Brawura czy opanowanie? Czerpanie
z życia pełnymi garściami czy poukładana egzystencja? Hunt czy Lauda?
Chyba nie zwróciłabym uwagi na
ten film, gdyby nie cała masa pozytywnych recenzji, nominacja do Złotego Globa
i wszechobecne przekonanie, że to produkcja na miarę Oscara. Formuła 1? Nie,
dziękuję. Dla „Wyścigu” zrobiłam jednak wyjątek, co okazało się znakomitym
wyborem.
Film przedstawia kulisy
rywalizacji Jamesa Hunta i Nikiego Laudy podczas sezonu w 1976 roku. W
„Wyścigu” nie brakuje także kolorowej atmosfery lat 70. i rozbudowanej psychologii
postaci, dzięki czemu można mówić o bardzo dobrym, wielowymiarowym obrazie, który
spodoba się zarówno zagorzałym fanom Formuły 1, jak i laikom, takim jak ja.
Reżyser, Ron Howard („Piękny
umysł”, „Kod da Vinci”), z tą niezwykła historią (momentami, aż nie dowierzałam,
że prawdziwą) poradził sobie znakomicie. Pokazując, że wyścig nie toczył się
tylko na torze, ale także poza nim, stworzył film o dwóch silnych
osobowościach, skrajnie od siebie różnych, ale związanych jedną wielką pasją:
miłością do sportu i rywalizacji.