„W przyszłości wszystkie powieści będą czarne, albowiem jeśli w drugiej połowie tego patologicznego stulecia w ogóle cośkolwiek przetrwa, to będzie to zapach podstępu i zbrodni traktowanych i tak jako niewinne zabawy.”
Są takie książki, które wbijają się w pamięć i
zapadają w serce. Dla mnie jedną z takich powieści jest „Cień wiatru” Zafona –
historia, która ubarwiła moje sny i dostarczyła więcej emocji niż jakakolwiek
inna. „Więźnia nieba” pragnęłam przeczytać, odkąd pojawiły się pierwsze
doniesienia, że Zafon pracuje nad kolejną częścią cyklu Cmentarza Zapomnianych
Książek. Po skończonej lekturze mogę powiedzieć tylko jedno: żałuję, że się
skończyła i czekam na ciąg dalszy, bo, że ten nastąpi, nie wątpię.
„Więzień nieba” przenosi
nas ponownie na ulice Barcelony, do księgarni Sempere i Synowie. Akcja skupia
się głównie na przeszłości Fermina Romero de Torres, powracając do czasów, gdy
właśnie skończyła się wojna domowa, a do władzy, w wyniku krwawego przewrotu,
doszedł generał Francisco Franco. Jak się okaże: przeszłość lubi do nas
powracać i tak Fermin, jak i Daniel, będą zmuszeni zmierzyć się z niewygodną
prawdą.
