Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2014

Przeczytane ponownie: „Klara i półmrok” Jose Carlos Somoza


Rok 2006. Światem artystycznym rządzi kierunek zwany hiperdramatyzmem, który przejawia się w malowaniu i odpowiednim upozowaniu ludzkiego ciała. Człowiek staje się więc płótnem i każdego dnia przez określony czas wystawia się w galerii bądź domu prywatnego kolekcjonera. Biznes kręci się znakomicie, najwspanialsze żywe obrazy warte są miliony dolarów, a ich twórca Brunon van Tysch zostaje okrzyknięty najgenialniejszym artystą swoich czasów, i porównywany jest do Michała Anioła czy Rembrandta. Dobrą passę hiperdramatyzmu przerywa jednak brutalny mord na „Defloracji”, jednym z obrazów kolekcji „Kwiaty”. Służby bezpieczeństwa wpadają w panikę: wielkimi krokami zbliża się najnowsza wystawa Mistrza, a morderca wygłasza artystyczne manifesty
i prawdopodobnie uderzy ponownie.

„Warto od czasu do czasu stanąć twarzą w twarz z tym, co nam się nie podoba. To, co nam się nie podoba, jest jak uczciwy przyjaciel: mówi prawdę, nawet jeśli nas ona dotyka.”

„Klara i półmrok” to wciągający i mieszający w głowie thriller znakomitego Jose Carlosa Somozy, hiszpańskiego pisarza i psychiatry. Somoza napięcie buduje już od pierwszej strony, od jego powieści tak trudno się oderwać, że jednego wieczoru zapomniałam położyć się spać. Znacie to uczucie, kiedy po prostu musicie wiedzieć, co będzie dalej? W przypadku tej powieści czytelnicze szaleństwo ogarnęło mnie po raz drugi. Po 4 latach wróciłam do „Klary i półmrok” i z radością stwierdziłam, że nadal nie mogę się oderwać, że ta lektura działa jak narkotyk i ogromnie na mnie oddziaływuje – w każdy możliwy sposób. Somoza jest moim mistrzem, o czym Wam już pisałam w recenzjach „Jaskini filozofów”, „Dafne znikającej”, „Klucza do otchłani” i „Przynęty” (choć ta ostatnia jest jego najsłabszą powieścią w ogóle, a nadal pozostaje dobra!).

Co decyduje więc o tym, że czytając Somozę przepadam? Przede wszystkim zagłębinie się w ludzką psychikę, odkrywanie jej najciemniejszych aspektów, przedstawianie bohaterów tak ludzkich i złożonych, jak to tylko w literaturze możliwe. Wyjaśniając postawy swoich postaci, Somoza często odwołuje się do ich dzieciństwa i udowadnia, jak bardzo wpływa ono na to, kim stajemy się później.

sobota, 3 sierpnia 2013

Przeczytane na leżaku: „Nieznośna lekkość maślanych bułeczek”, „Mieć siedem lat" Alexander McCall Smith



Są takie książki, które dobrze czyta się bez względu na pogodę, nastrój czy miejsce. Może padać deszcz lub świecić słońce, możemy mieć doła lub wręcz przeciwnie: czuć się wspaniale, możemy jechać tramwajem, lecieć samolotem lub zakopać się w łóżku pod kocem. Są książki, które smakują równie dobrze bez względu na okoliczności. 

Alexander McCall Smith jest czarodziejem. Z humorem i nutką ironii opisuje relacje międzyludzkie w jednym z najpiękniejszych miast świata – Edyndburgu. 
O tym, że to wyjątkowe miejsce autor przekonał mnie już w pierwszym tomie, a z każdym kolejnym rozbudza tylko moją wyobraźnię i sprawia, że zaczynam snuć plany o wyprawie do tego magicznego miasta. I tak wyobrażam sobie, że odnajduję galerię Matthew, a w niej być może jakąś perełkę nierozpoznaną przez właściciela, na ulicy mijam Bruce’a, przekonanego, że patrzę na niego, bo mi się podoba, zmęczona zwiedzaniem wstępuję na kawę do Dużej Lou, gdzie wdaję się w dyskusję z właścicielką na temat miasta, a na koniec kroki kieruję na Scotland Street, gdzie nieśmiało przekraczam próg kamienicy numer 44 i rozglądam się ciekawie, zastanawiając się, co nowego u Pollocków.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Powroty literackie: „Marina” Carlos Ruiz Zafon



„Zawsze sądziłem, że stare dworce kolejowe były nielicznymi magicznymi miejscami, jakie pozostały jeszcze na świecie. Unosiły się na ich wspomnienia dawnych pożegnań, rozstań, początków dalekich podróży, z których nie było już powrotu."

„Marina” to książka w twórczości Zafona wyjątkowa z dwóch powodów: po pierwsze zamyka cykl powieści młodzieżowych, po drugie sam autor ma do niej szczególny sentyment, o czym pisze w przedmowie. Przeczytawszy po raz drugi tę wspaniałą powieść, nie mogę wyjść z podziwu nad stylem i wyobraźnią autora. Sobie i innym wiernym fanom twórczości Hiszpana życzę jeszcze wielu tak porywających i emocjonujących książek.

Lata 80., Barcelona. Nastoletni Oscar Drai przemierza samotnie ulice miasta. Podczas jednej z takich wypraw spotyka na swojej drodze fascynującą dziewczynkę – Marinę, która podobnie jak on lubi tajemnice. Zaciekawieni zagadkową postacią kobiety w czerni, postanawiają ją śledzić i tym samym natrafiają na ślad wstrząsającej historii, o której Barcelona już dawno zapomniała, a która wcale jeszcze się nie zakończyła.

wtorek, 25 czerwca 2013

100 książek wg BBC: „Rok 1984” George Orwell



Przenieśmy się na chwilę w przeszłość, do Londynu w  roku 1984. Jesteśmy przybyszami z obcego kraju i jakimś cudem udało się nam przedostać przez wszechobecną kontrolę. Zakładamy charakterystyczny granatowy kombinezon i staramy się nie wyróżniać z tłumu. Każdy nasz krok jest śledzony przez Policję Myśli, a z licznych plakatów spogląda na nas Wielki Brat, potężny członek Partii, którego nikt nigdy nie widział. Może jakimś cudem uda nam się przeżyć tę niebezpieczną wyprawę i opowiedzieć potomnym to, co zobaczyliśmy. Może ktoś nam uwierzy. Może. Na razie jesteśmy zdani tylko na siebie i mamy pewność, że nie możemy zaufać nikomu, bo szpiedzy są wszędzie, a w obliczu tortur każdy w końcu „sypie”. 

Jakoś udaje się nam przedostać do Ministerstwa Prawdy, a tam zauważamy Winstona Smitha, przeciętnego pracownika archiwum. Jak się dowiadujemy zadanie Winstona polega na fałszowaniu przeszłości, manipulowaniu faktami tak, by były zgodne z aktualną polityką Partii. Mężczyzna zaciekawia nas na tyle, że zaczynamy go śledzić i tak odkrywamy jego zamiłowanie do reliktów przeszłości i prowadzenie pamiętnika, co, jak wiemy, grozi ewaporacją, czyli całkowitym wymazaniem z rzeczywistości… Poza patrzeniem jak Winston się pogrąża nie możemy zrobić nic, bo wszelka walka pozbawiona jest sensu. Wielki Brat jest wszędzie i nieustannie patrzy…

piątek, 17 maja 2013

„Na południe od granicy, na zachód od słońca” Haruki Murakami - o pierwszej miłości, rozczarowaniu życiem i jazzie



 „Kiedy przewróci się jedna karta, wali się cały domek. I nie ma jak się wydostać z gruzów. Dopóki ktoś nie przyjdzie i cię nie wyciągnie.”

Opowieść o pierwszej miłości, takiej, która nigdy nie miała prawa się spełnić… Historia banalna i stara jak świat – pod piórem Murakamiego jednak odświeżona i znośna.

Główny bohater powieści to mąż, ojciec, a przede wszystkim mężczyzna. Życie Hajime nie potoczyło się po jego myśli, przeżywał wzloty i upadki, i w którymś momencie się pogubił. Teraz jest po trzydziestce i jest właścicielem dobrze prosperującego baru jazzowego. Czy jest szczęśliwy? Tak, choć tylko pozornie. Wewnętrzną pustkę uświadamia sobie, gdy po kilkunastu latach w jego barze zjawia się Shimamoto, dziewczyna, z którą w dzieciństwie łączyła go głęboka przyjaźń. I chyba coś jeszcze, choć żadne z nich nigdy tego na głos nie powiedziało.

Jaki piękny tytuł… „Na południe od granicy, na zachód od słońca”… I ta muzyka, którą słyszałam w głowie podczas lektury… „The Star-Crossed Lovers” Duke’a Ellingtona i „Pretend” Nat King Cole’a to piękne jazzowe utwory, znakomicie oddające charakter emocji, targających głównymi bohaterami. Co znajduje się na południe od granicy? – zastanawiali się w dzieciństwie Hajime i Shimamoto. Nie rozumiejąc angielskich słów wyobrażali sobie, że Nat King Cole w utworze „South of The Border” śpiewa o wyjątkowym miejscu, utkanym z marzeń i snów. Dorastając jednak zrozumieli, że chodzi o Meksyk. I tak jak piosenka straciła dla nich magię, tak rozczarowało ich życie, w którym twarda rzeczywistość zastąpiła marzenia.

niedziela, 10 lutego 2013

Pot niewolników, wierzenia vodou i smak wolności, czyli „Podmorska wyspa” Isabel Allende



Podmorska wyspa to mityczna kraina, zamieszkiwana przez bóstwa. Coś w rodzaju biblijnego raju dla wyznawców vodou. W książce Allende pełni rolę Arkadii, o której marzą uciskani niewolnicy, chętnie wcześniej kończący swój męczący żywot.

Z tego jak trudna była sytuacja w koloniach i jak źle traktowano niewolników na plantacjach, nie do końca zdawali sobie sprawę mieszkańcy Europy. Łatwo było głosić idee równości i braterstwa z daleka, nie wiedząc do końca, jak naprawdę wygląda rzeczywistość. Isabell Allende akcję swojej powieści osadza na Saint-Domingue, jednej z kolonii Francji, gdzie szczególnie napięta była sytuacja polityczna. Bici, zagładzani, zmuszani do pracy ponad siły, Murzyni często uciekali lub popełniali samobójstwa, byleby tylko zakończyć swoje męki i odejść na podmorską wyspę. Kwestią czasu było kiedy wybuchnie powstanie niewolników i zemsta się dokona. Losy swoich bohaterów Allende przeplata z niewygodnymi faktami historii Francji: uciskaniem Murzynów, ich późniejszym buntem, a także narodzinami myśli abolistycznej w Stanach Zjednoczonych. 

poniedziałek, 4 lutego 2013

„Po zmierzchu”, czyli moje pierwsze spotkanie z Harukim Murakamim



„Pamięć to coś naprawdę dziwnego. Szufladki ma wypchane kompletnie nieprzydatnymi, bezsensownymi rzeczami. A człowiek zapomina jedną po drugiej te ważne, naprawdę potrzebne.”

Z twórczością Murakamiego chciałam się zapoznać od dawna, niestety nie wiedziałam za bardzo od czego zacząć. W końcu po przeczytaniu wielu opinii doszłam do wniosku, że na początek warto przeczytać „Po zmierzchu” – powieść na tyle krótką, że gdyby się okazało, że mi z Murakamim nie po drodze, nie męczyłabym się zbyt długo. No i przytargałam z biblioteki egzemplarz książki, rozsiadłam się wygodnie z kubkiem kakao i…przepadłam. Przez godzinę byłam obserwatorem nocnego życia w Tokio i nic ze świata zewnętrznego kompletnie do mnie nie docierało. A na koniec pomyślałam: „Ja chcę jeszcze!” i zaczęłam sprawdzać dostępność kolejnych powieści Japończyka w miejscowej bibliotece.

Akcja „Po zmierzchu” toczy się w trakcie jednej nocy w Tokio. Piszę „akcja”, choć tej właściwie nie ma. Jest kilka scenek z życia: dziewczyna samotnie siedzi w restauracji i czyta książkę, przysiada się do niej dawny znajomy, zaczynają rozmawiać; w jednym z love hoteli zostaje pobita chińska prostytutka; pewna kobieta śpi i nigdy się nie budzi. 

czwartek, 20 grudnia 2012

„Świat według Bertiego” Alexander McCall Smith, czyli książka pełna ciepła



Nie wiem, co takiego jest w książkach McCalla Smitha, że tak trudno jest mi się z nimi rozstać. Każdy kolejny tom serii 44 Scotland Street otwieram z ogromną radością i ekscytacją, a zamykam ze smutkiem, ale też tym miłym uczuciem ciepła, jakie daje kojąca lektura. Te książki są dla mnie niczym gorąca czekolada w mroźny dzień: sprawiają, że zapominam o własnych troskach i doceniam w życiu drobne przyjemności. 

„Świat według Bertiego” to kolejnych 100 rozdziałów, opowiadających o życiu mieszkańców Edynburga. Autor głównym bohaterem uczynił Bertiego, rezolutnego 6-latka, który na głowie ma zbyt ambitną matkę i małego braciszka imieniem (o zgrozo!) Ulysses. We wstępie McCall Smith pisze, że czytelnicy często pytają go o Bertiego i wyrażają ubolewanie nad jego nieszczęsnym żywotem pod kuratelą Irene. 

piątek, 30 listopada 2012

„Dom w Riverton” Kate Morton - stary dom, wielka tajemnica i zmierzch epoki



„Płaczę nad zmieniającą się rzeczywistością (...), jakaś maleńka część mnie ma nadzieję, na inne zakończenie, liczę na to, że wojna nigdy nie wybuchnie. Że tym razem, nie wiedzieć czemu, pozwoli nam żyć dalej.”

Zmierzch epoki edwardiańskiej to jeden z najciekawszych momentów w historii Anglii. Czasy nieuchronnie się zmieniały, w powietrzu wisiała wojna, a o prawa wyborcze dla kobiet walczyły sufrażystki. Okres ten wspaniale prezentuje jeden z moich ulubionych seriali – „Downton Abbey”, przedstawiający losy arystokratycznej rodziny Crawleyów i ich służby. Odwiecznemu układowi pan-sługa zagroziła rzeczywistość po wojnie, z frontu powrócili wyniszczeni emocjonalnie mężczyźni, którzy nie byli w stanie funkcjonować w starym ładzie. Jedynie ludzie starej daty jak pan Carson czy Stevens, bohater „Okruchów dnia”, nie wyobrażali sobie, by cokolwiek mogło się zmienić. Równie trudno było arystokratom, nienawykłym do buntów i sprzeciwu. Ale czy w rzeczywistości powojennej było jeszcze miejsce dla uprzywilejowanych? Jak mówi w jednym z odcinków Lord Grantham: „Nieustępliwa arystokracja nie mogłaby przetrwać". I tak ci, którzy dotąd wyznaczali zasady gry, musieli się dostosować, nawet jeśli oznaczało to zerwanie z tradycją.

„Dom w Riverton” Kate Morton opowiada właśnie o przemianach społeczno-obyczajowych, jakie miały miejsce po zakończeniu I wojny światowej. Przyjęcia i życie w posiadłości Riverton oglądamy oczami służącej Grace, która jest baczną obserwatorką i świadkiem dramatycznych wydarzeń. Na drugim planie czasowym Grace ma już ponad 90 lat i wciąż nie może uporać się z demonami przeszłości. Jej stare rany rozdrapuje scenarzystka filmowa, która kręci film o tragedii, jaka wydarzyła się w podczas jednego z przyjęć w Riverton. Czy wyjdzie na jaw, skrywany przez pół wieku sekret? I jaką rolę odegrała w tym wszystkim Grace?

wtorek, 23 października 2012

100 książek wg BBC: „Nowy wspaniały świat” Aldous Huxley



Czy świat, w którym wszyscy są szczęśliwi i nie mają żadnych problemów, ma rację bytu? Jak można żyć w społeczeństwie, w którym wszyscy są tacy sami i nie posiadają zdolności myślenia, najważniejszej cechy, odróżniającej człowieka od zwierzęcia? I kto chciałby żyć w świecie, nastawionym na konsumpcję i seks, a ogołoconym z miłości, przyjaźni i kultury przez duże K.?

Aldous Huxley napisał przerażającą antyutopię, która zaskakuje celnością spostrzeżeń. Pomimo tego, że książka została wydana w 1931 roku, wiele jej idei jest aktualnych po dzień dzisiejszy. Czyż nie żyjemy w świecie nastawionym na nieustanny rozwój technologiczny, a seks bez zobowiązań nie staje się coraz powszechniejszy? U Huxleya nie widok nagości budzi wstyd, ale miłość. Ludzie powstają w fabrykach w wyniku sztucznego zapładniania i klonowania. Żyją w ściśle zhierarchizowanym społeczeństwie, w którym każdy ma z góry określone miejsce. Nagradzana jest zwyczajność, a nietypowość surowo karana. Każdy, kto nie myśli szablonowo, kto ma własne zdanie, jest niebezpieczny i stanowi ogromne zagrożenie dla rozwoju ludzkości.


„Niech pan rozważy rzecz na zimno, panie Foster, a zobaczy pan, że nie ma potworniejszego przestępstwa nad nietypowe zachowanie. Morderstwo oznacza śmierć tylko jednostki, a czymże w końcu jest jednostka? [...] Nietypowość zagraża czemuś więcej niż tylko życiu jednostki; ono godzi w Społeczeństwo samo.”

wtorek, 25 września 2012

„Jaskinia filozofów” Jose Carlos Somoza, czyli znowu zachwalam



„Kiedy piszesz, stwarzasz wizje, które, w świetle spojrzenia na nie innym okiem jawią się w wyobraźni czytelnika w odmiennej postaci, niewyobrażalnej dla twórcy."


Kolejna recenzja powieści Somozy i znowu będę chwalić. Tym razem nawet bardziej niż ostatnio. Ale od początku: przeglądałam ostatnio półkę z książkami i „Jaskinia filozofów” przyciągnęła mnie tajemną siłą :P A tak na poważnie: miałam w pamięci wrażenie, jakie książka wywarła na mnie 3 lata temu i postanowiłam ją sobie odświeżyć.

Starożytna Grecja, epoka platońska. Atenami wstrząsa seria tajemniczych morderstw, których ofiarami są członkowie Akademii Platona. Śledztwo podejmuje Herakles Pontor, Tropiciel Tajemnic. To składa się na właściwą treść książki. Akcja toczy się także w czasach współczesnych. Bezimienny tłumacz dostaje do przekładu „Jaskinię filozofów” pióra anonimowego autora. W przypisach czyni notatki, w których opisuje czytelnikowi pracę nad książką, z którą od początku czuje się silnie związany. W pewnym momencie dochodzi do wniosku, że tekst zawiera silne eidesis, a więc klucz do właściwego odczytania powieści. Obsesyjnie poszukując kolejnych obrazów, odkrywa, że starożytny tekst ma związek z nim samym… 

czwartek, 16 sierpnia 2012

„Klucz do Otchłani” Jose Carlos Somoza - o tajemniczych początkach ludzkości


„Wiemy, że Biblia ma zawierać Słowo Boże, gdy tymczasem „Księga tysiąca i jednej nocy” to zbiór zmyślonych historyjek. To jest obwoluta: to, co wiemy lub chcemy wiedzieć na temat tych dzieł. A teraz wyobraźmy sobie, że Biblia i „Księga tysiąca i jednej nocy” wiele pokoleń temu zamieniły się okładkami: dzisiaj o poczynaniach Jahwe czytano by ku ogromnej uciesze dzieciom na dobranoc (…), heretycy zaś szliby na tortury za przeczenie świętości Szeherezady.”

Jak pisze Somoza, powyższy cytat z jego książki „Dafne znikająca” stał się dlań inspiracją do napisania „Klucza do Otchłani”, powieści, która z mitologii Cthulhu Lovecrafta czyni Biblię. Pisarz stworzył bardzo interesujący świat, zdominowany przez religię. Przez całą książkę powraca do czytelnika pytanie: a gdyby Biblia i „Mity o Cthulhu” zamieniły się okładkami, czy prowadzilibyśmy wojny w imię Rozdziału Drugiego czy Jedenastego?

Właściwa akcja „Klucza do Otchłani” rozpoczyna się w chwili, gdy fanatyk Klaus Siegel postanawia popełnić spektakularne samobójstwo w pociągu. Na swojego „spowiednika” wybiera Daniela Keana, młodego konduktora, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwej porze. Klaus wyjawia Danielowi tajemnicę, która na zawsze odmieni losy ludzkości. Nie wiedząc, dlaczego został wybrańcem („nie wiadomo, dlaczego wybrańcy zostali wybrani”), konduktor znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie. Jedynym sposobem, by ocalić rodzinę, okaże się podążenie tropem, pozostawionym przez szaleńca, i tak Daniel „przemierzy najdalsze zakątki ziemi, gdzie królują ciemności, pradawne legendy i zapomniani bogowie”(z obwoluty).

niedziela, 5 sierpnia 2012

„Więzień nieba” Carlos Ruiz Zafon - powrót na Cmentarz Zapomnianych Książek


„W przyszłości wszystkie powieści będą czarne, albowiem jeśli w drugiej połowie tego patologicznego stulecia w ogóle cośkolwiek przetrwa, to będzie to zapach podstępu i zbrodni traktowanych i tak jako niewinne zabawy.”

Są takie książki, które wbijają się w pamięć i zapadają w serce. Dla mnie jedną z takich powieści jest „Cień wiatru” Zafona – historia, która ubarwiła moje sny i dostarczyła więcej emocji niż jakakolwiek inna. „Więźnia nieba” pragnęłam przeczytać, odkąd pojawiły się pierwsze doniesienia, że Zafon pracuje nad kolejną częścią cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek. Po skończonej lekturze mogę powiedzieć tylko jedno: żałuję, że się skończyła i czekam na ciąg dalszy, bo, że ten nastąpi, nie wątpię. 
 
„Więzień nieba” przenosi nas ponownie na ulice Barcelony, do księgarni Sempere i Synowie. Akcja skupia się głównie na przeszłości Fermina Romero de Torres, powracając do czasów, gdy właśnie skończyła się wojna domowa, a do władzy, w wyniku krwawego przewrotu, doszedł generał Francisco Franco. Jak się okaże: przeszłość lubi do nas powracać i tak Fermin, jak i Daniel, będą zmuszeni zmierzyć się z niewygodną prawdą.

środa, 18 lipca 2012

„Miłość buja nad Szocją” Alexander McCall Smith, czyli znowu w Edynburgu


Sięgając po kolejną część serii „44 Scotland Street”, czułam się jakbym wracała do domu po długiej podróży. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu i spotkałam starych znajomych. Podczas czytania uśmiech nie schodził z mojej twarzy, a strony jakby same się przewracały. Ach, jak dobrze być znowu na Scotland Street!

W „Miłość buja nad Szkocją” spotkamy dobrze nam znanych bohaterów, jak i nowe twarze. Duże zmiany zajdą w życiu mieszkańców Edynburga: Pat w końcu rozpocznie studia, Domenika wyjedzie prowadzić badania antropologiczne, a Duża Lou uwikła się w romans z nieodpowiednim mężczyzną. Właściwie nic nie zmieni się tylko w życiu Bertiego: matka wciąż nie da mu być małym chłopcem. 

sobota, 19 maja 2012

„Zorro. Narodziny legendy” Isabel Allende - poznaj tajemnice zamaskowanego bohatera!


„Pojawia się w najmniej spodziewanym momencie - zamaskowany, w czarnej pelerynie - i równie szybko znika, zostawiając jedynie swoistą wizytówkę: nakreślony trzema precyzyjnymi cięciami szpady znak [...]. Prawie nikt nie wie, że pod czarną maską kryje się młody hiszpański szlachcic Diego de la Vega, w którym otoczenie widzi jedynie zniewieściałego bawidamka, urokliwego, bo urokliwego, ale jednak łamagę”.

            Jako mała dziewczynka z zapartym tchem śledziłam przygody Zorro, które oglądać można było na TVP 1. W późniejszym czasie wciągnęło mnie również anime zatytułowane „Kaiketsu Zorro”. Z tymi wspomnieniami zasiadłam do lektury książki mojej ulubionej pisarki – Isabel Allende. „Zorro. Narodziny legendy” tak mnie wciągnęły, że zapomniałam nawet o obiedzie i na czas lektury porzuciłam oglądanie seriali. A co mi się tak podobało, dowiecie się za chwilę.

Isabel Allende przedstawiła w swojej książce historię chłopca, który stał się mężczyzną. Opowieść rozpoczyna się w chwili, gdy rodzice Diega de la Vegi spotkali się i zakochali. Z początkowych stronic można sporo się dowiedzieć o obyczajowości, panującej w Kalifornii pod koniec XVIII wieku oraz o zwyczajach Indian. Kolejne rozdziały to zapis historii dzieciństwa małego Diega i jego mlecznego brata Bernarda. Dzieciństwo, niestety, ma to do siebie, że szybko się kończy i tak jak każdy z nas dorósł, zbierając lepsze i gorsze doświadczenia, tak i przyszły Zorro musi odnaleźć siebie i zdecydować, jakim chce być człowiekiem. Przemiana Diega z „bawidamka” w bohatera dokona się w Barcelonie, gdzie także po raz pierwszy pojawi się tajemniczy, zamaskowany bohater, niosący pomoc biednym i uciśnionym.

niedziela, 29 kwietnia 2012

„Opowieści przy kawie” Alexander McCall Smith, czyli drugie spotkanie z mieszkańcami 44 Scotland Street


            Jakiś czas temu pisałam o pierwszym tomie serii „44 Scotland Street”. Mówiłam, że przeczytam kolejne części i tak też zrobiłam. Tytuł książki potraktowałam bardzo dosłownie, dlatego czytając piłam kawę i zajadałam się ciasteczkami.

W „Opowieściach przy kawie” autor dużo miejsca poświęca Bertiemu, co mnie bardzo ucieszyło, jako, że jest to moja ulubiona postać. Rezolutny sześciolatek idzie do szkoły i marzy, by wreszcie znaleźć przyjaciela, co jednak skutecznie uniemożliwia mu matka, wysyłając synka na psychoterapię i zmuszając do gry na saksofonie, nauki włoskiego i jogi. Biedny Bertie nie dość, że musi zmierzyć się ze szkołą, to jeszcze martwi się o matkę, która całkowicie pochłonięta jest teoriami wychowawczymi Melanie Klein. Niemałe zmiany również u pozostałych mieszkańców Edynburga, których nie będę jednak zdradzać, by nie popsuć Wam przyjemności płynącej z czytania. Dodam tylko, że Bruce nadal jest okropnie arogancki i że w końcu dostanie za swoje. Ku uciesze mojej, jak i wszystkich, którzy znają Bruce’a.

poniedziałek, 26 marca 2012

100 książek wg BBC: „Małe kobietki” Louisa May Alcott, czyli prosta powieść o dorastaniu

Gdy tylko zobaczyłam w bibliotece „Małe kobietki”, wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Opowieść adresowana jest do dorastających dziewcząt, co nie znaczy, że i starsi czytelnicy nie ubawią się czytając, czy po prostu nie przypomną sobie dzieciństwa i cudownego filmu z Winoną Ryder i Kirtsen Dunst. Tak było w moim przypadku.

Czytelnik zastaje siostry March podczas przygotowań do Bożego Narodzenia. Są czasy wojny secesyjnej, co oznacza, że wszyscy zdrowi mężczyźni musieli opuścić rodziny i wyruszyć na front. Już w pierwszych wypowiedziach dziewczynek ujawniają się ich charaktery i tak: Jo jest porywcza i marzy, by zostać pisarką; Beth cicha i nieśmiała, dba o innych bardziej niż o siebie; Meg chce być bogata i mieć dużo ładnych rzeczy; Amy, najmłodsza z sióstr, jest niebywale rozpieszczona, wykazuje talent malarski. Początkowe spostrzeżenia okazują się być jak najbardziej trafne, podczas lektury utwierdzamy się w przekonaniu o tym, jakimi osobami są panny March. Najlepiej widać to w ich marzeniach:

„Miałabym stajnię pełną arabskich rumaków, pokoje pełne książek i pisałabym, maczając pióro w magicznym kałamarzu (...)”.

„A moje jest takie, żeby pozostać w domu, z ojcem i z mamą i pomagać im w ich obowiązkach - powiedziała Beth z zadowoleniem.
- I nie pragniesz niczego więcej? – zapytał Laurie.
- Chciałabym tylko, żebyśmy wszyscy byli zdrowi i pozostali razem – i nic więcej”.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

„Dzisiaj nikt nie jest tym, na kogo wygląda” – „Przynęta” Jose Carlos Somoza

             Z twórczością Somozy zetknęłam się ponad 2 lata temu. Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką była „Trzynasta dama”, która zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że kolejnego dnia zamówiłam „Klarę i Półmrok” i „Jaskinię filozofów”. I tu się nie zawiodłam. Kolejne były „Dafne znikająca”, „Namalowane okno” i „Zygzak”. Fani na pewno wiedzą, że Somoza był psychiatrą, który porzucił zawód, po tym jak sukces odniosła jego pierwsza książka – „Planos”, niewydana niestety po polsku. Szczególnie podziwiam erudycję i elokwencję tego pisarza. Pisze on bowiem nie tylko wciągające i nieprzewidywalne powieści z pogranicza kryminału i fantastyki, ale też dba o to, by były one wyjątkowe. Zakres tematów, jakie Somoza porusza w opowiadanych historiach jest bowiem imponujący: poezja, moc twórcza autora („Dafne znikająca”, „Trzynasta dama”), filozofia i historia („Jaskinia filozofów”), użytkowość sztuki („Klara i półmrok”), kino („Namalowane okno”) i wreszcie fizyka („Zygzak”).  Na pewno musi długo zbierać materiały przed rozpoczęciem pisania, no i ma niesamowitą wyobraźnię.

W „Przynęcie” Hiszpan zajmuje się dziełami Williama Szekspira, teatrem i przybieraniem masek, nie tylko na scenie, ale i poza nią. Książka opowiada o próbach złapania seryjnego mordercy, zwanego Widzem. Widz porywa i następnie morduje młode dziewczyny: turystki, studentki, prostytutki. Madryckiej policji w schwytaniu psychopaty pomagają specjalnie wyszkolone przynęty, które poprzez przybranie odpowiedniej maski, odkrytej w sztukach Szekspira przez Victora Gensę, grają przed mordercą tak jak aktor na scenie, a wszystko po to, by dostarczyć mu przyjemności i w ten sposób zdobyć nad nim władzę i zniewolić go. Główną bohaterką książki i zarazem najlepszą przynętą jest Diana Blanco, która zrobi wszystko, by powstrzymać Widza i ocalić siostrę.

niedziela, 11 grudnia 2011

„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith, czyli współczesna powieść w odcinkach

44 Scotland Street to adres kamienicy w luksusowej dzielnicy Edynburga. Książka opowiada o codziennym życiu jej mieszkańców, którzy są barwnymi i nietuzinkowymi postaciami. Pod tym adresem znajdziemy więc takie osoby jak: superprzystojnego egoistę Bruce’a, w którym kocha się jego współlokatorka Path, antropolożkę Domenice Macdonald i małżeństwo z pięcioletnim synkiem Bertim, który jest tak rozwinięty intelektualnie, że już ma własnego psychoterapeutę.  Życie Bertiemu utrudnia zakochana w nim mamusia, która wymyśla mu wciąż nowe zajęcia. Nie wystarczy jej, że chłopiec gra na większym od niego saksofonie i dobrze mówi po włosku.

„44 Scotland Street” ukazała się pierwotnie jako powieść w odcinkach na łamach jednej z szkockich gazet. Zazwyczaj nie czytam lekkich powieści obyczajowych, nie mniej jednak, gdy gdzieś przeczytałam, że książka Smitha nawiązuje to tradycji powieści w odcinkach, której przecież już prawie nie ma, postanowiłam sama się przekonać, jak to współcześnie wygląda. W XIX wieku był to powszechny zwyczaj, a autorami, którzy chętnie drukowali w ten sposób byli  m.in. Dickens i Flaubert. Smith pisze w przedmowie: „Największym wyzwaniem dla powieści pisanej w odcinkach jest zachowanie ciągłości narracji i uniknięcie efektu staccato. Oprócz tego autor musi pamiętać, że czytelnik gazety w każdej chwili może być zaintrygowany czymś innym na tej samej stronie, bądź parę stron dalej, więc naczelnym obowiązkiem autora jest dostarczenie odbiorcy wciągającej rozrywki”. „44 Scotland Street” przedstawia lekko, ironicznie i zabawnie kawałek życia w Edynburgu. Czytelnik szybko wciąga się w świat bohaterów i kibicuje Path i Matthew w odzyskaniu skradzionego dzieła sztuki. Szkoda tylko, że autor nie pokusił się o przedstawienie głębszego portretu psychologicznego postaci.

Najbardziej spodobał mi się wątek Irene i Bertiego, a więc ambitnej matki i jej spragnionego dzieciństwa dziecka. Irene chce jak najlepiej dla swojego jedynaka i nie widzi narastającego buntu Bertiego.  Jako kobieta obyta w świecie, Irene każe zwracać się synowi do niej i ojca po imieniu. Jak bardzo się oburza, gdy mały mówi do niej mamo. No tak, ale wszystkiemu winne jest przedszkole i te niedouczone przedszkolanki, bo co one tam wiedzą.

Książka idealna na chłodny wieczór, przyjemnie czyta się ją popijając kakao i zajadając ciasteczkami. Życie mieszkańców Edynburga pochłania już od pierwszych stron, dlatego cieszę się, że są kolejne dwie części, po które na pewno sięgnę, jak tylko przeczytam ten stos książek, leżący przede mną. A do Edynburga na pewno kiedyś pojadę.

Smith dużo miejsca poświęca sztuce, jako, że znaczna część akcji dzieje się w galerii sztuki. Zainteresowana opisywanymi przezeń malarzami, trochę poszperałam w starym dobrym google i odkryłam obrazy Jacka Vettriano, które wydają mi się fascynujące, chociaż przez niektórych są uznawane za wulgarne. Płótna trochę przypominają kadry ze starych filmów. Obrazy Szkota kolekcjonuje m.in. Jack Nicholson.

Ocena: 8/10.

piątek, 25 listopada 2011

„Autor to jedyna rzeczywistość w tekście” – „Dafne znikająca” Jose Carlos Somoza

W jednej chwili zrozumiałem mit o Apollu i Dafne:
Szczęśliwy, kto w jednym uścisku obejmuje
laury i obiekt swej miłości.
  Andre Gide
 
Głównym bohaterem książki jest pisarz – Juan Cabo, który budzi się po wypadku samochodowym w szpitalu. W wyniku wypadku stracił on pamięć. Jedynym śladem dawnego życia pisarza jest zdanie zapisane w notatniku: „zakochałem się w nieznajomej”. Juan wraca do Niewidzialnego Gaju, restauracji dla pisarzy, gdzie spędził wieczór przed tym wydarzeniem. Od tej chwili rozpoczyna się jego podróż w przeszłość, a prawdziwe zdarzenia mieszają się z fikcyjnymi tak bardzo, że nie wiemy do końca, co jest rzeczywistością i kto jest prawdziwym bohaterem powieści.

„Dafne znikająca” to studium o sensie literatury, o tym jak daleko może posunąć się autor, by zdobyć inspirację dla swej powieści. Somoza (a może Juan Cabo;) szuka odpowiedzi na pytanie, gdzie rozmywa się granica między rzeczywistością a fikcją. Bohater powieści, zdruzgotany tym, że jedyne w co wierzył, a więc piękna nieznajoma, okazało się być fikcją literacką, postanawia się zemścić: opowie historię, której bohaterami będą ci, którzy go oszukali. Wtedy oni staną się niczym więcej niż fikcją, a kobieta rzeczywistością. Jest to powieść w powieści. Rzeczywistość skupia się wokół autora, którego otaczają zawodowi modele dla pisarzy. Modele mają odgrywać określone scenki, być inspiracją dla twórców. Juan Cabo nie wie, że cały otaczający go świat to jedna wielka inscenizacja. Wierzy w to, co mu powiedziano, nie dostrzegając, że wszystkie znane mu osoby jedynie odgrywają powierzone im rolę. Juan zresztą sam ma wiele wątpliwości. Zapisane zdanie <zakochałem się w nieznajomej> może przecież sugerować, że tak naprawdę się nie zakochał, a jedynie zobaczył piękną kobietę, która stała się dla niego inspiracją, jego muzą, taką jak Laura była dla Petrarki.

Książka to jedna wielka zagadka. Czytelnik poddaje się grze, przygotowanej dla niego przez autora, który wciąż zdaje się ciągać go za nos i mówić: literatura to labirynt, najlepsze alibi dla kłamstwa.

Ciekawe są również rozważania Neirsa na temat znaczenia, jakie ma dla książki obwoluta:
„Nazywamy obwolutą informacje o utworze, które znajdują się poza nim samym: dolny przypis, skrzydełko okładki, zeznanie wiarygodnego świadka, etc. Bez tego żadne dzieło pisane, od prostej listy zakupów po encyklopedię, nie ma wartości samo w sobie (...). To na obwolucie znajdujemy notkę biograficzną o pisarzu i z niej dowiadujemy się, jakiego rodzaju dzieła stworzył. Czasem nawet można trafić na zwięzłe streszczenie wątku (...). Jeśli na okładce jest napisane powieść, oczekujemy, że dostarczy nam ona wrażeń (...). Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że prawdziwa lektura książki odbywa się poprzez okładkę, a właściwie obwolutę. Bez niej treść byłaby niezrozumiała."

Tekst bez okładki jest więc niczym więcej niż fikcją, to obwoluta mówi nam wszystko o dziele. Autor zadaje przewrotne pytanie: a gdybyśmy zamienili okładkami „Biblię” i „Księgę tysiąca i jednej nocy”, czy wyznawcy oddawali by dziś życie za Alladyna? Czytanie przebiega więc zawsze torem wyznaczonym nam przez obwolutę.
Wydarzenia i dialogi w „Dafne znikającej” są absurdalne. Książka jest intrygująca i nad wyraz oryginalna. Będzie nie tylko dobrą rozrywką na zimowy wieczór, ale także skłoni do refleksji. Gorąco polecam.

Ocena: 10/10.