środa, 12 lutego 2014

Gdzie byłam, jak mnie nie było


Kochani!

Przepraszam, okropnie zaniedbuję bloga, ale jestem tak zaganiana, że nie mam głowy do pisania czegokolwiek. Pamiętacie, jak pisałam w poście podsumowującym rok 2013, że mam wielki plan na 2014? No i właśnie zaczęłam ten plan wprowadzać w życie.

Początkowo mieliśmy starać się o kredyt w drugiej połowie roku. Okazało się jednak, że mieszkania w inwestycji, która nas interesuje rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, postanowiliśmy więc nie zwlekać dłużej. Na razie bezpłatnie zarezerwowaliśmy sobie jedno mieszkanko, mamy czas jeszcze, by się zastanowić, czy chcemy już i czy na pewno to ( w końcu to inwestycja długoterminowa). Trochę mnie odstrasza, że musielibyśmy sami zrobić schody, ogrzewanie i ocieplenie poddasza, ale z drugiej strony cena jest rewelacyjna jak na Wrocław, no i nieźle to wygląda. Co sądzicie?

Będę wdzięczna za każdą wskazówkę.

PS Nawet filmów oscarowych nie oglądam, bo nie mam głowy zupełnie! Nie czytam też nic :(

piątek, 24 stycznia 2014

Złodziejka książek/The Book Thief



Pewnie gdybym nie znała wcześniej niesamowitej książki Markusa Zusaka, czytalibyście właśnie słowa zachwytu, a „Złodziejkę książek” obwołałabym filmem miesiąca. Tak się jednak nie stało. Ekranizacji właściwie nie można nic zarzucić: jest wierna pierwowzorowi, aktorzy grają bardzo dobrze, muzyka przyprawia o dreszcze... Szkoda tylko, że w tym świetnie zrealizowanym obrazie brakuje choć odrobiny magii. Trzeba jednak przyznać, że reżyser, Brian Percival, miał niewiarygodnie trudne zadanie. No bo jak tu przenieść na ekran powieść, która swoim niezwykłym klimatem, każdym słowem, wywołuje u czytelnika ogromne poruszenie, w trakcie, której lektury, łzy same płyną z oczu, a ostatnia strona przychodzi nadspodziewanie zbyt szybko? Rzecz niemożliwa, ot co.

Historia Liesel Meminger poruszyła serca milionów czytelników na całym świecie. Wszyscy ci, którzy dostąpili zaszczytu spotkania z tą niezwykłą dziewczynką, z pewnością pokochali jej odwagę i dobroć, cieszyli się z potajemnego czytania książek z papą Hansem, uciekali przed rozzłoszczoną mamą Rosą, świetnie bawili się z Rudym i dawali nadzieję Maksowi. W tej cudownej opowieści nie brakuje także bohatera, z którym spotkanie czeka każdego z nas – Śmierci. Przyznajcie, że to właśnie dzięki narracji poprowadzonej z jej puntu widzenia udało się Zusakowi napisać tak niesamowitą książkę.

niedziela, 19 stycznia 2014

100 książek według BBC: „Myszy i ludzie” John Steinbeck



„My mamy przyszłość. Mamy do kogo otworzyć gębę, mamy kogoś, kto się choć trochę nami przejmuje. Ja mam ciebie, a ty masz mnie.”

Jak to możliwe, że tak krótko objętościowo książka (raptem 100 kilka stron w wydaniu polskim) wywołuje tak ogromne emocje? I to nieprzerwanie od niemalże 80 lat! Kolejne pokolenia czytelników biorą do rąk „Myszy i ludzi” Johna Steinbecka i nie mogą wyjść z podziwu nad niesamowitą ekspresją tej nad wyraz prostej historii. Piszę to z przekonaniem, że mam do czynienia z powalającym na kolana, mieszającym w głowie arcydziełem.

Akcja powieści toczy się w latach 30. XX wieku. Dwóch przyjaciół wędruje po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu pracy. Pozornie to kolejni bezrobotni, którzy mogą robić cokolwiek, byle zarobić na kawałek chleba. George i Lennie mają wspólne piękne marzenie: własny kawałek ziemi, ogródek warzywny i kilka królików. Poza tym mają siebie, mają do kogo otworzyć przysłowiową „gębę” i wiedzą, że zawsze mogą na siebie liczyć, a właściwie Lennie na George’a, ale to już całkiem inna historia...

Posłuchajcie... Było takich dwóch, co zawsze wszędzie razem łazili. Jeden bronił drugiego i dbali o siebie nawzajem. To nic, że Lennie jest upośledzony umysłowo, ważne, że ma George’a i wie, że on zawsze, ale to zawsze stanie po jego stronie. I tak mijają im lata. Przyjaciele wędrują od miasta do miasta, tu Lennie coś narozrabia, tam George ocali mu tyłek. Aż trafiają do gospodarstwa, gdzie rozegra się właściwa historia ich życia, ich przyjaźni, ludzkiego okrucieństwa i zaślepienia. Koniec mrzonek o lepszym życiu.

piątek, 17 stycznia 2014

Wielkie rozczarowanie: „Sekrety kobiet złotnika” Jeanne Bourin



Pewnie sami nieraz mówiliście „ale średniowiecze” z myślą o czymś, co jest zacofane, nie na czasie. No bo jak postrzega się tamten okres? Brud, smród i ubóstwo, do tego fanatyzm religijny i ciągłe wojny – oto i obraz wieków ciemnych, jak zwą ten okres historycy. „Sekrety kobiet złotnika” pióra Jeanne Bourin miały mi udowodnić, że taki obraz średniowiecza jest niepełny, bo wtedy przecież też żyli ludzie tacy, jak my, którzy mieli swoje radości i problemy. Muszę przyznać, że autorce udało się dobitnie mi uświadomić, że i wtedy rozwiązłość seksualna była na porządku dziennym i każdy był niewolnikiem swoich zmysłów. Niestety nic więcej z lektury nie wyniosłam.

Moi Drodzy, „Sekrety kobiet złotnika” to nic więcej jak romans, tyle, że osadzony w średniowieczu, przez co jest odrobinę ambitniejszy. Głównymi bohaterkami są żona oraz cztery córki złotnika – Szczepana Brunela. Każda z kobiet przeżywa jakieś miłosne rozterki, np. Matylda cierpi z powodu wysokiego apetytu seksualnego, który nie może być zaspokojony przez o 20 lat starszego męża. Z kolei Florina, świeżo poślubiona poecie Filipowi, jest owładnięta obsesją na punkcie jego kuzyna, w którym kocha się także jej matka, a w tej mąż siostry jej męża... Widzicie, jak to brzmi? Telenowela – tyle, że nie brazylijska, a średniowieczna.

środa, 15 stycznia 2014

Kamerdyner/The Butler



Reklamowany jako oscarowy - „Kamerdyner”, w reżyserii Lee Danielsa, o Oscary nawet się nie ociera. Jest to dobre kino, poprawnie podane i zgrabnie zagrane, będące jednak typową produkcją „pod publiczkę”. Spodziewałam się, że po seansie nie będę mogła wyrzucić z głowy tej opowieści, dziwiłam się brakowi nominacji do Złotego Globu i byłam pewna Oscara dla Foresta Whitakera; tymczasem teraz wiem jedynie, że zmarnowano świetną historię z powodu nadmiernej poprawności politycznej. A to mnie, jako kinomankę, boli.

Film rozpoczyna się mocnym uderzeniem: przenosimy się w lata 20-te na jedną z wielu plantacji bawełny na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie matka głównego bohatera zostaje zgwałcona przez swojego białego „właściciela”, a jego ojciec zabity za próbę postawienia się. To dramatyczne wydarzenie uczy małego Cecila Gainesa, że wolność czarnoskórych jest fikcją i że lepiej się nie wychylać. Dzięki takiej postawie zostanie dostrzeżony przez szefa personelu w Białym Domu i będzie przez dekady służył kolejnym prezydentom Stanów Zjednoczonych. Zawsze w cieniu, nic nie widząc i nie słysząc, bezgłośnie podaję kawę i ciasteczka, gdy w tle rozgrywają się polityczne rozmowy na najwyższym szczeblu.