo mu się chce. Zamiast zadbać o swoją przyszłość, zarabia rozwiązując egzaminy wstępne za innych. Pewnego dnia, wskutek pomyłki, Mike trafia na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z najlepszych kancelarii w Nowym Jorku. Jego błyskotliwość i fotograficzna pamięć wywierają duże wrażenie na Harvey’m Specterze, prawdziwym asie wśród prawników. Specter, nie bacząc na to, że Ross nie ma prawniczego wykształcenia, zatrudnia go w Pearson Hardman jako swojego współpracownika. Obaj panowie mogą wiele stracić, jeśli prawda wyjdzie na jaw.

Po krótkim wprowadzeniu, przyszła pora, by napisać, dlaczego warto oglądać „Suits”:

środa, 13 czerwca 2012

Obyczajówka na śniadanie: „Bracia i siostry”, „Life Unexpected”, „Revenge”


            Śniadanie, obiad, kolacja - trzy posiłki, które spożywam oglądając seriale. Przy czym o każdej porze dnia mam ochotę na coś innego. Tak jakoś jest, że rano lepiej ogląda mi się lekkie obyczajówki, popołudniu ambitniejsze produkcje, a wieczorem kryminały. Jak głosi tytuł posta, dziś będzie krótko o serialowym śniadaniu.

          
             „Braci i sióstr” chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Serial pojawił się na antenie ABC w 2006 roku, szybko zdobywając popularność i wiernych fanów. I nie ma się, co dziwić. Historia rodziny Walkerów wciąga od pierwszych minut, widz włącza odcinek za odcinkiem i nie może się nadziwić, że tak dobrze się to ogląda. Na sukces „Braci i sióstr” składa się nie tylko rewelacyjna fabuła i świetne dialogi, ale też dobrze dobrana obsada, w której zobaczyć można m.in. zdobywczynię dwóch Oscarów Sally Field oraz laureatki Złotych Globów Calistę Flockhart, bardziej znaną jaką Ally McBeal, i Rachel Griffiths. Bohaterowie serialu są tak sympatyczni i autentyczni, że nie sposób ich nie polubić. Płeć piękna ma także na kim zawiesić oko: Dave Annable, wcielający się w postać Justina to niezłe ciacho, choć nie jest tak przystojny, jak Gilles Marini, odtwórca roli Luca Laurenta.

            Gdy nastąpił ostatni odcinek „Braci i sióstr”, zaczęłam rozglądać się za nową obyczajówką. Szukałam długo, aż w końcu trafiłam na:

środa, 16 maja 2012

Pożegnanie z serialem „Gotowe na wszystko”


             
Czy 8 lat temu, gdy „Gotowe na wszystko” pojawiły się w stacji ABC, ktokolwiek mógł przypuszczać, że serial okaże się aż tak popularny? Po wyemitowaniu ostatniego odcinka w minioną niedzielę, 13 maja, spotkałam się nawet z opiniami, że to koniec epoki. 

            Swoją przygodę z mieszkankami Wisteria Lane zaczęłam 3 lata temu. Były wakacje, a ja się niemiłosiernie nudziłam (chciałabym wrócić do tych czasów!). Wtedy niezawodna jak zawsze M. poleciła mi „Gotowe na wszystko”, sceptycznie nastawiona zaczęłam oglądać i nawet nie wiem, kiedy obejrzałam 5 sezonów! Gdy jesienią wystartował 6. sezon serialu, oglądałam już aktualnie emitowane odcinki. To prawda, że były i gorsze momenty. Scenarzyści gdzieś pomiędzy 4 a 7 sezonem się pogubili i seria zaczęła się robić nudna, ale i to nie zatarło dobrego wrażenia, jakie zrobiły na mnie pierwsze sezony Desperatek. Uparcie oglądałam więc dalej i kibicowałam Bree, Gabi, Lynette i Susan. Ostatni 8. sezon był bardzo dobry, a finałowy odcinek rewelacyjny. 

Przyjaźń ponad wszystko

Finał został podzielony na dwie części: w pierwszej nadal trwa proces Bree, druga zawiera już wszystko to, za co najbardziej pokochaliśmy „Gotowe na wszystko”, a więc: dużą dawkę humoru, szczyptę nostalgii i obietnicę, że wszystko się dobrze skończy. Każda z bohaterek przeszła długą drogę, by znaleźć się w miejscu, w którym ją zostawiamy: Bree – z idealnej gospodyni stała się alkoholiczką i rozpustnicą, by na końcu okazać się prawdziwą bohaterką, gotową na wszystko dla przyjaciół; Gabi – z rozpuszczonej i samolubnej kobiety stała się dojrzałą żoną i matką, gotową na poświęcenia; Lynette – z kobiety sukcesu, wiecznie narzekającej, odnalazła szczęście na łonie rodziny, gotowa porzucić karierę i wreszcie Susan – nieszczęśliwa w pierwszym małżeństwie z Karlem, odnalazła miłość u boku Mike’a, gotowa opuścić Fairview dla dobra dzieci.