„Rozstanie” w reżyserii Asghara Farhadiego to tegoroczny laureat Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Musiałam zobaczyć film, który pokonał „W ciemności” Agnieszki Holland i o którym reżyserka powiedziała, że „wygrał najlepszy”. Czy mi się podobało? Tak. Ale bez zachwytu.

Naader i Simin właśnie się rozstają. Ona uważa, że w ojczyźnie nie ma przyszłości i chce wyjechać za granicę. On nie chce zostawić chorego ojca i jest zbyt dumny, by poprosić żonę, by została. Simin wyprowadza się, a Naader zatrudnia opiekunkę do staruszka – kobietę imieniem Razieh, żarliwie wierzącą Muzułmankę. Razieh boi się powiedzieć mężowi, że pracuje, a pracodawcy, że jest w ciąży. Jest przemęczona i zdarza jej się zaniedbać opiekę nad chorym. Zachowanie kobiety wywołała konflikt pomiędzy rodzinami, należącymi do różnych klas społecznych.
Naader i Simin należą do klasy średniej, nie są zbyt religijni, rozstają się w cywilizowany sposób i są nowocześni w porównaniu do Razieh i jej męża Hodjata. Druga para, należącą do niższej klasy społeczeństwa, przysięgę na Koran uważa za ważniejszą niż życie, a jej poglądy są głęboko zakorzenione w kulturze Iranu. Konfrontacja ludzi, wyznających tak różne systemy wartości nie może skończyć się dobrze. Bohaterowie są uwikłani w religię, kulturę, wreszcie w klasę społeczną, z której się wywodzą. Kłamią, bo się wstydzą lub boją. Jedno kłamstwo pociąga za sobą kolejne, nieuchronnie prowadzące do katastrofy. Każda z postaci jest tak wiarygodna w tym, co mówi, że widz nie wie do końca, jak to było. Gdy na jaw wychodzą nowe fakty, zmienia się i nasze myślenie. Nie wiemy już, kto mówi prawdę, a kto oszukuje. Mimowolnie oceniamy działania bohaterów i szukamy winnego, którego jednak trudno znaleźć, ponieważ Naader i Rasieh tkwią w matni kłamstw, z której nie ma już wyjścia. Powiedzenie prawdy jest bardziej niemoralne niż kolejne kłamstwa. Zachowanie bohaterów w dużej mierze motywowane jest kulturą, w jakiej się wychowali.