Czwarta część sagi o
Dollangangerach w niczym nie przypomina tak lubianych i zachwalanych przez
czytelników „Kwiatów na poddaszu”. Historia kazirodczej miłości Cathy i Chrisa
już dawno straciła cały urok. Kolejne części czytało się jednak z mniejszą lub
większą przyjemnością, bo fabuła była sprawnie poprowadzona i wciąż potrafiła
zaciekawić. Inaczej rzecz się w przypadku powieści „Kto wiatr sieje”, która
wydaje mi się być napisana na siłę, po to jedynie, by nie zostawić sagi
niedokończonej.
Akcja książki
rozpoczyna się kilkanaście lat po wydarzeniach, opisanych w poprzednim tomie.
Cathy i Chris są już po pięćdziesiątce, a ich dzieci dorosły i próbują
poukładać sobie życie. Jory jest tancerzem, żonatym z śliczną Melody, Bart po
skończeniu z wyróżnieniem Harvardu poświęca się przywróceniu świetności
Foxworth Hall, a Cindy jest trzpiotowatą szesnastolatką, poznająca smak
pierwszej miłości i seksu. Szczęście rodziny jest jednak tylko pozorne. Bart
nadal ma problemy psychiczne i popada w coraz większy fanatyzm religijny, który
wzmaga jeszcze pojawienie się wuja Joela, cudownie ocalałego brata Corrine.



