niedziela, 10 lutego 2013

Pot niewolników, wierzenia vodou i smak wolności, czyli „Podmorska wyspa” Isabel Allende



Podmorska wyspa to mityczna kraina, zamieszkiwana przez bóstwa. Coś w rodzaju biblijnego raju dla wyznawców vodou. W książce Allende pełni rolę Arkadii, o której marzą uciskani niewolnicy, chętnie wcześniej kończący swój męczący żywot.

Z tego jak trudna była sytuacja w koloniach i jak źle traktowano niewolników na plantacjach, nie do końca zdawali sobie sprawę mieszkańcy Europy. Łatwo było głosić idee równości i braterstwa z daleka, nie wiedząc do końca, jak naprawdę wygląda rzeczywistość. Isabell Allende akcję swojej powieści osadza na Saint-Domingue, jednej z kolonii Francji, gdzie szczególnie napięta była sytuacja polityczna. Bici, zagładzani, zmuszani do pracy ponad siły, Murzyni często uciekali lub popełniali samobójstwa, byleby tylko zakończyć swoje męki i odejść na podmorską wyspę. Kwestią czasu było kiedy wybuchnie powstanie niewolników i zemsta się dokona. Losy swoich bohaterów Allende przeplata z niewygodnymi faktami historii Francji: uciskaniem Murzynów, ich późniejszym buntem, a także narodzinami myśli abolistycznej w Stanach Zjednoczonych. 

Akcja powieści toczy się na przestrzeni 40 lat i rozpoczyna z chwilą przybycia na Saint-Domingue młodego francuskiego idealisty, Toulouse Valmoraina. Zanim młodzieniec trafił na plantację trzciny cukrowej swego ojca był wystrojonym fircykiem i zagorzałym abolicjonistą, wstydzącym się, że żyje na poziomie dzięki niewolnictwu. Gdy jednak jemu przyszło zarządzać Saint-Lazare, zdał sobie sprawę, że plantacja upadłaby bez niewolniczej pracy. Zatrudnił zarządcę, który okrutnymi metodami trzymał Murzynów w ryzach, a sam, mając się za dobrego pana, przymykał oko na jego występki. Z kolei na drugim planie poznajemy małą Zarite, która o niczym nie marzy bardziej niż o wolności. Sprzedana w wieku dziewięciu lat, trafia na plantację Valmoraina, gdzie zajmuje się domem i żoną pana, a wkrótce też zostaje jego kochanką.

„Podmorska wyspa” to wielowątkowa opowieść o niewolnictwie, rasizmie i pragnieniu wolności. Allende sprawnie łączy fabułę z historią, wzbogacając ją dodatkowo o nawiązania do vodou. W popkulturze te stare, afroamerykańskie, wierzenia są znane głównie dzięki tzw. „laleczce vodoo”, która wykorzystywana jest do zadawania bólu innej osobie. Nie ma to jednak nic wspólnego z właściwym przeznaczeniem kukieł, pełniących funkcję duchów loa. Zarite, bohaterka książki, często modli się do jednego z loa – Erzulie, bogini miłości i płodności, ma też swoją laleczkę, spełniającą funkcję talizmanu. Na końcu utworu znajduje się zresztą słowniczek, wyjaśniający terminy, jakimi posługuj się autorka.

Szczególnie jednak przypadło mi do gustu przedstawienie obszernej panoramy społeczności kolonialnej przełomu XVIII i XIX wieku. Allende pieczołowicie opisuje życie codzienne zarówno mieszkańców plantacji, jak i miasta. Na kartach jej książki pojawiają się różnorodne i barwne postaci, które zdają się żyć własnym życiem, jakby od niechcenia nadzorowane przez wyobraźnię autorki. Także postaci drugoplanowe są precyzyjnie i ciekawie opisane: od kokoty Violette przez doktora Parmentiera po niewolnika Gambo i zielarkę Tante Rose. Niektórych bohaterów nie sposób nie polubić, podczas gdy nad charakterem i postępowaniem innych można złościć się i ubolewać. 

Twórczość Allende zaczarowała mnie już po raz piąty. W powieściach Allende urzeka mnie dosłownie wszystko: realni bohaterowie, świetnie oddany klimat epoki i nader wszystko lekki, barwny język, którego mogłaby pozazdrościć jej niejedna pisarka. „Podmorska wyspa” pachnie kawą i egzotycznymi przyprawami, smakuje cukrem i potem niewolników, a gdy zagłębicie się w lekturę usłyszycie nie tylko cichy płacz, ale też setki tańczących stóp, wybijających rytmicznie swoją wolność.

Okładka wydania hiszpańskiego jest po prostu obłędna! 

Ocena: 9/10.

18 komentarzy:

  1. Uwielbiam Allende. Ma niesamowita wyobraźnię, a jej wielowątkowe powieści wciągają mnie bez reszty. Tego tytułu jeszcze nie znam, ale na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio myślę, by wrócić do jej książek, tzn. tych, które już znam. Mało która pisarka potrafi tak mnie zaczarować jak ona.

      Usuń
    2. Powrotów nie planuję, ale pamiętam emocje towarzyszące przy czytaniu, zwłaszcza "Domu duchów".

      Usuń
  2. Okładka hiszpańska faktycznie fenomenalna, choć ta polska też jest ładna. "Podmorska wyspa" stoi na mojej półce już dość długo i od kilku tygodni przymierzam się, żeby ją przeczytać. Mam nadzieję, że nie będzie czekać dłużej, bo zapowiada się jako bardzo dobra powieść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd mi, ze jeszcze nie czytałam prozy Allende - już wiem, że zacznę od tej książki. Cudownie ją opisałaś!
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd! Na każdą lekturę jest odpowiednie miejsce i czas:)

      Usuń
  4. Nigdy nie czytałam nic Allende, ale mam ochotę już od jakiegoś czasu, a nawet moim postanowieniem noworocznym było poznanie w końcu jej twórczości :) ciekawe cyz mi sie uda:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety żadna książka Allende nie wpadła jeszcze w moje ręce. Po tak pozytywnej recenzji będę musiała zainteresować się jej twórczością. Bardzo mnie zaciekawiłaś, ładna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam twórczości Allende, ale zainteresowałaś mnie swoją recenzją:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niewolnictwo i rasizm, to bardzo kontrowersyjna tematyka, ale jednocześnie niezwykle emocjonująca, dlatego bardzo bym chciała przeczytać ,,Podmorską wyspę''.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chodziła ta książka za mną, chodziła...aż o niej zapomniałam. :/ Na szczęście jesteś Ty i ratujesz takich zapominalskich jak ja. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc :)

      Usuń
  9. Dawno nie czytałam Allende, a swego czasu zaczarowała mnie powieścią "Miłość i cienie", później przeczytałam "Niezgłębiony zamysł" i "Dom duchów" - magiczne opowieści...Mam ochotę na powieść autorki. Może sięgnę po "Podmorską wyspę"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych dwóch pierwszych nawet nie słyszałam! Ale mi teraz smaka narobiłaś...

      Usuń
  10. Isabel Allende znam jak na razie tylko z "Zorro. Narodziny legendy". Podoba mi się sposób, w jaki pisze. I jestem pewna, że jej kolejne książki - w tym "Podmorska wyspa" - będą mi się podobały;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zorro" to całkiem inna książką niż pozostałe, które miałam okazje czytać, dlatego koniecznie sięgnij po coś jeszcze:) Gorąco polecam "Podmorską wyspę", "Dom duchów" i "Ines, pani mej duszy".

      Usuń
  11. Lubię takie książki, choć rzadko po nie sięgam. Muszę to szybko zmienić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Allende to jedna z moich ulubionych pisarek, proza tej chilijskiej pisarki jest niesamowicie porywająca. Tej książki akurat nie czytałam, muszę nadrobić te zaległości! Faktycznie, hiszpańska okładka jest świetna, ale polska też niczego sobie ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń