Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

„Wołanie kukułki” J. K. Rowling, czy jak kto woli Robert Galbraith



W lipcu ubiegłego roku, jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że autorem książki „The Cuckoo’s Calling” nie jest debiutujący Robert Galbraith, ale kobieta, która dała światu Harry’ego Pottera – J.K.Rowling. Zanim ludzkość poznała prawdę, powieść przez trzy miesiące sprzedała się w liczbie ok. 1500 egzemplarzy (!) i to pomimo ogólnie dobrych recenzji (acz nie zachwycających). Mało tego: kilkanaście wydawnictw odrzuciło maszynopis, twierdząc, że nie może sobie pozwolić na wydawanie nikomu nieznanego autora. Zgodziło się dopiero wydawnictwo Sphere Books (ale potem mieli niespodziankę:)

Książka pewnie jeszcze długo pozostałaby niezauważona, gdyby nie wścibska redaktorka „The Sunday Times”, która przeczytawszy powieść, doszła do wniosku, że jest ona zbyt dobra, jak na debiut i zleciła śledztwo. Podobno analizowano nawet język utworu, poza tym sypnął ktoś bliski prawnikom Rowling. I nagle boom! Rowling napisała nową książkę! Rzesze fanów Harry’ego Pottera zrobiły swoje i „Wołanie kukułki” momentalnie awansowało w serwisie Amazon z miejsca 4709 na 1!!!

Świetnie skrojona akcja marketingowa, czy Rowling naprawdę chciała się sprawdzić? Osobiście skłaniam się ku tej drugiej opcji. Pisarka przyznała, że zależało jej na obiektywnych recenzjach i uniknięciu medialnego szumu.

Ja cieszę się jednak, że prawda wyszła na jaw, bo inaczej nigdy nie sięgnęłabym po „Wołanie kukułki”, które dostarczyło mi kilku godzin prawdziwej przyjemności. Rowling potrafi.

sobota, 9 listopada 2013

„Dwie królowe” Philippa Gregory, czyli kolejna wizyta na dworze Henryka VIII



Król Henryk VII to chyba najciekawszy władca w historii Anglii. Nikt wcześniej nie odważył się dostosowywać prawa do spełniania własnych zachcianek, wysyłania na szafot tych, których obecność na dworze mogła uniemożliwić realizację królewskich planów, wreszcie nikt otwarcie nie wystąpił przeciwko papieżowi i Kościołowi tylko dlatego, by móc ożenić się z aktualną wybranką. Sześć żon Henryka VIII to temat, po który często sięgają pisarze i twórcy filmowi. Co jeszcze nie zostało powiedziane? Czy badacze odkryją przed światem jeszcze jakieś fakty? 

W swojej kolejnej powieści cyklu tudorowskiego Philippa Gregory przedstawia portrety dwóch kolejnych żon Henryka VIII: Anny Kliwijskiej i Katarzyny Howard, a także kobiety, która przebywała na angielskim dworze od czasów Katarzyny Aragońskiej i doprowadziła do śmierci swojej kuzynki Anny Bolejn i jej brata, a swego męża Jerzego. Mowa oczywiście o Jane Parker, jej spiskach, knowaniach i cichym udziale w królewskich procesach.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1539, na chwilę po śmierci Jane Seymour. Anglia ma w końcu następcę tronu, książę Edward jest jednak chorowity i słaby, dlatego Henryk VIII zaczyna rozglądać się za kolejną żoną. Thomas Cromwell podsuwa królowi niezbyt urodziwą, acz cnotliwą Annę z Kliwii. Dzięki temu małżeństwu Anglia ma zawszeć sojusz z państwami Reformacji i umocnić swoje wpływy w Europie. Niestety od pierwszego spotkania tych dwojga, wiadome było, że Kliwianka nie jest kobietą odpowiednią dla władcy, który szukał przede wszystkim urodziwej kochanki. Jak podają historycy, ujrzawszy Annę miał ją nazwać „flamandzką kobyłą”. Gdy Cromwell podpada Henrykowi, na scenie znowu pojawia się Thomas Howard, chcący za wszelką cenę połączyć rody Tudorów i Howardów następcą tronu. W osiągnięciu celu pomaga mu spiskująca na każdym kroku – Jane Parker i śliczna, czternastoletnia, krewniaczka – Katarzyna Howard. Król Henryk, ogarnięty znowu niemożliwym pragnieniem, staje się niebezpieczny dla wszystkich, którzy stoją mu na przeszkodzie. Angielski dwór po raz kolejny znajduje się w cieniu szafotu.

niedziela, 27 października 2013

„Morderstwo w Orient Expressie” Agatha Christie, czyli nie, nie i jeszcze raz nie



W czytelniczym świecie nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o „Morderstwie w Orient Expressie” pióra Agathy Christie. Chyba bardzo nie skłamię pisząc, że jest to książka, od której wiele osób zaczyna swoją przygodę z Królową Kryminału i zarazem najbardziej znana powieść z błyskotliwym detektywem Herkulesem Poirotem. Trudno mierzyć się z dziełem tak znanym i uwielbianym przez fanów pisarki, zwłaszcza, jeśli sposób przedstawienia historii i fabuła nie do końca odpowiadają, a wręcz nudzą…

Wraz z Herkulesem Poirotem udajemy się w trasę Stambuł-Calais, znosimy niewygody podróży, bacznie obserwujemy współtowarzyszy i… rozwiązujemy zagadkę morderstwa… W jednym z przedziałów zostaje zamordowany mężczyzna, który zresztą wcześniej zgłaszał obawy, co do swojego bezpieczeństwa. Słynny detektyw ma trudne zadanie: musi rozwikłać niezwykle skomplikowaną zagadkę, opierając się jedynie na dedukcji. Dziwnym trafem wszyscy pasażerowie mają alibi, a na scenie pojawiają się coraz to nowe dowody. Czy spreparowane? I kto zabił? Czas ucieka, a morderca prawdopodobnie wciąż przebywa w Orient Expressie…

środa, 23 października 2013

„Siedem minut po północy” Patrick Ness, czyli małe wielkie arcydzieło



„Opowieści są ważne. Czasami potrafią być nawet najważniejsze. Jeśli tylko niosą ze sobą prawdę”.

Niby taka krótka książeczka, a niosąca ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, który trudno udźwignąć dorosłemu czytelnikowi, a co dopiero mówić o dziecku. 

Siedem minut po północy przychodzi potwór. Zakrada się przez okno do pokoju małego chłopca, ale bynajmniej nie po to, by go przestraszyć. Niesie ze sobą ukojenie, trzy niezwykłe opowieści i prawdę, która pomoże Conorowi oswoić śmierć. Bo to nie jest zwyczajny potwór, a „Siedem minut po północy” nie jest zwyczajną książką.

Patrickowi Nessowi udało się nie popaść w banał i nadmierny patetyzm, i stworzyć prostą, mądrą opowieść o godzeniu się ze śmiercią. Ogromną rolę w odbiorze książki odgrywają genialne ilustracje autorstwa Jima Kaya. Jest mrocznie i niepokojąco. Polskie wydanie jest zresztą idealnie dopracowane, wydawnictwo Papierowy Księżyc spisało się na medal.

czwartek, 8 sierpnia 2013

„Kochanice króla” Philippa Gregory i o filmie słów kilka



„Musisz postępować tak, by odnosił wrażenie, że to on jest panem sytuacji. Daj mu się ścigać, lecz sama nigdy go nie goń. W sytuacjach kiedy możesz zrobić krok w jego stronę, lub uciec, zawsze uciekaj, lecz nigdy tak, by nie mógł Cię złapać.”

Kilka lat temu wybrałam się do kina na „Kochanice króla”, nie mając pojęcia, że film ów powstał na podstawie bardzo poczytnej powieści Philippy Gregory. Wrażenia? Podobało mi się. Był przystojny Eric Bana, świetne Natalie Portman i Scarlett Johansson, ciekawa fabuła, napięcie i iskry. Wczoraj skończyłam czytać literacki pierwowzór, myślę sobie: „obejrzę film i zobaczę, czy dużo pozmieniali”. No i siadam, oglądam, jestem znudzona, ziewam, no nie mogę tego zdzierżyć… Co oni zrobili z tą historią? Gdzie się podziały emocje? Co z panią Boleyn? Przecież miała być zołzą! Czemu ten ojciec tak poczciwie wygląda? Nie, nie, wszystko nie tak… I nie pomaga nawet obłędnie przystojny król. Reżysera trzeba wtrącić do Tower, niech pomyśli przez chwilę nad tym, co uczynił!

Ci, którzy czytali „Wieczną księżniczkę” znają kulisy małżeństwa Henryka VIII z Katarzyną Aragońską, infantką hiszpańską. Młody król był zafascynowany piękną i starszą od siebie szwagierką, która stała mu się partnerką zarówno w łożu, jak  i w polityce. Nic z tej zażyłości nie odnajdziemy już na kartach „Kochanic króla”. Henryk jest rozgoryczony z powodu braku męskiego potomka, syna, który zostałby w przyszłości umiłowanym władcą Anglii. W spłodzeniu dziedzica nie pomaga także wiek Katarzyny, która niebezpiecznie zbliża się do menopauzy. W tym czasie na dworze pojawią się siostry Boleyn: Maria i Anna, a ich zadaniem jest usidlić Henryka i zdobyć względy dla rodziny, która nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć zamierzony cel. Różne od siebie jak ogień i woda, ziemia i niebo, najpierw jedna, potem druga, są wpychane w ramiona króla, który jest przecież tylko mężczyzną… Zanim Anna straci głowę, a Henryk zwróci uwagę na bladolicą Jane Parker, wydarzy się niejeden skandal, będzie mrocznie i emocjonująco. I wiecie co, będziecie się bać, nawet jeśli dobrze wiecie, jaki będzie finał…

czwartek, 18 lipca 2013

„Trafny wybór” J.K. Rowling, czyli książka, którą musiałam przeczytać



„Wybór niesie za sobą ryzyko: podejmując decyzję, trzeba porzucić wszystkie inne możliwości”.

Na początek będę się czepiać. Tytuł. Polski. Fatalny! Do takiego wniosku doszłam w trakcie lektury. Bo czyż nie bardziej adekwatnie do treści byłoby dosłownie przetłumaczyć tytuł oryginału? „Tymczasowy wakat” brzmi, jak dla mnie, całkiem dobrze. Może nie  jest to tytuł trafny marketingowo, ale przecież nowa książka autorki Harry’ego Pottera wcale nie potrzebuje reklamy. Ba, śmiem twierdzić, że ta historia i bez nazwiska Rowling, by się obroniła, choć jej sukces zapewne nie byłby równie spektakularny.

Do opowieści o małych miasteczkach mam ogromny sentyment. Lubię ten specyficzny klimat, to, że dokładnie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą, że jedno zwyczajne zdarzenie może zburzyć od lat budowany porządek. Z takich historii zawsze można zrobić coś fajnego, a gdy do akcji wkracza Rowling po prostu musi być dobrze. Ta kobieta ma niesamowity talent gawędziarski, świetne pomysły i ogromną odwagę. Jestem przekonana, że krytycy by ją zjedli, gdyby jej najnowsza powieść okazała się klapą. A jednak mając na sobie piętno Harry’ego Pottera, Rowling bierze pióro do ręki i pisze. Pisze i zadziwia! „Trafny wybór” wciąga, intryguje i niepokoi, a autorka pokazuje, że poza wspaniałą wyobraźnią, posiada też cięty język. Rowling potrafi!

wtorek, 25 czerwca 2013

100 książek wg BBC: „Rok 1984” George Orwell



Przenieśmy się na chwilę w przeszłość, do Londynu w  roku 1984. Jesteśmy przybyszami z obcego kraju i jakimś cudem udało się nam przedostać przez wszechobecną kontrolę. Zakładamy charakterystyczny granatowy kombinezon i staramy się nie wyróżniać z tłumu. Każdy nasz krok jest śledzony przez Policję Myśli, a z licznych plakatów spogląda na nas Wielki Brat, potężny członek Partii, którego nikt nigdy nie widział. Może jakimś cudem uda nam się przeżyć tę niebezpieczną wyprawę i opowiedzieć potomnym to, co zobaczyliśmy. Może ktoś nam uwierzy. Może. Na razie jesteśmy zdani tylko na siebie i mamy pewność, że nie możemy zaufać nikomu, bo szpiedzy są wszędzie, a w obliczu tortur każdy w końcu „sypie”. 

Jakoś udaje się nam przedostać do Ministerstwa Prawdy, a tam zauważamy Winstona Smitha, przeciętnego pracownika archiwum. Jak się dowiadujemy zadanie Winstona polega na fałszowaniu przeszłości, manipulowaniu faktami tak, by były zgodne z aktualną polityką Partii. Mężczyzna zaciekawia nas na tyle, że zaczynamy go śledzić i tak odkrywamy jego zamiłowanie do reliktów przeszłości i prowadzenie pamiętnika, co, jak wiemy, grozi ewaporacją, czyli całkowitym wymazaniem z rzeczywistości… Poza patrzeniem jak Winston się pogrąża nie możemy zrobić nic, bo wszelka walka pozbawiona jest sensu. Wielki Brat jest wszędzie i nieustannie patrzy…

niedziela, 2 czerwca 2013

Kryminalne zagadki Panny Marple: „Morderstwo na plebanii”, „Noc w bibliotece”, „Zatrute pióro”



W małej wiosce St. Mary Mead mieszka pewna wścibska stara panna. Jane Marple, bo tak się zwie owa dama, jest wątłą staruszką, której ulubione zajęcia to robienie na drutach i badanie natury ludzkiej. Dzięki żywej inteligencji i umiejętności łączenia ze sobą z pozoru niepowiązanych faktów, panna Marple stała się najlepszym i najsłynniejszym detektywem w spódnicy w historii literatury. Sama o sobie mówi, że:

„Kiedy się tak żyje, jak ja, samotnie, z dala od wielkiego świata, musi się mieć jakiegoś konika. Można się oczywiście zajmować robótkami na drutach, harcerstwem, dobroczynnością, szkicowaniem pejzaży... ale moim konikiem jest - i zawsze była - natura ludzka. Taka różnorodna i taka fascynująca .”

Z powyższych słów wyłania się postać typowej małomiasteczkowej osobowości, która wie wszystko o wszystkich i o wiele bardziej interesuje się życiem innych niż własnym. Jak się jednak wielokrotnie okaże, wścibstwo panny Marple jest bardzo pomocne w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Gdy w St. Mary Mead zdarzy się jakieś przestępstwo, poza inspektorem i lekarzem, wzywa się właśnie Jane Marple. Można jej nie lubić i nazywać plotkarą, ale gdy wydarzy się zbrodnia, nikt nie będzie równie pomocny jak ona. Jako osoba obdarzona dużą mądrością życiową i znajomością natury ludzkiej, panna Marple rozwiązuje zagadki kryminalne, wykorzystując swoją wiedzę na temat mieszkańców St. Mary Mead. Poszukując analogicznych wydarzeń i zgrabnie łącząc je z okolicznościami danej zbrodni, panna Marple z łatwością potrafi wskazać winnego i przewidzieć jego zachowania. Niejeden inspektor policji może pozazdrościć jej umiejętności dedukcji.

Postać Jane Marple po raz pierwszy pojawiła się w opowiadaniach, ukazujących się na łamach brytyjskiego pisma „The Sketch”. Opublikowane wówczas teksty zostały wydane w 1932 roku w zbiorze „Trzynaście zagadek”. Dwa lata wcześniej ukazała się pierwsza powieść z panną Marple – „Morderstwo na plebanii”. Ona, a także kolejne dwie – „Noc w bibliotece” i „Zatrute pióro” – to moje pierwsze literackie spotkania z tą postacią.

środa, 24 kwietnia 2013

100 książek wg BBC: „Dziwny przypadek psa nocną porą” Mark Haddon



„Ludzie mówią, że zawsze trzeba mówić prawdę. Ale nie myślą tak na serio, ponieważ nie wolno mówić starym ludziom, że są starzy, nie wolno mówić nikomu, że dziwnie pachnie, a dorosłemu, że puścił bąka. Nie wolno też nikomu mówić „Nie lubię ciebie” chyba, że ten ktoś zrobił ci coś okropnego.”

Z Zespołem Aspergera po raz pierwszy zetknęłam się kilka lat temu w czasie seansu genialnej animacji „Mary i Max”. Jako, że wcześniej nic nie wiedziałam o tej chorobie, bardzo zdziwiła mnie dosłowność umysłu Maxa i co za tym idzie jego nieumiejętność właściwego funkcjonowania w społeczeństwie. Literalne rozumienie metafor jest także problemem z którym boryka się główny bohater książki Marka Haddona. 

Christopher ma 15 lat i poważne trudności z porozumiewaniem się z rówieśnikami czy sąsiadami, nie potrafi samodzielnie podróżować komunikacją miejską i staje się agresywny, gdy ktoś próbuje go dotknąć. Jest za to świetny z matematyki i fizyki, marzy, by zostać astronautą i dostrzega wiele rzeczy, których przeciętny człowiek nie widzi. Jego poukładane od A do Z życie burzy zabicie psa imieniem Wellington, którego Christopher bardzo lubił. Widząc, że do odnalezienia mordercy jego czworonożnego przyjaciela nie kwapi się nikt, postanawia samodzielnie przeprowadzić najprawdziwsze śledztwo i rozwiązać zagadkę. 

piątek, 19 kwietnia 2013

O jednym takim, co nic nie kapował: „Poczucie kresu” Julian Barnes (Nagroda Bookera 2011)



„Jak często opowiadamy naszą własną historię życia? Jak często dopasowujemy, upiększamy, dokonujemy chytrych skrótów? Im dłużej trwa życie, tym mniej jest tych, którzy mogliby zakwestionować nasza relacje, przypomnieć nam, że nasze życie nie jest naszym życiem, lecz jedynie historią, którą o swoim życiu opowiadamy. Opowiadamy innym osobom, ale – głównie – samemu sobie”.

Sami piszemy scenariusz naszego życia i wciąż podejmujemy decyzje, które zaprowadziły nas tu, gdzie dziś jesteśmy. Ciągle stawiane są przed nami nowe pytania, na które musimy znaleźć odpowiedź. Czy wyjść za mąż, pójść na studia, wyemigrować czy zostać w kraju? Każdy z nas dokonuje własnych wyborów, które czynią go takim, a nie innym człowiekiem. Część osób podda się na starcie, rezygnując z realizacji marzeń i zadowalając się tym, co ma. Inni będą za wszelką cenę dążyć do zaspokojenia wygórowanych ambicji i nigdy nie pozwolą sobie spocząć na laurach. Rozliczenie z drogą, jaką obraliśmy przychodzi najczęściej u kresu życia. Próbując poskładać strzępki wspomnień, dopasować elementy układanki, opowiadamy sobie własną historię. Tu coś dodamy, tam coś ubarwimy, coś wyprzemy z pamięci, jakby się w ogóle nie zdarzyło… A jak było naprawdę? Jeśli świadkowie naszego życia odeszli, możemy już nigdy „nie skapować”, o co w tym wszystkim chodzi…

Główny bohater i zarazem narrator utworu Juliana Barnesa, opowiada swoją historię w oparciu o kilka szczególnie ważnych zdarzeń. Anthony Webster, stojąc u progu życia, próbuje wymazać białe plamy z pamięci i odtworzyć przeszłość. Nie wie, co jest prawdą, a co fikcją, stworzoną przez jego umysł. Po otrzymaniu w spadku pamiętnika od przyjaciela z szkolnych lat, odkrywa, że czas zniekształcił część jego wspomnień.. Próbując odtworzyć bieg wypadków, wraca pamięcią do momentu poznania Adriana i swojej pierwszej miłości – Veroniki.

wtorek, 12 marca 2013

„Wieczna księżniczka” Philippa Gregory, czyli portret Katarzyny Aragońskiej



6 żon Henryka VIII to temat, który wciąż na nowy powraca w literaturze i filmie. Całkiem niedawno stacja BBC zakończyła produkcję „Dynastii Tudorów”, serialu historycznego z Jonatahanem Rhys-Meyersem w roli głównej. Nie zabrakło więc w nim postaci Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII i głównej bohaterki powieści Philippy Gregory „Wieczna księżniczka”.

Z serialu wyłania się postać podstarzałej królowej, która stała się zgubą dla młodego i jurnego Henryka. Producenci przedstawili Katarzynę jako kobietę bardzo pobożną, pełną godności i królewskiego majestatu – urodzoną księżniczkę. Trzeba jednak pamiętać, że akcja „Dynastii Tudorów” zaczyna się w chwili, gdy młody król omotany był już powabami dwórek, a na horyzoncie pojawiła się Anna Boleyn. Wyłaniający się więc obraz Katarzyny jest niepełny. Jaka była wcześniej, zanim rozczarowała się życiem i została zepchnięta na margines? Co skłoniło ją do życia w kłamstwie? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Philippa Gregory w pierwszej części cyklu o Tudorach.

sobota, 17 listopada 2012

„Coco Chanel. Legenda i życie” Justine Picardie, czyli biografia niezwykłej kobiety



„Tworzę modę, która pozwala kobietom żyć, oddychać, czuć się wygodnie i wyglądać młodo.”

Zanim została kreatorką mody, Coco Chanel musiała przejść długą drogę, która bynajmniej nie była usłana różami. Gdy urodziła się w 1883 roku w biednej rodzinie, chyba nikt nie przypuszczał, że kiedyś jej imię będzie na ustach całego świata, a najważniejsze gwiazdy show biznesu i polityki, będą się u niej ubierać. Sama Chanel lekceważyła początki swojej historii,  nieustannie je zresztą przerabiając na potrzeby tworzonej legendy. Nawet okoliczności powstania Chanel No 5 przedstawiała na kilka różnych sposób, wciąż coś dodając i ubarwiając.

Autorce książki z niemałym trudem przyszło więc napisanie wiarygodnej biografii. Tam, gdzie nie jest pewna, co się właściwie wydarzyło, Justine Picardie przytacza słowa samej Coco lub ludzi z nią związanych. I tak z wielu wspomnień, ale także listów i archiwów, wyłania się portret niezwykle energicznej kobiety, która jednak była przerażająco samotna. Pisarka z dużą rzetelnością, ale też wyraźną fascynacją, opisuje koleje życia Gabrielle Chanel, jej romanse i legendę. Sięgając po „Coco Chanel. Legenda i życie” czytelnik może liczyć także na dokładne opisy miejsc szczególnie bliskich projektantce, a więc jej apartamentu w Ritzu, salonu przy Rue Cambon i La Pausy, bajecznej willi na Riwierze Francuskiej, gdzie bywali m.in. Winston Churchill, Francis Scott Fitzgerald i Pablo Picasso. 

wtorek, 23 października 2012

100 książek wg BBC: „Nowy wspaniały świat” Aldous Huxley



Czy świat, w którym wszyscy są szczęśliwi i nie mają żadnych problemów, ma rację bytu? Jak można żyć w społeczeństwie, w którym wszyscy są tacy sami i nie posiadają zdolności myślenia, najważniejszej cechy, odróżniającej człowieka od zwierzęcia? I kto chciałby żyć w świecie, nastawionym na konsumpcję i seks, a ogołoconym z miłości, przyjaźni i kultury przez duże K.?

Aldous Huxley napisał przerażającą antyutopię, która zaskakuje celnością spostrzeżeń. Pomimo tego, że książka została wydana w 1931 roku, wiele jej idei jest aktualnych po dzień dzisiejszy. Czyż nie żyjemy w świecie nastawionym na nieustanny rozwój technologiczny, a seks bez zobowiązań nie staje się coraz powszechniejszy? U Huxleya nie widok nagości budzi wstyd, ale miłość. Ludzie powstają w fabrykach w wyniku sztucznego zapładniania i klonowania. Żyją w ściśle zhierarchizowanym społeczeństwie, w którym każdy ma z góry określone miejsce. Nagradzana jest zwyczajność, a nietypowość surowo karana. Każdy, kto nie myśli szablonowo, kto ma własne zdanie, jest niebezpieczny i stanowi ogromne zagrożenie dla rozwoju ludzkości.


„Niech pan rozważy rzecz na zimno, panie Foster, a zobaczy pan, że nie ma potworniejszego przestępstwa nad nietypowe zachowanie. Morderstwo oznacza śmierć tylko jednostki, a czymże w końcu jest jednostka? [...] Nietypowość zagraża czemuś więcej niż tylko życiu jednostki; ono godzi w Społeczeństwo samo.”

czwartek, 20 września 2012

„Lokatorka Wildfell Hall” Anne Brontë, czyli książka, która powinna zostać wydana już dawno temu



Anne Brontë to jedna z trzech słynnych sióstr pisarek, których książki czytelniczki na całym świecie uwielbiają już od ponad 150 lat! Za życia powieści Anne były nieco przyćmione przez sukces, jaki osiągnęły „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte i „Wichrowe wzgórza” Emily. Także polscy wydawcy nie byli dla pisarki zbyt łaskawi, publikując jej utwory dopiero w tym roku. Dziwię się, że wcześniej nie wydawano w naszym kraju mniej znanych powieści sióstr Brontë. Przecież każdego roku na rynku wydawniczym ukazuje się masa książek, które nie nadają się do niczego, a na pewno nie do czytania. Dlaczego więc tak długo zwlekano z tłumaczeniem i publikacją „Agnes Grey”, „Lokatorki Wildfell Hall”, „Shirley” i „Profesora”? Pytanie to chyba pozostanie retorycznym.

Co do mnie, to należę do tych, którzy kochają „Jane Eyre”, a nienawidzą „Wichrowych wzgórz”, dlatego też kompletnie nie wiedziałam jak będzie z „Lokatorką Wildfell Hall”. 

Życie na prowincji ma to do siebie, że wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, co ma zdecydowanie więcej wad niż zalet. No bo jak tu utrzymać w tajemnicy romans lub sekret, którego wydanie mogłoby sprowadzić na nas katastrofę? W takiej sytuacji znajduje się Helen Graham, której nagłe zamieszkanie w dworze Wildfell Hall, budzi ogromne zainteresowanie mieszkańców okolicy. Z każdego domu wyruszają matki i córki, by powitać nową mieszkankę hrabstwa. Szybko okazuje się jednak, że Helen nie lubi plotek i niechętnie odpowiada na pytania o dawnym życiu, co oczywiście spotyka się z oburzeniem. Zainteresowany tytułową lokatorką jest także Gilbert Markham, z którym kobieta szybko się zaprzyjaźnia i to właśnie jemu powierza swą tajemnicę, której ujawnienie może wywołać duży skandal w miejscu tak konserwatywnym jak XIX-wieczna Anglia.

piątek, 27 lipca 2012

„Klub Pickwicka” Charles Dickens, czyli nie było źle, ale...


„Pierwsze promienie światła, które rozjaśniły grube ciemności, towarzyszące ukazaniu się nieśmiertelnego Pickwicka na horyzoncie uczonego świata, pierwszą urzędową wzmiankę o tym niepospolitym mężu znajdziemy w protokołach Klubu Pickwicka. Wydawca niniejszego dzieła mieni się szczęśliwym, że może przedstawić je swym czytelnikom jako dowód sumienności, uwagi, usilnej pracy i zdolności badawczych, jakie rozwinął przy poszukiwaniach w licznych powierzonych mu starych dokumentach”.

            „Małe kobietki” bawiły się w Klub Pickwicka. Ania Shirley też znała to dzieło. No i książki Dickensa są lubiane. Mając na uwadze te trzy tezy, nie pozostało mi nic innego jak sięgnąć po powieść i przeżyć moje pierwsze literackie spotkanie z jednym z najpopularniejszych pisarzy – Charlsem Dickensem.

Książka przedstawia historię Samuela Pickwicka oraz jego przyjaciół: panów Tupmana, Winkle’a i Snodgrassa. Bohaterów poznajemy w chwili, gdy założony zostaje Klub Picwicka, mający prowadzić badania krajoznawcze. W tym celu przyjaciele udają się w podróż po Anglii. Wkrótce wskutek „serii niefortunnych zdarzeń” zacny i wspaniały pan Pickwick zostaje oskarżony o niedotrzymanie obietnicy małżeństwa i postawiony przed sąd.

piątek, 8 czerwca 2012

100 książek wg BBC: „Rebeka” Daphne du Maurier


 „Rebeka, zawsze Rebeka! Dokądkolwiek bym poszła, gdziekolwiek bym usiadła, nawet w moich myślach i w moich snach, spotykałam Rebekę. Znałam teraz jej figurę, długie, smukłe nogi, małe, wąskie stopy. Ramiona szersze od moich, zwinne, zgrabne ręce (...). Znałam zapach jej perfum, domyślałam się, jak brzmiał jej śmiech, jaki miała uśmiech. Rozpoznałabym jej głos wśród tysiąca innych głosów. Rebeka, zawsze Rebeka! Nigdy się od niej nie uwolnię”.

„Rebeka” to kolejna pozycja przeczytana przeze mnie w ramach listy 100 książek wg BBC. Nastawiona na znakomitą opowieść, nie zawiodłam się. „Rebekę”, wydaną w 1938 roku, czyta się szybko, niepostrzeżenie dochodząc do końca. Książka została sfilmowana po raz pierwszy w 1940 roku przez Alfreda Hitchcocka, film nagrodzono Oscarem. Co ciekawe, także słynne „Ptaki” powstały na podstawie jednego z opowiadań Daphne de Maurier. Jej książki cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem do dziś.

            Historię tytułowej Rebeki poznajemy z perspektywy młodej i naiwnej dziewczyny, która zostaje drugą żoną bogatego Maxima de Winter, dziedzica Manderley. Narratorka jest nie tyle naiwna, co przeraźliwie nieśmiała. Do chwili poznania pana de Wintera w Monte Carlo pracowała jako dama do towarzystwa u gburowatej pani van Hooper. Początkowo opowieść przypomina więc bajkę o Kopciuszku: biedna dziewczyna, której imienia nawet nie znamy, wychodzi za mąż za miliardera, a jej życie zmienia się diametralnie. Szczęście małżonków nie trwa jednak zbyt długi i kończy się z chwilą przybycia do Manderley, słynnej na całą Anglię posiadłości. Nowa, nieobyta i niedoświadczona, pani de Winter ewidentnie nie radzi sobie z prowadzeniem domu. Sytuację pogarsza fakt, że w całym domu nadal odczuwa się obecność Rebeki, zmarłej tragicznie pierwszej żony Maxima. Nie mogąc wytrzymać nieustannych porównań z piękną i przebojową Rebeką, bohaterka zaczyna wpadać w paranoję. Dręczona przez demoniczną panią Danvers, stopniowo dochodzi do tego, co naprawdę wydarzyło się przed rokiem w Manderley...

sobota, 12 maja 2012

„Podróż Bena” Doris Lessing - o poszukiwaniu tożsamości


„Podróż Bena” jest kontynuacją „Piątego dziecka”, książki, którą jestem niezmiennie zachwycona. Oczekiwania wobec powieści miałam więc duże. Na wstępie zdradzę tylko, że owszem, podobało mi się i że byłam dość zaskoczona drogą, jaką autorka poprowadziła losy Bena.

W „Piątym dziecku” pożegnaliśmy Bena jako nastolatka, sprawiającego problemy wychowawcze. W kontynuacji książki Ben ma już 18 lat, a wygląda na 40, nadal ma trudności z dostosowaniem się do życia w społeczeństwie i, co ciekawe, żyje na własną rękę, z dala od rodziny. Jest to więc opowieść zgoła inna od „Piątego dziecka”, a Ben jest jedyną postacią, łączącą oba utwory. Możecie więc śmiało sięgnąć po „Podróż Bena”, nawet jeśli nie czytaliście pierwszej części.

Książka przedstawia Bena jako wrażliwego i dobrego młodzieńca, który jednak nie radzi sobie z życiem w „cywilizowanym” społeczeństwie. Na każdym kroku oszukiwany i poniżany, spotyka też ludzi, którzy odnoszą się do niego życzliwie i starają się mu pomóc. Jedną z takich osób jest biedna staruszka, która karmi chłopaka, pomimo tego, że sama nie ma za wiele. Bena poznajemy więc głównie poprzez jego reakcję na otaczającą rzeczywistość. Wiele wnoszą też wypowiedzi innych bohaterów. Okazuje się, że Harriet (matka Bena, niewystępująca jednak w „Podróży Bena”) miała sporo racji, co do tego kim jest jej syn. Ona pierwsza zobaczyła w nim coś pierwotnego, nie ograniczając się jedynie do nazywania go niedorozwiniętym. Ben ma 18 lat i spore trudności z wykonywaniem najprostszych rzeczy, chociażby takich jak robienie zakupów. Ma za to świetny wzrok i słuch, każdy las zna jak własną kieszeń. Niektórzy nazywają go yeti i wyśmiewają, inni poznawszy go lepiej, widzą, jaki chłopak jest nieszczęśliwy w obcym świecie, w którym nie ma podobnych mu ludzi. Kim jest więc Ben? Książka przynosi odpowiedź na to pytanie, odpowiedź, której nie otrzymali czytelnicy w poprzedniej części.

niedziela, 15 kwietnia 2012

„Piąte dziecko” Doris Lessing - o odmienności i braku akceptacji

„Piąte dziecko” to moje pierwsze spotkanie z laureatką literackiej Nagrody Nobla 2007 – Doris Lessing. Spotkanie, które było niezwykle emocjonalne i niestety zbyt krótkie. Nie mogę odżałować, że „Piąte dziecko” to powieść zaledwie 140 – stronicowa. Bardzo trudno było mi się rozstać z książką, która od samego początku całkowicie mnie pochłonęła. Autorka w prosty sposób opowiedziała przerażającą historię o tym, jak traci się złudzenia.

Bohaterowie powieści, Harriet i Dawid, są ekscentrykami, którzy nie rozumieją rewolucji seksualnej lat 60. i chcą wieść jak najbardziej staroświeckie życie. Żyją nieco na uboczu, nie przepadają za przyjęciami, na których regularnie podpierają ściany. Tak też się poznają. Nietrudno się domyślić, że są to ludzie stworzeni dla siebie, których połączyła nie tylko miłość, ale też marzenia o wielkim domu i gromadce dzieci. Ich idylliczne życie z czwórką kochanych i zdrowych dzieciaczków zostanie jest w brutalny sposób przerwane. Czym, zapytacie? Kolejną ciążą, tym razem nieplanowaną. I nie byłoby w tym nic strasznego, w końcu Harriet i Dawid pragnęli mieć liczną rodzinę, gdyby nie to, że piąte dziecko jest inne i w niczym nie przypomina rodzeństwa. Ben, bo takie imię nosi chłopiec, jest nad wyraz silny jak na swój wiek i ma w sobie coś pierwotnego. Z chwilą jego przybycia na świat szczęście rodzinne na zawsze zostanie zmącone i nic nie będzie już takie jak przedtem. Jak poradzą sobie z nową sytuacją Harriet i Dawid? Przekonajcie się sami.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

„I nie było już nikogo” Agatha Christie - klasyka kryminału

Jako, że to miało być moje pierwsze spotkanie z twórczością Agathy Christie, długo się zastanawiałam od jakiej książki zacząć. Mój wybór padł na „I nie było już nikogo” (także „Dziesięciu Murzynków”). Nie wiem, czy dobrze zrobiłam zaczynając przygodę z kryminałami Christie od rzekomo najlepszego. Się okaże.

Kilka słów o fabule. 10 osób zostaje zaproszonych na tajemniczą Wyspę Żołnierzyków, będącą własnością pana U.N. Owena (co można odczytać jako unknown). Każdy zostaje zwabiony pod innym pretekstem i jak się okaże nikt nie zna właściciela. Ludzie ci nie są ze sobą w żaden sposób powiązani, jest to grupa losowo wybranych osób, wśród których znajdują się m.in. sędzia, lekarz, policjant, starsza pani, nauczycielka. Po przybyciu na wyspę, okazuje się, że gospodarzy nie ma w domu, mają przybyć w późniejszym terminie. Pozornie wszystko jest w porządku, coś jednak od początku nie pasuje. Podczas wieczornego przyjęcia nagle włącza się płyta gramofonowa, której zapis oskarża każdego z gości o morderstwo. Wkrótce pierwsza z osób pożegna się z życiem, a wszystko zacznie dziwnie przypominać starą rymowankę, której tekst przybyli znaleźli w swoich sypialniach. A brzmi on tak:

czwartek, 1 marca 2012

„Rubinowe czółenka” Joanne Harris, czyli połączenie czekolady i odrobiny magii

Książka, będąca kontynuacją bestsellerowej „Czekolady”, na podstawie której powstał cudowny film z Juliette Binoche i Johnny’m Deeepem. Na wstępie zaznaczę, że „Czekolady” nie czytałam, więc nie mogę ocenić, czy „Rubinowe czółenka” są lepsze czy gorsze. Ale mogę powiedzieć, że mnie ta powieść zauroczyła i że spędziłam z nią magiczne chwile.

            Minęły 4 lata, Vianne Rocher i Anouk mieszkają w Paryżu, gdzie prowadzą skromną chocolaterie. Po tułaczce z miasta do miasta i podążaniu za zmiennym wiatrem, Vianne postanawia przerwać wędrówkę i znaleźć dom. Czy może być lepsze miejsce na nowy początek niż Paryż? Pewnie nie. Tak więc Vianne i Anouk stają się Yanne Charbonneau i Annie, rezygnują z czarów i wiodą pozornie zwyczajne życie. Po tym jak zdarzył się „Wypadek” i pojawili się Życzliwi, Vianne boi się, co może się zdarzyć, jeśli pomoże komuś magią. Zaczyna rozumieć sens słów, wypowiadanych przez jej matkę i szeptanych przez wiatr: życie za życie. Bycie matką skłania ją do poświęcenia własnego „ja” i ochrony córek: Anouk i Rosette, która urodziła się 4 lata temu (zgadnijcie, kto jest jej ojcem ;). Zdesperowana kobieta pozwala nawet adorować się bogatemu Thierry’emu, który nawet nie lubi czekolady. Vianne pragnie jednak stabilizacji, a czy ktoś może jej lepiej ją zapewnić niż prostoduszny i niewymagający mężczyzna? Na horyzoncie pojawi się też tajemnicza Zozie, która skradnie serce Anouk i tchnie nowe życie w chocolaterie.