Rok 2006.
Światem artystycznym rządzi kierunek zwany hiperdramatyzmem, który przejawia
się w malowaniu i odpowiednim upozowaniu ludzkiego ciała. Człowiek staje się
więc płótnem i każdego dnia przez określony czas wystawia się w galerii bądź
domu prywatnego kolekcjonera. Biznes kręci się znakomicie, najwspanialsze żywe
obrazy warte są miliony dolarów, a ich twórca Brunon van Tysch zostaje
okrzyknięty najgenialniejszym artystą swoich czasów, i porównywany jest do
Michała Anioła czy Rembrandta. Dobrą passę hiperdramatyzmu przerywa jednak
brutalny mord na „Defloracji”, jednym z obrazów kolekcji „Kwiaty”. Służby
bezpieczeństwa wpadają w panikę: wielkimi krokami zbliża się najnowsza wystawa
Mistrza, a morderca wygłasza artystyczne manifesty
i prawdopodobnie uderzy ponownie.
i prawdopodobnie uderzy ponownie.
„Warto od czasu do czasu stanąć twarzą w twarz z tym, co nam się nie podoba. To, co nam się nie podoba, jest jak uczciwy przyjaciel: mówi prawdę, nawet jeśli nas ona dotyka.”
„Klara i
półmrok” to wciągający i mieszający w głowie thriller znakomitego Jose Carlosa
Somozy, hiszpańskiego pisarza i psychiatry. Somoza napięcie buduje już od
pierwszej strony, od jego powieści tak trudno się oderwać, że jednego wieczoru
zapomniałam położyć się spać. Znacie to uczucie, kiedy po prostu musicie
wiedzieć, co będzie dalej? W przypadku tej powieści czytelnicze szaleństwo
ogarnęło mnie po raz drugi. Po 4 latach wróciłam do „Klary i półmrok” i z
radością stwierdziłam, że nadal nie mogę się oderwać, że ta lektura działa jak
narkotyk i ogromnie na mnie oddziaływuje – w każdy możliwy sposób. Somoza jest
moim mistrzem, o czym Wam już pisałam w recenzjach „Jaskini filozofów”, „Dafne znikającej”, „Klucza do otchłani” i „Przynęty” (choć ta ostatnia jest jego
najsłabszą powieścią w ogóle, a nadal pozostaje dobra!).
Co decyduje
więc o tym, że czytając Somozę przepadam? Przede wszystkim zagłębinie się w
ludzką psychikę, odkrywanie jej najciemniejszych aspektów, przedstawianie
bohaterów tak ludzkich i złożonych, jak to tylko w literaturze możliwe. Wyjaśniając
postawy swoich postaci, Somoza często odwołuje się do ich dzieciństwa i udowadnia,
jak bardzo wpływa ono na to, kim stajemy się później.



