Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 kwietnia 2014

Kulturalne migawki #4



Książka:

„Czerwony rower” Antonina Kozłowska: historia czterech nastolatek, które los połączył i na zawsze naznaczył. Beata - szkolna gwiazda, Karolina - córka ubeka, Gośka – poczciwa córka badylarza i ta czwarta – Aneta – wyjątkowo nieurodziwa, szara myszka – wszystkie dziewczyny spotykamy w jakże trudnym okresie, jakim jest dorastanie, tym trudniejszym, jeśli ma miejsce w czasach PRLu. Spotkanie po latach przywraca niechciane wspomnienia, a straszny sekret, łączący przyjaciółki nie daje o sobie zapomnieć. 

Już od pierwszych stron można wyczuć gęstą, duszną atmosferę, która wręcz osacza. Po przeczytaniu kilku zdań już wiedziałam, że zdarzy się coś strasznego, coś, co naznaczy te dziewczyny na całe życie i przez, co nigdy nie pozbędą się poczucia winy. Mocną stroną powieści są doskonałe portrety psychologiczne bohaterek, a także to, że autorka nie ocenia ich zachowania. Relacjonuje to, co się wydarzyło, nie zapominając jednak o bagażu doświadczeń każdej z dziewcząt, środowisku, z jakiego pochodzą i warunków, w jakich się wychowywały. Dzięki temu mamy pełnokrwiste postaci, od których świata i problemów nie sposób się oderwać. „Czerwony rower” czytałam z zapartym tchem. Bałam się przewracać kolejną stronę, a jednocześnie byłam ogromnie ciekawa przed jakimi wyborami Kozłowska postawi jeszcze swoje bohaterki. Smaczku dodaje fakt, że akcja książki dzieje się w czasach komunistycznych, dzięki czemu można na chwilę przenieść się w świat cukru na kartki, dżinsów z bazaru i niepowtarzalnej atmosfery. Ocena: 8,5/10.

czwartek, 19 lipca 2012

„Moje rzymskie wakacje” Kristin Harmel - literacki powrót do Rzymu


            Pozostając wciąż zauroczona i zakochana w stolicy Włoch, chciałam raz jeszcze przeżyć „rzymskie wakacje”. Dlatego też po powrocie zdecydowałam się przeczytać książkę, której akcja dzieje się w Rzymie. Mój wybór padł na powieść Kristin Harmel, zatytułowaną „Moje rzymskie wakacje”.

Tytuł utworu (przynajmniej w polskim tłumaczeniu) nawiązuje do słynnego filmu z Audrey Hepburn i Gregorym Peckiem, opowiadającym o księżniczce Annie, która znudzona dworskim życiem, uciekła od obowiązków, by spędzić magiczny dzień w Rzymie. Zdarzenia z filmu powracają w książce Harmel, której bohaterka, 34-letnia Cat, przyjeżdża do stolicy Włoch, by odmienić swoje życie. Niespodziewanie na jej drodze staje przystojny nieznajomy, który zabiera ją w podróż po Wiecznym Mieście śladami księżniczki Anny.

Dodam jeszcze, że ta recenzja nie będzie w pełni obiektywna i nie ma prawa taka być – zafascynowana Rzymem chciałam za wszelką cenę znaleźć się w nim jeszcze raz, przymknęłam więc oko na ewidentne niedociągnięcia powieści Harmel, by niczym zakochana nastolatka przeżyć przygodę na miarę księżniczki Anny. Teraz, gdy już wyjaśniłam Wam, Drodzy Czytelnicy, te istotne kwestie, pozostaję mi napisać za co polubiłam „Moje rzymskie wakacje”.