piątek, 12 lipca 2013

Schmidt/About Schmidt



66-letni Warren Schmidt, agent ubezpieczeniowy i wiceprezes dużej firmy, właśnie przechodzi na emeryturę, co bardzo mu się nie podoba. Mężczyzna czuje się niepotrzebny i rozżalony, że jego posadę otrzymał młody, niedouczony gówniarz. Poza tym żona, z którą spędził 42 lata zaczyna go denerwować, a córka zaręcza się z mężczyzną, którego nie znosi. Zdesperowany i nieszczęśliwy staje się opiekunem chłopca z Tanzanii, któremu, co miesiąc wysyła 22 dolary, a wraz z nimi list, w którym opisuje swoje uczucia i zawiedzione nadzieje. Emerytura stanie się dla Warrena okazją do wejrzenia w głąb siebie i zrobienia rozrachunku z życiem.

„Schmidt” to smutna i skłaniająca do refleksji opowieść o starzejącym się człowieku, zmagającym się z samotnością i wewnętrzną pustką. Bohater z rozrzewnieniem opowiada o swoich planach i marzeniach z czasów młodości. Warren sądził, że będzie kimś wyjątkowym, po kim zostanie jakiś ślad w historii. Tak się jednak nie stało. Mężczyzna uświadamia sobie także, że, gdy umrą wszyscy, którzy go znali, nikt nie będzie o nim pamiętał. Zniknie na zawsze, jakby nigdy nie istniał. Po co więc żyć, skoro i tak się umrze? Reżyser, Alexander Payne, nie daje swojemu bohaterowi ukojenia, nie ma też szczęśliwego zakończenia. Film jest do bólu prawdziwy i skłania do refleksji, zwłaszcza zakończenie. Może i nie każdy z nas zbuduje Wieżę Eiffla czy zostanie prezydentem, ale można uratować, odmienić ludzkie życie, robiąc naprawdę niewiele.

Jack Nicholson przeszedł samego siebie, jego Warren Schmidt jest doskonale zagrany. Aktorowi udało się pokazać normalnego, starzejącego się człowieka z jego wszystkimi wadami i ułomnościami. Jeśli obejrzeliście kilka filmów z Nicholsonem, wiecie, że ma w swoim repertuarze kilka charakterystycznych min, grymasów twarzy. Grając Schmidta aktor jednak całkowicie odrzucił siebie i stworzył wiarygodną, prawdziwą postać, wobec której nie sposób przejść obojętnie.


„Schmidt” to komediodramat, w którym jednak zdecydowanie więcej jest dramatu niż komedii. Film bardzo mnie poruszył i na pewno długo będę o nim pamiętać. Trudno bowiem przejść obojętnie obok tak życiowej historii, która może stać się udziałem każdego z nas. Samotność, pustka, poszukiwanie sensu w życiu to, co prawda, trudne tematy, z którymi jednak warto się zmierzyć, zwłaszcza jeśli przedstawia je nagrodzony Złotym Globem Jack Nicholson (Oscara sprzątnął mu sprzed nosa Adrien Brody za „Pianistę”, trzeba jednak przyznać, że zasłużenie).

Ocena: 8,5/10.

Czytaj też recenzje innych filmów Alexandra Payne'a:
"Bezdroża"
"Spadkobiercy"
"Wybory"

21 komentarzy:

  1. Zgadzam się w zasadzie z każdym Twoim słowem. Świetny film, dający do myślenia i wyśmienita rola Jacka Nicholsona. Nic tylko polecać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że to wspaniały film? :) Na mnie zrobił bardzo duże wrażenie i tak, będę go polecać wszystkim :>

      Usuń
  2. Przez chwilę miałam wrażenie, że ten film widziałam, ale jednak nie... Nie przepadam za Nicholsonem, za jego aparycją, ale doceniam grę aktorską i uwielbiam za rolę w "Locie nad kukułczym gniazdem". Nawiasem mówiąc, czas odświeżyć sobie ten film, choć najpierw mam ochotę (w końcu) przeczytać książkę, która już czeka na półce:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Payne, nie daje swojemu bohaterowi ukojenia, nie ma też szczęśliwego zakończenia. Film jest do bólu prawdziwy i skłania do refleksji, zwłaszcza zakończenie." - nie jestem pewna, czy mam w najbliższym czasie ochotę na film bez szczęśliwego zakończenia ;) choć porusza bardzo ciekawą i ważną problematykę. To trochę taki paradoks, że ludzie tak niechętnie zajmują się tematyką śmierci, mimo tego, że czeka ona każdego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Napisane tak, że tytuł już zapisany. Taki film wydaje się być świetny dla każdego...

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Nicholsona i ten film muszę koniecznie obejrzeć. Ostatnio mam ochotę na produkcje lekkie, łatwe i przyjemne, ale kiedy ta faza się skończy to na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obejrzę, chociażby dla samego Nicholsona, ale historia też zapowiada się interesująco i bardzo smutno.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie widziałam jeszcze tego filmu, ale na pewno go obejrzę. Po Twojej recenzji już wiem, że na pewno mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nicholsona kocham zawsze, wszędzie i w każdej postaci, więc temu filmowi na pewno nie odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć (czytać) :)

      Usuń
  9. Mi się nie udało obejrzeć w całości, może pora nie ta.
    Skoro nie ty jedna piszesz, że bardzo porusza to myśli coś być na rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może zrób drugie podejście? Myślę, że warto :)

      Usuń
  10. Filmu nie widziałam, ale zaintrygowała mnie treść. Jacka Nicholsona bardzo lubię jako aktora, wiec prędzej czy później zobaczę film:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Koniecznie muszę zobaczyć. Już słyszałam o tym filmie, ale po Twojej recenzji czuję się tym bardziej zmotywowana do obejrzenia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie zastanawiaj się dłużej, tylko oglądaj! :)

      Usuń
  12. Ojejku! W ogóle o tym filmie nie słyszałam, ale po Twojej recenzji trafia on na moją listę filmów do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na początku miałam skojarzenie z "Gran torino"...ale to nie ta bajka;) Szczerze mówiąc, nie słyszałam wcześniej o tym filmie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam Jacka Nicholsona, więc z pewnością obejrzę ten film:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziwne, że dopiero teraz słyszę o tym filmie. Muszę koniecznie to nadrobić i go obejrzeć! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Obejrzę ten film, choćby z tego względu, że gra w nim Jack Nicholson, którego bardzo cenię, jako aktora.

    OdpowiedzUsuń
  17. I znów kolejny film, o którym nie słyszałam, a który wydaje się być wart uwagi. Tak mi się jakoś ta historia luźno skojarzyła z "Choć goni nas czas". W każdym razie - na pewno niedługo go obejrzę.

    OdpowiedzUsuń