Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Fassbender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Fassbender. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Zniewolony/12 Years a Slave



O rasizmie w kinie było już sporo. Zwłaszcza ostatnio. Mam wrażenie, że jeszcze jeden film, poświęcony temu zagadnieniu i temat się wyczerpie. Naturalnie więc, że po małym rozczarowaniu tak zachwalanym „Kamerdynerem”(recenzja wkrótce), miałam obawy wobec „Zniewolonego”, o którym mówi się, że zgarnie Oscary. Już abstrahując od tego, czy jest to dobre kino (a jest), szczerze mam nadzieję, że jednak tej najbardziej prestiżowej nagrody nie będzie. Byłoby to zbyt oczywiste, a po zeszłorocznym nagrodzeniu „Operacji Argo” chyba więcej oscarowych oczywistości nie zniosę. Dlaczego w minionym roku nie wygrał film, który był prawdziwym powiewem świeżości, jeśli chodzi o rasizm – „Django” Quentina Tarantino? Jeśli Akademia nie była gotowa nagrodzić opowieści o takim niewolniku, to dlaczego miałaby postąpić sztampowo i dać Oscara „Zniewolonemu”? Wierzę, że w tym roku nie będzie przewidywalnie i wstrzymywanie oddechu na dźwięk „and the winner is” będzie jak najbardziej na miejscu.

Reżyser recenzowanej produkcji, Steve McQueen, to ten facet, który dał światu „Wstyd” z rewelacyjnym Fassbenderem. Wcześniej był „Głód” (również z Fassbenderem), a teraz mamy „Zniewolonego” (o dziwo, również z Fassbenderem!). Jako, że tego drugiego jeszcze nie widziałam, nie pokuszę się o poszukiwanie różnych prób, jakim reżyser poddaje tego znakomitego aktora w swoich kolejnych dziełach. Nie, będzie obiektywnie o najnowszym dziecko McQueena, dziecku, które brutalnie rzucone w znudzony świat, próbuje wyjść z próby zwycięsko.

piątek, 13 lipca 2012

Wstyd/Shame


            Ostatnio jakoś nie po drodze mi z filmami, co jakiś włączę, to albo jest koszmarnie nudny, albo nie warto o nim pisać. No ale w końcu udało mi się przełamać złą passę. „Wstyd” to kawał dobrego kina, który mogę z czystym sumieniem polecić.

Główny bohater, Brandon, z pozoru wiedzie normalne życie: ma ładne mieszkanie, dobrą pracę. Mężczyzna ma jednak pewien problem, otóż nie potrafi wytrzymać bez seksu. Już od pierwszych minut filmu widać bezradność bohatera wobec popędu: ogląda pornografię, wciąż się albo masturbuje albo uprawia seks z przypadkowo poznanymi kobietami. Sytuacji bynajmniej nie poprawia przybycie do Nowego Jorku siostry Brandona – Sissy. Rodzeństwo nie potrafi nawiązać ze sobą kontaktu i boi się angażować w związki międzyludzkie.

poniedziałek, 7 maja 2012

Jane Eyre


                     Muszę przyznać, że nowa ekranizacja „Jane Eyre” o wiele bardziej podobała mi się niż ta z 1996 roku, gdzie aktorka, odtwarzająca główną rolę potrafiła zrobić nie więcej niż jedną minę. Tymczasem Mia Wasikowska stanęła na wysokości zadania i stworzyła postać prawdziwą i przekonującą.

Jane Eyre chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, jestem pewna, że miłośniczki Jane Austen znają i twórczość sióstr Bronte, których powieści są równie porywające (o ile nie bardziej). No ale dla przypomnienia: Jane jest sierotą, oddaną przez ciotkę do Zakładu Lowood, gdzie zdobywa wszechstronne wykształcenie i odkrywa w sobie pasję do malarstwa. Mijają lata, panna Eyre dostaje posadę guwernantki małej Adele, podopiecznej Edwarda Rochestera, właściciela ogromnej posiadłości – Thornfield. Pan domu okazuje się być bardzo porywczy i dumny, a młoda guwernantka od początku budzi jego zainteresowanie. Jej śmiałe poglądy i otwarty umysł budzą podziw Rochestera. Wkrótce wbrew obyczajom i konwenansom rodzi się między nimi uczucie. Zakochana Jane nie zna jednak tajemnicy, którą skrywa jej chlebodawca.

piątek, 18 listopada 2011

Jak się narodziła psychoanaliza - Niebezpieczna metoda/A Dangerous Method

W sporze Freud – Jung wygrał ten drugi, przynajmniej w filmie Cronenberga.

„Niebezpieczna metoda” opowiada o narodzinach psychoanalizy. Film rozpoczyna się przywiezieniem do kliniki w Zurichu - Sabiny Spielrein, która zostaje pacjentką Carla Gustawa Junga. Szwajcarski psychiatra zaczyna leczyć Rosjankę metodą Freuda – poprzez rozmowę. W owym czasie Sigmund Freud był już u szczytu sławy, a Junga nazywał swoim najwybitniejszym uczniem i następcą tronu. Jung, choć zafascynowany teoriami mistrza psychoanalizy, nie mógł zaakceptować tezy, że wszystkie problemy mają podłoże seksualne. Na tym też tle wyniknął konflikt pomiędzy nimi, a niemały udział miała w tym Sabina S, która do końca życia szamotała się między Jungiem a Freudem, jednego kochając, a drugiego podziwiając.

W czasach, gdy na salonach, nie wypowiadano słowa seks, teoria Freuda stała się prawdziwą rewolucją. W filmie obiektem metody Austriaka jest Sabina Spielrein, cierpiąca na zaburzenia seksualne, wywodzące się jeszcze z okresu dzieciństwa. Dziewczyna uważa się za szaloną, nie potrafi sobie poradzić z upodobaniem do masochizmu. Gdy zostaje pacjentką Junga jest zagubiona i zalękniona. Poprzez pomaganie Sabinie, psychoanalityk może lepiej poznać siebie. Rodzący się romans przynosi nieodwracalną zmianę w Jungu.  Co ciekawe, podobno to Spielrein wymyśliła część pojęć, które do dziś funkcjonują w filozofii Junga.

Poglądy ojców psychoanalizy są przedstawione poprzez rozmowy, głównie o snach. Filmowy Freud wydaje się nieco ograniczony, bo uparcie trzyma się panseksualizmu w swych teoriach. Natomiast Jung jest jeszcze młodym naukowcem, który dopiero szuka swojego „ja” i jest bardzo przekonujący w sporze ze swym mistrzem. 

Największe pole do popisu w filmie miała Keira Knightley, którą osobiście uwielbiam oglądać w rolach kostiumowych. Niestety, od początku do końca Keira jest niemiłosiernie denerwująca. Jej mimika, zachowanie, są tak przesadzone, że widz zaczyna się zastanawiać, czy to właśnie ona powinna wcielić się w rolę Spielrein. Viggo Mortensen jako Freud również się nie sprawdził, jedynie na uznanie zasługuje Michael Fassbender - Jung.

 Film oceniam jako dobry. I chociaż zabrakło w nim pasji, to warto go obejrzeć, bo mało jest takich „przegadanych” filmów, zawsze to coś innego.


Ocena: 7,5/10.