Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander McCall Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander McCall Smith. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

Przeczytane na leżaku: „Nieznośna lekkość maślanych bułeczek”, „Mieć siedem lat" Alexander McCall Smith



Są takie książki, które dobrze czyta się bez względu na pogodę, nastrój czy miejsce. Może padać deszcz lub świecić słońce, możemy mieć doła lub wręcz przeciwnie: czuć się wspaniale, możemy jechać tramwajem, lecieć samolotem lub zakopać się w łóżku pod kocem. Są książki, które smakują równie dobrze bez względu na okoliczności. 

Alexander McCall Smith jest czarodziejem. Z humorem i nutką ironii opisuje relacje międzyludzkie w jednym z najpiękniejszych miast świata – Edyndburgu. 
O tym, że to wyjątkowe miejsce autor przekonał mnie już w pierwszym tomie, a z każdym kolejnym rozbudza tylko moją wyobraźnię i sprawia, że zaczynam snuć plany o wyprawie do tego magicznego miasta. I tak wyobrażam sobie, że odnajduję galerię Matthew, a w niej być może jakąś perełkę nierozpoznaną przez właściciela, na ulicy mijam Bruce’a, przekonanego, że patrzę na niego, bo mi się podoba, zmęczona zwiedzaniem wstępuję na kawę do Dużej Lou, gdzie wdaję się w dyskusję z właścicielką na temat miasta, a na koniec kroki kieruję na Scotland Street, gdzie nieśmiało przekraczam próg kamienicy numer 44 i rozglądam się ciekawie, zastanawiając się, co nowego u Pollocków.

czwartek, 20 grudnia 2012

„Świat według Bertiego” Alexander McCall Smith, czyli książka pełna ciepła



Nie wiem, co takiego jest w książkach McCalla Smitha, że tak trudno jest mi się z nimi rozstać. Każdy kolejny tom serii 44 Scotland Street otwieram z ogromną radością i ekscytacją, a zamykam ze smutkiem, ale też tym miłym uczuciem ciepła, jakie daje kojąca lektura. Te książki są dla mnie niczym gorąca czekolada w mroźny dzień: sprawiają, że zapominam o własnych troskach i doceniam w życiu drobne przyjemności. 

„Świat według Bertiego” to kolejnych 100 rozdziałów, opowiadających o życiu mieszkańców Edynburga. Autor głównym bohaterem uczynił Bertiego, rezolutnego 6-latka, który na głowie ma zbyt ambitną matkę i małego braciszka imieniem (o zgrozo!) Ulysses. We wstępie McCall Smith pisze, że czytelnicy często pytają go o Bertiego i wyrażają ubolewanie nad jego nieszczęsnym żywotem pod kuratelą Irene. 

środa, 18 lipca 2012

„Miłość buja nad Szocją” Alexander McCall Smith, czyli znowu w Edynburgu


Sięgając po kolejną część serii „44 Scotland Street”, czułam się jakbym wracała do domu po długiej podróży. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu i spotkałam starych znajomych. Podczas czytania uśmiech nie schodził z mojej twarzy, a strony jakby same się przewracały. Ach, jak dobrze być znowu na Scotland Street!

W „Miłość buja nad Szkocją” spotkamy dobrze nam znanych bohaterów, jak i nowe twarze. Duże zmiany zajdą w życiu mieszkańców Edynburga: Pat w końcu rozpocznie studia, Domenika wyjedzie prowadzić badania antropologiczne, a Duża Lou uwikła się w romans z nieodpowiednim mężczyzną. Właściwie nic nie zmieni się tylko w życiu Bertiego: matka wciąż nie da mu być małym chłopcem. 

niedziela, 29 kwietnia 2012

„Opowieści przy kawie” Alexander McCall Smith, czyli drugie spotkanie z mieszkańcami 44 Scotland Street


            Jakiś czas temu pisałam o pierwszym tomie serii „44 Scotland Street”. Mówiłam, że przeczytam kolejne części i tak też zrobiłam. Tytuł książki potraktowałam bardzo dosłownie, dlatego czytając piłam kawę i zajadałam się ciasteczkami.

W „Opowieściach przy kawie” autor dużo miejsca poświęca Bertiemu, co mnie bardzo ucieszyło, jako, że jest to moja ulubiona postać. Rezolutny sześciolatek idzie do szkoły i marzy, by wreszcie znaleźć przyjaciela, co jednak skutecznie uniemożliwia mu matka, wysyłając synka na psychoterapię i zmuszając do gry na saksofonie, nauki włoskiego i jogi. Biedny Bertie nie dość, że musi zmierzyć się ze szkołą, to jeszcze martwi się o matkę, która całkowicie pochłonięta jest teoriami wychowawczymi Melanie Klein. Niemałe zmiany również u pozostałych mieszkańców Edynburga, których nie będę jednak zdradzać, by nie popsuć Wam przyjemności płynącej z czytania. Dodam tylko, że Bruce nadal jest okropnie arogancki i że w końcu dostanie za swoje. Ku uciesze mojej, jak i wszystkich, którzy znają Bruce’a.

niedziela, 11 grudnia 2011

„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith, czyli współczesna powieść w odcinkach

44 Scotland Street to adres kamienicy w luksusowej dzielnicy Edynburga. Książka opowiada o codziennym życiu jej mieszkańców, którzy są barwnymi i nietuzinkowymi postaciami. Pod tym adresem znajdziemy więc takie osoby jak: superprzystojnego egoistę Bruce’a, w którym kocha się jego współlokatorka Path, antropolożkę Domenice Macdonald i małżeństwo z pięcioletnim synkiem Bertim, który jest tak rozwinięty intelektualnie, że już ma własnego psychoterapeutę.  Życie Bertiemu utrudnia zakochana w nim mamusia, która wymyśla mu wciąż nowe zajęcia. Nie wystarczy jej, że chłopiec gra na większym od niego saksofonie i dobrze mówi po włosku.

„44 Scotland Street” ukazała się pierwotnie jako powieść w odcinkach na łamach jednej z szkockich gazet. Zazwyczaj nie czytam lekkich powieści obyczajowych, nie mniej jednak, gdy gdzieś przeczytałam, że książka Smitha nawiązuje to tradycji powieści w odcinkach, której przecież już prawie nie ma, postanowiłam sama się przekonać, jak to współcześnie wygląda. W XIX wieku był to powszechny zwyczaj, a autorami, którzy chętnie drukowali w ten sposób byli  m.in. Dickens i Flaubert. Smith pisze w przedmowie: „Największym wyzwaniem dla powieści pisanej w odcinkach jest zachowanie ciągłości narracji i uniknięcie efektu staccato. Oprócz tego autor musi pamiętać, że czytelnik gazety w każdej chwili może być zaintrygowany czymś innym na tej samej stronie, bądź parę stron dalej, więc naczelnym obowiązkiem autora jest dostarczenie odbiorcy wciągającej rozrywki”. „44 Scotland Street” przedstawia lekko, ironicznie i zabawnie kawałek życia w Edynburgu. Czytelnik szybko wciąga się w świat bohaterów i kibicuje Path i Matthew w odzyskaniu skradzionego dzieła sztuki. Szkoda tylko, że autor nie pokusił się o przedstawienie głębszego portretu psychologicznego postaci.

Najbardziej spodobał mi się wątek Irene i Bertiego, a więc ambitnej matki i jej spragnionego dzieciństwa dziecka. Irene chce jak najlepiej dla swojego jedynaka i nie widzi narastającego buntu Bertiego.  Jako kobieta obyta w świecie, Irene każe zwracać się synowi do niej i ojca po imieniu. Jak bardzo się oburza, gdy mały mówi do niej mamo. No tak, ale wszystkiemu winne jest przedszkole i te niedouczone przedszkolanki, bo co one tam wiedzą.

Książka idealna na chłodny wieczór, przyjemnie czyta się ją popijając kakao i zajadając ciasteczkami. Życie mieszkańców Edynburga pochłania już od pierwszych stron, dlatego cieszę się, że są kolejne dwie części, po które na pewno sięgnę, jak tylko przeczytam ten stos książek, leżący przede mną. A do Edynburga na pewno kiedyś pojadę.

Smith dużo miejsca poświęca sztuce, jako, że znaczna część akcji dzieje się w galerii sztuki. Zainteresowana opisywanymi przezeń malarzami, trochę poszperałam w starym dobrym google i odkryłam obrazy Jacka Vettriano, które wydają mi się fascynujące, chociaż przez niektórych są uznawane za wulgarne. Płótna trochę przypominają kadry ze starych filmów. Obrazy Szkota kolekcjonuje m.in. Jack Nicholson.

Ocena: 8/10.