Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 kwietnia 2014

Kulturalne migawki #4



Książka:

„Czerwony rower” Antonina Kozłowska: historia czterech nastolatek, które los połączył i na zawsze naznaczył. Beata - szkolna gwiazda, Karolina - córka ubeka, Gośka – poczciwa córka badylarza i ta czwarta – Aneta – wyjątkowo nieurodziwa, szara myszka – wszystkie dziewczyny spotykamy w jakże trudnym okresie, jakim jest dorastanie, tym trudniejszym, jeśli ma miejsce w czasach PRLu. Spotkanie po latach przywraca niechciane wspomnienia, a straszny sekret, łączący przyjaciółki nie daje o sobie zapomnieć. 

Już od pierwszych stron można wyczuć gęstą, duszną atmosferę, która wręcz osacza. Po przeczytaniu kilku zdań już wiedziałam, że zdarzy się coś strasznego, coś, co naznaczy te dziewczyny na całe życie i przez, co nigdy nie pozbędą się poczucia winy. Mocną stroną powieści są doskonałe portrety psychologiczne bohaterek, a także to, że autorka nie ocenia ich zachowania. Relacjonuje to, co się wydarzyło, nie zapominając jednak o bagażu doświadczeń każdej z dziewcząt, środowisku, z jakiego pochodzą i warunków, w jakich się wychowywały. Dzięki temu mamy pełnokrwiste postaci, od których świata i problemów nie sposób się oderwać. „Czerwony rower” czytałam z zapartym tchem. Bałam się przewracać kolejną stronę, a jednocześnie byłam ogromnie ciekawa przed jakimi wyborami Kozłowska postawi jeszcze swoje bohaterki. Smaczku dodaje fakt, że akcja książki dzieje się w czasach komunistycznych, dzięki czemu można na chwilę przenieść się w świat cukru na kartki, dżinsów z bazaru i niepowtarzalnej atmosfery. Ocena: 8,5/10.

sobota, 24 sierpnia 2013

O najgorszym dniu oczami małego chłopca: „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” Jonathan Safran Foer



„Samoloty wbijające się w budynki.
Spadające ciała.
Samoloty wbijające się w budynki.
Walące się budynki.
Samoloty wbijające się w budynki.
Samoloty wbijające się w budynki. Samoloty wbijające się w budynki. Spadające ciała.”

Ile dzieci straciło rodziców 11 września? Ile matek i ojców straciło synów i córki? Ile osób straciło przyjaciela, znajomego, kogoś, kto był dla nich ważny, a kto zginął w tak bestialski i niesprawiedliwy sposób?

 „Świat nie jest okropny, ale jest pełen okropnych ludzi.”

No właśnie. Oscar Schell stracił tatę, bo grupa nieznajomych mu osób porwała samolot i uderzyła w World Trade Center akurat wtedy, gdy Thomas Schell był na spotkaniu w jednym z wieżowców. Najgorszego dnia Thomas zadzwonił do syna i zostawił mu cztery wiadomości na automatycznej sekretarce. Gdy dzwonek telefonu rozbrzmiał po raz piąty, Oscar był już w domu. Wrócił wcześniej ze szkoły, bo coś się stało. Był, ale telefonu nie odebrał. Nie mógł się ruszyć. 

A czy Wy odebralibyście telefon, wiedząc, że dzwoni ktoś kogo kochacie, kto prawdopodobnie za chwilę zginie, bo znajduje się w sytuacji bez wyjścia? Czy potrafilibyście porozmawiać z tą osobą po raz ostatni? Pożegnać się? Oscar nie potrafił i nie chciał pozwolić ojcu odejść.

„Strasznie głośno, niesamowicie blisko” to powieść niezwykle ekspresyjna i poruszająca. Jesteś wrażliwcem? Będziesz czytać i płakać. Ja płakałam. Na samo wspomnienie tamtego dnia ciarki przechodzą mi po plecach. Jak mogłabym więc nie przeżywać historii chłopca, który stracił kogoś, kogo kochał najbardziej na świecie? 

„Wolałbym, żebyś to była ty” – mówi Oscar do matki. Jaka matka mogłaby znieść takie słowa i żyć ze świadomością, że jej jedyne dziecko naprawdę tak myśli?

środa, 15 maja 2013

„Domofon” Zygmunt Miłoszewski, czyli psychologiczna powieść grozy



Wyobraźcie sobie, że każdej nocy śnicie ten sam koszmar, będący wizualizacją Waszych najgorszych i najgłębiej skrywanych lęków… Sen tak straszny, że lepsze wydaje się być popełnienie samobójstwa niż wyśnienie go do końca… W końcu jesteście tak przerażeni, że boicie się zasnąć, macie omamy, a najbardziej wstrząsające jest to, że od siebie samego nie można uciec, a przynajmniej nie do czasu zmierzenia się z własnymi słabościami…

A wszystko zaczęło się tak niewinnie… 

Agnieszka i Robert w końcu kupili własne, wymarzone m4 i to nie byle gdzie, bo na warszawskim Bródnie. Podekscytowani i pełni marzeń zajechali pod blok i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że winda ucięła głowę jednemu z lokatorów, a wejście do budynku zablokowała policja. Już pierwszy wytęskniony i wyczekany wieczór w nowym mieszkaniu nie przebiegł więc zgodnie z planem. A potem było już tylko gorzej: Agnieszkę zaczęły dręczyć koszmary i zwidy, Robert malował przerażające obrazy, a wyjście z bloku okazało się być niemożliwe dla żadnego z mieszkańców… Na warszawskim Bródnie zalęgło się COŚ ZŁEGO, coś co wzmaga w lokatorach agresję, wyzwala najgorsze obawy i doprowadza do samobójstw. Jedyną osobą, która może pomóc jest tajemniczy kaleki mężczyzna, mieszkający w bloku od zawsze…

wtorek, 2 kwietnia 2013

O absurdach PRL-u inaczej: „Piaskowa góra” Joanna Bator



Pewnie nie raz słyszeliście od Waszych babć, że za komuny było lepiej. A bo pracę mieli wszyscy, a nikt się nie przepracowywał, i jakoś tak raźniej było, jak nikt się nie wychylał, a wszyscy mieli po równo. W krajobraz Polski już na zawsze wpisane będą szare, nijakie blokowiska, wypełnione jednakowymi mieszkaniami i bolączkami ich mieszkańców, którzy stali się ofiarami socjalistycznego eksperymentu. Na jednym z takim pereelowskich osiedli akcję swojej książki umieściła Joanna Bator, czyniąc z Piaskowej góry miejsce na wskroś przesiąknięte komunistyczną mentalnością.

W jednym z mieszkań na wałbrzyskiej Piaskowej górze mieszka Jadzia Maślak z córką Dominiką i mężem górnikiem Chmurą. Jadzia to typowa kobieta tamtych czasów: pulchna, rumiana, zapatrzona w brazylijską telenowelę „Niewolnica Isaura”, prosta i taka sama. W jej pachnącym octem życiu nie ma miejsca na inność, bo inność jest zła, niewłaściwa i co by ksiądz powiedział. Oj, śmieje się Jadzia, jak się stary Chmura napije, ale dobrze, że w domu, po cichu, żeby sąsiedzi nie widzieli, bo tak po kryjomu to można, choćby się i rzygać miało, byleby tylko się ludzie nie dowiedzieli, bo co mają gadać. A skąd się ta Dominika, taka buszmenka jedna, wzięła? Taka niepodobna do rodziców? I jak te jej włosy na komunię ułożyć, jak się tak kręcą, a włosy Jagienki Pasiak to idealne są, a czemu mi się takie inne dziecko przytrafiło, a nie taka grzeczna i ułożona Jagienka, jej rodzice to dopiero dumni są. I gdzie ja męża dla tej Dominiki znajdę? Może by ją za Niemca wydać, to status rodziny się polepszy, bo sąsiadka córkę za Niemca z Bawarii wydała i teraz paczki dostają, a tam takie słodycze i zakąski, że u nas nie ma. Oni to dobrze mają, może by tak Dominikę za Niemca wydać…

wtorek, 2 października 2012

„Dobre kobiety z Chin. Głosy z ukrycia” Xue Xinran i...chwalę się, chwalę :)



Inspiracją do napisania „Dobrych kobiet z Chin” stała się z rozmowa autorki z pewnym turystą, który z zapałem opowiadał, że właśnie odwiedził Chiny po raz siódmy i że wiele wie o tym kraju. Zaciekawiona Xinran spytała go, co sądzi o sytuacji kobiet w chińskim społeczeństwie, na co usłyszała, że panuje w nim równość. To zdarzenie skłoniło dziennikarkę do spisania wywiadów, które przeprowadziła w całych Chinach i pokazaniu zachodniemu czytelnikowi, jak jest naprawdę. 

Na „Dobre kobiety z Chin” składają się liczne reportaże i wywiady, które są poukładane tematycznie. Każda z opisanych historii jest inna, a jednak wszystkie łączy jedno: dramatyczna sytuacja dziewczynek i kobiet w Chinach. Xinran opowiada także o tym, co spotkało jej rodzinę, nie szczędząc czytelnikowi bolesnych szczegółów. Z bólem wspomina początki rewolucji kulturalnej, kiedy jej poukładany świat wywrócił się do góry nogami. Jej rodzina oskarżona o zdradę, straciła wszystko, a mała Xue była bita i przezywana przez rówieśników w szkole. W tamtych czasach wystarczyło mieć wyższe wykształcenie, by zostać uznanym za kontrrewolucjonistę, a masowe czystki były równie powszechne jak gwałty na dzieciach.