Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2013

Z tęsknoty za tajemnicą: „Milczący zamek” Kate Morton



Jako mała dziewczynka namiętnie oglądałam bajki Walta Disneya i zachwycałam się tym pięknym zamkiem, który zawsze pojawiał się przed seansem. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że jego twórcy inspirowali się Zamkiem Neuschwanstein w Bawarii. Od zawsze chciałam tam pojechać i zobaczyć miejsce moich marzeń, od zawsze tęskniłam za jego obszernymi komnatami i wyobrażałam sobie, że zostaję zaproszona na przyjęcie, wkładam balową suknię i wyruszam na spotkanie z tajemnicą i magią. Dlaczego o tym piszę? Bo właśnie z takiej romantycznej tęsknoty za zamkiem powstała powieść Kate Morton.

„Każdy dom jest czymś więcej niż sumą swych materialnych części, jest skarbnicą wspomnień, archiwum zdarzeń, które rozegrały się w jego murach.”

Mury Milderhurst od kilku pokoleń chronią sekrety rodu Blythe’ów. Milczą, ale pamiętają wszystkie zdarzenia, zarówno te bardziej jak i mniej szczęśliwe. Bezgłośnie szepczą o trzech siostrach i ich ojcu, wielkim pisarzu, który oszalał, szeptczą o genezie „Prawdziwej historii Człowieka z Błota” i związanej z nią tragedii, a także o miłości i rozczarowaniu, i małej ewakuantce, przyjętej z bombardowanego Londynu.

50 lat później, Londyn. Meredith Burchill otrzymuje zaginiony w czasie II Wojny Światowej list. Widok poruszonej matki nie uchodzi uwadze jej córki – Edith, redaktor naczelnej w wydawnictwie Billing&Brown. Zaintrygowana kobieta udaje się do Milderhurst i odkrywa, że siostry Blythe nadal żyją, choć zapomniane i odizolowane od świata… Edith trafia na ślad kryjącej się w opuszczonym zamczysku tajemnicy, mającej niemały związek z jej ukochaną książką – „Prawdziwą historią Człowieka z Błota” Raymonda Blythe’a.

czwartek, 4 lipca 2013

„Niewinny” Harlan Coben, czyli było dobrze, ale...



„Szczęście jest tak delikatne, tak nietrwałe, że może je zniszczyć byle podmuch. Lub dzwonek telefonu.”

Nie jestem do końca pewna, czy zaczynanie przygody z nowym pisarzem od książki, powszechnie uznawanej za najlepszą w jego twórczości, było dobrym pomysłem. Bogaty dorobek Harlana Cobena skłonił mnie jednak to pójścia na łatwiznę. I tak pewnego letniego wieczoru wygodnie rozsiadłam się na łóżku i zaczęłam czytać „Niewinnego”. 3 godziny później zrobiła się noc, a ja za nic nie chciałam odłożyć książki. „Jeszcze tylko jeden rozdział”, „No nie, nie zasnę, jak nie zobaczę, co będzie dalej” – wszyscy znacie te wspaniałe czytelnicze chwile, kiedy książka wciąga do tego stopnia, że zapomina się o całym świecie, nawet o tym, że o 7 trzeba wstać i iść do pracy…

„Niewinny” opowiada historię Matta Huntera, który pomału układa sobie życia po wyjściu z więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci. Dzięki pomocy brata udaje mu się znaleźć pracę, poznaje też piękną Olivię, z którą wkrótce bierze ślub. Szczęście Matta przerywa jednak filmik, nakręcony telefonem komórkowym żony, na którym widać ją z innym mężczyzną w pokoju hotelowym. Tymczasem zostaje zamordowana zakonnica, a wszystkie tropy prowadzą do domu Hunterów. Przeszłość zaczyna wracać w najmniej oczekiwanym momencie, a Matt i Oliwia mają przekonać się na własnej skórze, że sekrety zawsze wychodzą na jaw, a przed popełnionymi grzechami nie ma ucieczki.

poniedziałek, 25 lutego 2013

100 książek wg BBC: „Buszujący w zbożu” J.D. Salinger (jak zachwyca, jak nie zachwyca)



„Jeśli rzeczywiście interesuje was ta historia, najpierw pewnie chcielibyście usłyszeć, gdzie się urodziłem, jak spędziłem zasrane dzieciństwo, czym się zajmowali moi rodzice, zanim sobie mnie zafundowali, i wszystkie te bzdety jak z „Davida Copperfielda”, ale – uprzedzam z góry – nie mam zamiaru się w to wdawać.”

Przed każdym spotkaniem z klasyką mam lekkiego stresa. Dlaczego? Od książki, wpisanej do kanonu i zachwalanej przez wielu, oczekuje się wiele. I tak też jest w przypadku „Buszującego w zbożu”. Spodziewałam się, że ta historia na zawsze zapisze się w mojej duszy lub przynajmniej powali mnie na kolana. Tak się jednak nie stało.

Książka stanowi zapis trzech dni z życia szesnastolatka, samotnie włóczącego się po Nowym Jorku. Naszego bohatera właśnie wyrzucono z kolejnej szkoły i przed powrotem do domu postanawia pobyć trochę sam ze sobą. Wynajmuje pokój w hotelu, chodzi do nocnych klubów, spotyka się z była dziewczyną, której nawet nie lubi i snuje dużo rozważań.

„Sam jestem, samiutki z sobą samym...”

niedziela, 6 stycznia 2013

100 książek wg BBC: „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell



 „Chcę szukać w starych miastach i starych krajach zapachu dawnych czasów, który się tam jeszcze unosi.” 

Jeden z bohaterów „Przeminęło z wiatrem” nie może odnaleźć się w czasach, jakie nastały po zakończeniu wojny secesyjnej i przywołuje pojęcie zmierzchu bogów. Romantyk i myśliciel, Ashley Wilkes, nie potrafił zapomnieć o bogatym i sielskim Południu, w jakim dorastał i tak naprawdę umarł wraz z przegraną wojsk Konfederacji. Jego rozmówczyni, Scarlett O’Hara, osoba nad wyraz praktyczna, nie mogła zrozumieć uczuć Ashleya i wszystkich tych, którzy żyli przeszłością. Była kobietą z głową na karku, upartą jak osioł, bezczelną i wyrachowaną, i to pozwoliło jej nie tylko przetrwać, ale też całkiem nieźle się urządzić w nowej rzeczywistości. Tylko ona mogła w sukni uszytej z zasłon matki i kapeluszu z piórami, wyrwanymi kogutowi, próbować uwieść mężczyznę. Wojna secesyjna mogła zniszczyć Południe, ale nie Scarlett O’Harę.

„Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell to wielowątkowa powieść z bogatym tłem społeczno-historycznym. Losy głównych bohaterów są pretekstem do przedstawienia upadku Południa, okrucieństwa wojny i różnych życiowych postaw, jakie można było przyjąć. Gdzieś pomiędzy narodzinami i śmiercią, biedą i bogactwem, zabawą i łzami, głodem i przepychem, rodzi się niezwykła miłość, która stanie się siłą i motorem napędowym jej nosicieli. To jak bardzo okrutny i zmienny jest los, i jak szybko wszystko przemija świetnie oddaje tytuł powieści, pod którym kryją się co najmniej dwa znaczenia.

niedziela, 19 sierpnia 2012

„Sekretne życie pszczół” Sue Monk Kidd - o dorastaniu i rasizmie


„Wiedza może być przekleństwem. Zamieniłam bagaż kłamstw na bagaż prawdy i nie wiedziałam, który jest cięższy. Dźwiganie, którego wymaga więcej siły? Było to jednak śmieszne pytanie, ponieważ, gdy ktoś pozna prawdę, nie może się już cofnąć po walizkę z kłamstwami. Cięższa, czy nie, prawda przeszła na jego własność.”

Pewnie niektórzy z Was pamiętają moją recenzję rewelacyjnego filmu z Dakotą Fanning „Sekretne życie pszczół” (link). Zarzekałam się wtedy, że na pewno przeczytam książkę, jeśli tylko wpadnie w moje ręce. No i wpadła: w Dedalusie za 12 zł. Przeczytawszy powieść, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony jest bardzo emocjonująca i taka prawdziwa, z drugiej nie dorównuje ekranizacji… Tak, Moi Drodzy, jest to jeden z tych niewielu przypadków, kiedy film okazuje się być lepszy od literackiego pierwowzoru.

Jest rok 1964, prezydent USA właśnie podpisał ustawę o prawach obywatelskich dla kolorowych. Biali obywatele Ameryki nie potrafili jednak tego zaakceptować i nadal okazywali Murzynom jawną wrogość, powszechna była segregacja rasowa. Główna bohaterka filmu – czternastoletnia Lily Owens jest reprezentantką pokolenia, dla którego nieważny jest kolor skóry, ale to, jakim się jest człowiekiem. Dziewczynka, porzucona przez matkę i niekochana przez ojca, ucieka z domu wraz z opiekunką – czarnoskórą Rosalene. Podążając śladem matki, trafia do domu sióstr Boatwright, bogatych Murzynek, prowadzących pasiekę.

sobota, 21 stycznia 2012

100 książek wg BBC: „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro, czyli wspomnienia kamerdynera (Nagroda Bookera 1989)

Po przeczytaniu rewelacyjnej powieści Ishiguro pt. „Nie opuszczaj mnie”, postanowiłam sięgnąć po kolejną pozycję tego autora. Mój wybór padł na „Okruchy dnia”, książkę, która już od dawna zalegała w moim schowku na stronie empiku. Niestety tym razem Ishiguro mnie nie oczarował, chociaż tematyka wydawała się pociągająca, a czytało się dość sprawnie.

 Głównym bohaterem, a zarazem narratorem „Okruchów dnia” jest Stevens, majordomus w podupadłym Darlington Hall. Stevensa poznajemy, gdy udaje się w podróż do Kornwalii, by odwiedzić tam dawną gospodynię domu – pannę Kenton. Mężczyzna z rozrzewnieniem wspomina czasy służby u lorda Darlingtona i porównuje z obecnymi, kiedy to znaczna część posiadłości została zamknięta przez nowego właściciela – Amerykanina Farradaya, który chciał jedynie kupić okazały angielski dom z najprawdziwszym kamerdynerem. W oczach Stevensa nowy pan nie może się równać z lordem Darlingtonem, nie mniej jednak bohater stara się służyć mu jak najlepiej, w tym celu z niemałym trudem opanowuje sztukę dowcipu