Sprawa 16-letniej matki, która podczas szkolnej
wycieczki zamordowała swoje nowo narodzone dziecko, staje się sensacją w
lokalnych mediach. Stephanie Daley twierdzi, że nie wiedziała o ciąży, a
niemowlę urodziło się martwe. Ocenić jej prawdomówność ma psycholog sądowy –
Lydie Crane, która, jako, że sama spodziewa się dziecka, czyni sprawę osobistą.
Jak można nie wiedzieć, że jest się w ciąży,
pozostaje dla mnie zagadką... Chociaż w mojej miejscowości była taka sprawa
kilka lat temu, do dziś jednak trudno mi w nią uwierzyć. No ale zostawmy te
dywagacje i przenieśmy się do sprawy Stephanie.
Akcja filmu toczy się w dwóch przestrzeniach
czasowych: w teraźniejszości, a więc wydarzeniach po porodzie i w przeszłości,
w którą przenoszą widza liczne retrospekcje. Stopniowo, kawałek po kawałeczku
poznajemy historię Stephanie i ją samą. Trudno uwierzyć, by ta cicha i
nieśmiała dziewczyna mogła zabić własne dziecko. Wątpliwości ma także pani psycholog,
która dotknięta traumatycznymi przeżyciami, sama nie wygląda na osobę w pełni
zdrową psychicznie.