Marcel Pagnol
ma dar opowiadania prostych i ciepłych historii, czego idealnym przykładem jest
„Żona piekarza”. Nie jest to typowa powieść, ale raczej scenariusz filmowy,
wydany w formie książki. Dialogi przeplatają się z didaskaliami, których jednak
nie jest zbyt wiele. Pomimo tego, że jest to krótka opowieść, autorowi udało
się stworzyć wyraziste postaci i przedstawić sytuację, panującą w pewnej małej
prowansalskiej wiosce.
Historia
rozpoczyna się w momencie przybycia nowego piekarza, który szybko zyskuje
sympatię mieszkańców, wypiekając pyszne pieczywo. Stary piekarz ma jednak jeden
problem: młodą i piękną żonę, która szybko nawiązuje romans z przystojnym
pasterzem i odchodzi od męża. Nasz załamany i nieco naiwny bohater postanawia,
że chleba nie będzię, dopóki żona nie wróci do domu. Mieszkańcy wioski,
niezadowoleni z zaistniałej sytuacji, wyruszają na poszukiwania piekarzowej,
które wcale nie będą takie łatwe, zważywszy na to, że niektóre rodziny są ze
sobą skłócone od wielu pokoleń i nawet proboszcz z nauczycielem nie potrafią
się dogadać.
„Och, to dawna historia. Mój ojciec gniewał się z jego ojcem. A dziadek jeszcze z jego dziadkiem. I już nasi dziadkowie nie wiedzieli dlaczego, bo to jeszcze dawniejsza sprawa. Sam pan widzi, że to musiało być coś poważnego. Jakiś ważny powód.”


