Śniadanie, obiad, kolacja - trzy posiłki, które
spożywam oglądając seriale. Przy czym o każdej porze dnia mam ochotę na coś
innego. Tak jakoś jest, że rano lepiej ogląda mi się lekkie obyczajówki,
popołudniu ambitniejsze produkcje, a wieczorem kryminały. Jak głosi tytuł posta,
dziś będzie krótko o serialowym śniadaniu.
„Braci i sióstr” chyba nie trzeba
nikomu przedstawiać. Serial pojawił się na antenie ABC w 2006 roku, szybko
zdobywając popularność i wiernych fanów. I nie ma się, co dziwić. Historia
rodziny Walkerów wciąga od pierwszych minut, widz włącza odcinek za odcinkiem i
nie może się nadziwić, że tak dobrze się to ogląda. Na sukces „Braci i sióstr”
składa się nie tylko rewelacyjna fabuła i świetne dialogi, ale też dobrze
dobrana obsada, w której zobaczyć można m.in. zdobywczynię dwóch Oscarów Sally
Field oraz laureatki Złotych Globów Calistę Flockhart, bardziej znaną jaką Ally
McBeal, i Rachel Griffiths. Bohaterowie serialu są tak sympatyczni i
autentyczni, że nie sposób ich nie polubić. Płeć piękna ma także na kim
zawiesić oko: Dave Annable, wcielający się w postać Justina to niezłe ciacho,
choć nie jest tak przystojny, jak Gilles Marini, odtwórca roli Luca Laurenta.
Gdy
nastąpił ostatni odcinek „Braci i sióstr”, zaczęłam rozglądać się za nową
obyczajówką. Szukałam długo, aż w końcu trafiłam na:
