Kiedyś
kino miało coś, czego dziś próżno w nim szukać: magię. Piękno muzyki i gry
aktorskiej zostało zastąpione przez efekty specjalne i komercjalizację. Obecnie
największy sukces osiągają filmy, w których brak artyzmu i które zwyczajnie są
zwyczajne. Ileż razy denerwowały mnie w trakcie seansu rozmowy, dzwoniące
telefony czy szeleszczenie chipsami. Współczesny widz, któremu zawsze się
śpieszy, stawia na łatwą, pozbawioną
głębi rozrywkę. Pamiętam wyprawę do kina na „Niebezpieczną
metodę”, poza mną na sali były 3 osoby…
„Cinema
Paradiso” to nostalgiczny powrót do złotych czasów kina, czasów, kiedy każdy
seans był ogromnym wydarzeniem. Wraz z Salvatorem powracamy wspomnieniami do
małego miasteczka na Sycylii, gdzie najważniejszą osobą jest ksiądz, wszyscy
się znają i spotykają raz w tygodniu w maleńkim, starym kinie. Wśród nich jest
mały Toto, chłopiec, obdarzony żywą wyobraźnią, na którego przyszłość duży
wpływ będzie miała właśnie X Muza i nierozerwalnie z nią związany Alfredo.