Musicie wiedzieć, że
uwielbiam musicale, dlatego też miałam ogromne oczekiwania wobec najnowszej
adaptacji „Nędzników”. Moje ogromne wątpliwości budził przede wszystkim
śpiewający Russel aka gladiator Crowe. Jednak już oglądając pierwszą scenę
wiedziałam, że mam do czynienia ze spektakularnym widowiskiem z doskonałą
muzyką i poprawnym śpiewem odtwórców głównych ról. Reżyser Tom Hooper
udowadnia, że „śpiewać każdy może, trochę
lepiej lub trochę gorzej” i w ogóle „nie
o to chodzi, jak co komu wychodzi”. Ważne, że „Nędznicy” budzą wiele
różnych emocji i na długo zapadają w pamięć. „I dreamed a dream” w wykonaniu
Anne Hathaway nie brzmi idealnie, ale wzrusza i budzi litość. I coś mi się
wydaje, że aktorka Oscara za najlepszą rolę drugoplanową ma w kieszeni.
„Nędznicy” to 32.
adaptacja klasycznej powieści Victora Hugo, opowiadająca historię Jean Valjeana,
skazanego na 19 lat więzienia za kradzież bochenka chleba. Po uzyskaniu
wolności były galernik znika bez śladu, czym doprowadza do wściekłości
inspektora Javerta. Kilka lat później Valjean jest burmistrzem i pomaga biednej
Fantine i jej córce Cosette. Gdy wydawać, by się mogło, że jego życie się
ustabilizowało, los ponownie stawia na jego drodze Javerta.


