Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jim Sturgess. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jim Sturgess. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 października 2013

Koneser/La Migliore offerta



Kolejna perełka od wybitnego włoskiego reżysera – Giuseppe Tornatore. 

Trudno stworzyć coś nietuzinkowego o najbardziej oklepanym temacie w dziejach świata – miłości, Tornatore jednak radzi sobie po mistrzowsku i przez nieco ponad dwie godziny uwodzi widza, by na koniec zostawić go w stanie niepokoju. 

Tytułowy koneser to podstarzały Virgil Oldman, właściciel jednego z najważniejszych domów aukcyjnych. Jeden rzut oka wystarczy Virgilowi, by ocenić, czy ma do czynienia z falsyfikatem, co czyni go najlepszym na świecie ekspertem od dzieł sztuki. Bohater to typowy pracoholik, który w pogoni za karierą i pieniędzmi nie miał czasu na życie prywatne. Jedynymi kobietami, jakie miał są skrzętnie zbierane portrety kobiet pędzla wielkich mistrzów malarstwa, które zazdrośnie ukrywa przed światem, a z nielicznymi znajomymi porusza głównie tematy zawodowe. Skrzętnie budowany azyl, jaki sobie stworzył, zaczyna jednak pękać, gdy udaje się na spotkanie z tajemniczą właścicielką willi, której od lat nikt nie widział, a która posiada ogromną kolekcję dzieł sztuki.

sobota, 12 listopada 2011

Jeden dzień/One Day

Miałam wiele oczekiwań, wybierając się do kina na „One day” w reżyserii Lone Scherfig. Oczekiwań, które niestety nie zostały spełnione.

            Bohaterami filmu jest dwoje ludzi, którzy poznali się 15 lipca 1988 roku - w dniu zakończenia szkoły. Ona – ewidentna kujonka z nosem w książkach, niewątpliwie jednak urocza ( dzięki niezawodnej Anne Hathaway ). On – dusza towarzystwa, łamacz kobiecych serc ( w tej roli Jim Sturgess ). Wiadomo jak to jest: za dużo alkoholu, poczucie wolności i tych dwoje ląduje razem w łóżku. Co prawda seksu z tego nie ma, ale za to rodzi się przyjaźń, której rozwój możemy obserwować na przełomie 20 lat. 

Fabuła niby banalna, ale przedstawienie losów Emmy i Dextera poprzez jeden jedyny dzień każdego roku, wydało mi się ciekawym pomysłem i dlatego oczekiwałam czegoś więcej niż kolejnej do bólu przewidywalnej historii. Po reżyserce „An Education” spodziewałam się opowieści, w której się zakocham i którą będę chciała oglądać bez końca (tak jak „The Notebook”, „500 days of Summer” czy wspomnianą już „An Education”). Niestety zawiodłam się, całość przedstawiona i opowiedziana jest w sposób nieco przynudnawy, chociaż nie powiem, były momenty. Było też kilka zabawnych sytujacji, które spowowodowały spazmy śmiechu u widowni. Były też piękne zdjęcia, wpadająca w ucho muzyka i piękna Anne Hathaway. To wszystko jednak nie wystarczy, by film mógł mnie wzruszać i bawić raz za razem.

„One day” nadaje się bardziej na babski wieczór z przyjaciółką niż randkę z chłopakiem, który może zasnąć w czasie seansu. Jest to jednak lekki film, który można obejrzeć, zajadając się smakołykami i wzdychając do Jima Sturgessa. Może „One day” nie odda nam utraconej wiary w miłość, ale będzie dobrą rozrywką na jesienny wieczór. W moim przypadku to będzie faktycznie taki „one day”, bo reseansu nie przewiduję.

Ocena: 6,5/10.