Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Wakacji część trzecia: Girona



Tossę de Mar opuszczaliśmy z żalem i poczuciem, że nasze wakacje pomału dobiegają końca. Przed nami zostały tylko niecałe dwa dni w Gironie. Mnie już pomału zaczynała łapać pourlopowa depresja, a mój M. wolałby raczej zostać kolejny dzień nad morzem, aniżeli znowu zwiedzać. Tak więc w nienajlepszych humorach wsiedliśmy do autobusu.

I całkiem niepotrzebnie, bo Girona okazała się być fascynującym miejscem.

Po szybkim przejściu z dworca do hotelu, udaliśmy się na jeden z mostków na rzece Onyar, by podziwiać najbardziej charakterystyczną wizytówkę miasta: kolorowe domki.


sobota, 10 sierpnia 2013

Wakacji część druga: Tossa de Mar



Najwięcej czasu w planowaniu wakacji zajął mi wybór miejscowości na Costa Brava, w której mieliśmy zamiar poleniuchować na plaży i pokąpać się w morzu. I tu pomocne okazały się być relacje innych blogerów, a także fora podróżnicze i nie tylko. Po przeczytaniu bardzo wielu wypowiedzi na starcie odpadło Lloret de Mar, czyli imprezowa stolica Costa Brava, a co za tym idzie głośne i zatłoczone miejsce, w którym nijak nie zaznalibyśmy spokoju. Do finału przeszły dwie miejscowości: Blanes i Tossa de Mar, i jak widzicie w tytule postu ostatecznie wygrała Tossa, a to dlatego, że podobne miały tam być ładne widoki i nie tak dużo ludzi. Niestety ceny hoteli w Tossie były trochę droższe niż w Lloret, ale postanowiłam nie mówić o tym chłopakowi, co by go za bardzo serce nie bolało ;) (musicie wiedzieć, że każdy wyjazd od początku do końca organizuję ja, i gdy już wiem, ile całość będzie kosztować, mówię dopiero memu M.)

Po tym krótkim wstępie wróćmy do miejsca, w którym ostatnio się rozstaliśmy. Jesteśmy na dworcu Estacio Nord w Barcelonie i wsiadamy właśnie do autobusu firmy Sarfa, jadącego do Tossy. Podróż zajmuje ok. godziny, a jak się siądzie po prawej stronie przy oknie (tzn. nie tej, po której siedzi kierowca), można podziwiać naprawdę ładne widoki. Przed Tossą mieliśmy przystanek w Lloret, gdzie ku mojej uciesze wysiadł prawie cały autobus, w tym bardzo głośna grupa Włochów :)
 
Pierwsze kroki kierujemy oczywiście do hotelu, by się zameldować. Rzucamy bagaże, wkładamy stroje, bierzemy ręcznik i biegniemy na plażę, a ta, niespodzianka, znajdowała się 150 metrów dalej :))) 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wakacji część pierwsza: Barcelona



„To miasto ma czarodziejską moc. Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę.”

Niedziela, 6 rano. Zaspani jedziemy na lotnisko. Zdajemy bagaż, przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa, pijemy w pośpiechu kawę, a właściwie ja piję, bo On niepijący. Lada moment wsiadamy do samolotu, i już czuję tę radosną ekscytację, która towarzyszy mi zawsze, gdy gdzieś jadę – obojętnie gdzie – blisko czy daleko. A teraz to będzie taka wspaniała wyprawa – na całe 11 dni, do wymarzonej Hiszpanii! Cofam się wstecz pamięcią do czasów, gdy przeglądając kolorowe pisma czytałam o Barcelonie i Costa Brava, oglądając kolorowe zdjęcia pięknego miasta i wody, w której chciałam się zanurzyć. A teraz mogę naprawdę tam pojechać! Cieszę się jak dziecko przed Gwiazdką.  

Lecimy, krajobraz zmienia się co chwila. Najpierw są pola, potem trochę chmur, a im dalej lecimy tym niebo jest czystsze i błękitniejsze. Próbuję czytać, ale za nic mi to nie wychodzi. Jak mogę się skupić na lekturze, skoro za oknem tyle się dzieje! Przeklinam, że siedzimy koło skrzydła i nie mogę robić pięknych zdjęć, bo pod nami piękne śnieżne szczyty, pilot mówi, że to Mont Blanc. Jestem zachwycona, patrzę, zamykam oczy, staram się zapamiętać ten widok na zawsze. 

Girona, południe. Żar bucha nam w twarz, tak – jesteśmy w Hiszpanii. No to teraz szybko do autobusu, który dowiezie nas do Barcelony.