Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martin Freeman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martin Freeman. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Hobbit: Pustkowie Smauga/The Hobbit: The Desolation of Smaug



Peter Jackson jest hobbitem, to pewne! Nie wyobrażam sobie, by ktoś inny mógł w taki sposób opowiadać publiczności o Śródziemiu. Wspaniały człowiek z wielką pasją, o którym najpewniej niedługo będzie się mówić, że urodził się po to, by ekranizować Tolkiena i dać niezapomniane przeżycia milionom ludzi na całym świecie. Filmom Jacksona daleko do suchych ekranizacji, to jego opowieści o Śródziemiu, dzieło życia.

Myślicie, że Tolkien byłby zadowolony z takiego przedstawienia jego książek? Przez cały seans to jedno pytanie chodziło mi po głowie... Odpowiedzi niestety nie znalazłam.

Podobnie jak pierwsza część tak i druga przyciągnęła do kin miliony widzów, a wśród nich wielkich fanów Tolkiena i Jacksona, a także zwykłych odbiorców, którzy chcieli po prostu obejrzeć film. I ci ostatni wyjdą z kina zawiedzeni, bo mam wrażenie, że produkcji tak przesyconej drobnymi smaczkami z Śródziemia i miłością doń, ktoś spoza kręgu wtajemniczonych nie jest w stanie przetrawić. „Bajki” – powiedzą, „rozwleczona niepotrzebnie akcja”, „po co aż trzy częśći”, na co ja im powiem: bo to wielkie dzieło fana dla fanów, uczta, na którą powinni przyjść, tylko ci, którzy są głodni Śródziemia.

wtorek, 1 stycznia 2013

Hobbit: Niezwykła podróż/The Hobbit: An Unexpected Journey



Przed seansem „Hobbita” trzeba uświadomić sobie jedno: to nie jest prequel „Władcy Pierścieni”, nawet jeśli sprawia takie wrażenie. Peter Jackson nie tylko zekranizował kolejną książkę Tolkiena, ale też znacznie wzbogacił akcję, rozszerzając ją o najmniej znaczące wątki. Mamy zatem dużo dobrze opowiedzianych historii, świetnie wpisujących się w fabułę. Tolkien napisał „Hobbita” z myślą o dzieciach, a Jackson dodał tej opowieści mroczny akcent, dzięki czemu powstało dzieło kompletne. Niestety muszę zgodzić się z opiniami, że na „Hobbita” wystarczyłby i jeden film, góra dwa. No ale skoro reżyser postanowił nie tylko zekranizować książkę, ale i odsłonić przed nami tajemnice Śródziemia, jego wybór nie dziwi. 

„Hobbit” skradł moje serce już od pierwszych minut, kiedy na ekranie pojawiło się idylliczne Shire, rozległa się charakterystyczna melodia z „Władcy Pierścieni” i kamera skierowała się na starego Bilbo Bagginsa, który rozsiadł się wygodnie i rozpoczął spisywanie przygody swojego życia. I tak cofamy się o wiele, wiele lat wcześniej, by dowiedzieć się, w jaki sposób pierścień trafił do Bilba i jakie wojny targały Śródziemiem przed czasami Froda.