Przed
seansem oczekiwania miałam duże, w końcu to nowy film Koterskiego, twórcy „Dnia
świra”! Tym bardziej byłam rozczarowana, widząc, że jeden z najlepszych
polskich reżyserów jest w nie najlepszej formie.
„Baby
są jakieś inne” to film przegadany, pozbawiony zasadniczo dynamizmu. Całość
opiera się na rozmowie dwóch mężczyzn, jadących samochodem w bliżej
nieokreślonym celu. Pucio i Miauczyński przez niemalże półtorej godziny
rozmawiają na jeden jedyny temat: kobiety.
„Noc. Jedzie dwóch facetów samochodem i gada o babach. O babach – jak je dziś widzą – w domu, rodzinie, łóżku, kiblu, w pracy, sporcie, sądzie, polityce, na ulicy. We wszystkich sferach życia; w sprawach dużych i małostkach... Tylko dwóch facetów jedzie nocą i gada na baby, że – choć przyszło nam być z nimi – nie da się z nimi żyć, że jest z nimi jak w ringu, że baby nas nienawidzą, my ich nienawidzimy; są silniejsze, są mądrzejsze i się mądrzą, a poza tym – co najgorsze – grają bez zasad. Że przez nie same kłopoty” – Marek Koterski.