czwartek, 10 stycznia 2013

Hotel Marigold/The Best Exotic Marigold Hotel



„Na końcu i tak wszystko będzie dobrze. A jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to nie jest jeszcze koniec”.

Powyższe słowa zwykł powtarzać grupie emerytów Sonny Kapoor, idealista i właściciel Hotelu Marigold. Jego marzeniem było stworzyć miejsce, gdzie ludzie chętnie będą przyjeżdżać na starość, by znaleźć spokój, odpoczynek i odmienić swoje życie. Plany chłopaka urzeczywistniają się, gdy niespodziewanie na progu hotelu zjawia się gromadka seniorów, przygotowana na luksusy. Jak się jednak okaże, ani Sonny nie jest gotowy na realizację swojego marzenia, ani goście na rozpoczęcie nowego życia z dala od Anglii.
 
„Hotel Marigold” w reżyserii Johna Maddena („Dług”, „Zakochany Szekspir”) to komedia romantyczna, w której średnia wieku bohatera to lat 60. Brytyjczycy pokazują, że starość nie powinna kojarzyć się tylko z chorobami, samotnością i zbliżającą się śmiercią, ale też może przynieść nieoczekiwaną radość i spełnienie. Bohaterowie tworzą bogatą galerię osobowości: mamy więc wrogo nastawioną do Hindusów Muriel, wdowę na wydaniu, erotomana, zwaśnione małżeństwo, starego kawalera i kobietę, szukającą ukojenia po śmierci męża.

wtorek, 8 stycznia 2013

Dwoje do poprawki/Hope Springs



Najpierw się zakochujemy, potem budujemy prawdziwy związek, bierzemy ślub i wszystko idzie po naszej myśli. Niestety często zapominamy, że za rogiem czeka szara rzeczywistość, główna przyczyna frustracji, rozczarowań i nudy. Mijają kolejne lata, pojawiają się dzieci, potem wnuki, a w nasz związek niezauważalnie wkrada się rutyna, a co za tym idzie nuda. Czy małżeństwo pozbawione nie tylko wspólnych marzeń, ale też bliskości i zrozumienia, można jeszcze uratować? Na te pytania stara się odpowiedzieć film „Dwoje do poprawki”, opowiadający o dwojgu ludzi, którzy w którymś momencie życia pogubili się i nijak nie potrafią odnaleźć utraconej miłości. 
 
Kay i Arnold są małżeństwem od 31 lat. Chociaż mieszkają pod jednym dachem, ciągle się mijają i bardziej przypominają współlokatorów niż parę. On ciągle narzeka, a ona boi się odezwać i szczerze z nim porozmawiać. I tak żyją, a właściwie trwają, do czasu aż pewnego dnia Kay postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wykupuje intensywną terapię małżeńską w małym miasteczku na końcu świata. Oczywiście Arnold nie jest rad z decyzji żony i podczas wyjazdu daje jej to odczuć.

niedziela, 6 stycznia 2013

100 książek wg BBC: „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell



 „Chcę szukać w starych miastach i starych krajach zapachu dawnych czasów, który się tam jeszcze unosi.” 

Jeden z bohaterów „Przeminęło z wiatrem” nie może odnaleźć się w czasach, jakie nastały po zakończeniu wojny secesyjnej i przywołuje pojęcie zmierzchu bogów. Romantyk i myśliciel, Ashley Wilkes, nie potrafił zapomnieć o bogatym i sielskim Południu, w jakim dorastał i tak naprawdę umarł wraz z przegraną wojsk Konfederacji. Jego rozmówczyni, Scarlett O’Hara, osoba nad wyraz praktyczna, nie mogła zrozumieć uczuć Ashleya i wszystkich tych, którzy żyli przeszłością. Była kobietą z głową na karku, upartą jak osioł, bezczelną i wyrachowaną, i to pozwoliło jej nie tylko przetrwać, ale też całkiem nieźle się urządzić w nowej rzeczywistości. Tylko ona mogła w sukni uszytej z zasłon matki i kapeluszu z piórami, wyrwanymi kogutowi, próbować uwieść mężczyznę. Wojna secesyjna mogła zniszczyć Południe, ale nie Scarlett O’Harę.

„Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell to wielowątkowa powieść z bogatym tłem społeczno-historycznym. Losy głównych bohaterów są pretekstem do przedstawienia upadku Południa, okrucieństwa wojny i różnych życiowych postaw, jakie można było przyjąć. Gdzieś pomiędzy narodzinami i śmiercią, biedą i bogactwem, zabawą i łzami, głodem i przepychem, rodzi się niezwykła miłość, która stanie się siłą i motorem napędowym jej nosicieli. To jak bardzo okrutny i zmienny jest los, i jak szybko wszystko przemija świetnie oddaje tytuł powieści, pod którym kryją się co najmniej dwa znaczenia.

piątek, 4 stycznia 2013

Kochanek królowej/En Kongelig Affære



W XVIII wieku Dania daleka była od prądów kulturowych i filozoficznych, właściwych oświeceniu. Kraj pozostawał pod wpływem pietyzmu, jednego z surowych odłamów luteranizmu, a na tronie zasiadał król-schizofrenik Chrystian VII Oldenburg. Do tego niespokojnego państwa w 1776 roku przybyła Karolina Matylda, córka księcia Walii i siostra króla Wielkiej Brytanii Jerzego III, by zostać żoną Chrystiana i królową Danii i Norwegii. Inteligentna, oczytana i pełna marzeń dziewczyna przeżyła szok, gdy spotkała swego przyszłego męża, do tego musiała dostosować się do życia w kraju z silną cenzura, gdzie czytanie wielkich myślicieli doby oświecenia było surowo zabronione. Królowej zabrano książki i pozostawiono samą sobie, podczas gdy król bawił się lub podróżował. Dopiero pojawienie się na dworze niemieckiego lekarza Johanna Friedricha Struensee wprowadziło znaczące zmiany. Król lubił Johanna i ufał mu, i za sprawą jego podszeptów zaczął interesować się polityką. Niemca polubiła też władczyni, wdzięczna, że uratował szczepionką życie jej synowi. Jak nietrudno się domyślić, to on jest tytułowym „kochankiem królowej”.

„Kochanek królowej” to historia romansu Karoliny Matyldy z Johannem Struensee, a także burzliwego przewrotu pałacowego. Na pierwszy plan wysuwa się jednak problematyka niezbędnych w zacofanej Danii reform, wielkich oświeceniowych idei i wpływu Struensee na Chrystiana VII. Film jest świetnym przykładem dramatu kostiumowego, w którym miłość staje się pretekstem do przedstawienia danego wycinka historii.

wtorek, 1 stycznia 2013

Hobbit: Niezwykła podróż/The Hobbit: An Unexpected Journey



Przed seansem „Hobbita” trzeba uświadomić sobie jedno: to nie jest prequel „Władcy Pierścieni”, nawet jeśli sprawia takie wrażenie. Peter Jackson nie tylko zekranizował kolejną książkę Tolkiena, ale też znacznie wzbogacił akcję, rozszerzając ją o najmniej znaczące wątki. Mamy zatem dużo dobrze opowiedzianych historii, świetnie wpisujących się w fabułę. Tolkien napisał „Hobbita” z myślą o dzieciach, a Jackson dodał tej opowieści mroczny akcent, dzięki czemu powstało dzieło kompletne. Niestety muszę zgodzić się z opiniami, że na „Hobbita” wystarczyłby i jeden film, góra dwa. No ale skoro reżyser postanowił nie tylko zekranizować książkę, ale i odsłonić przed nami tajemnice Śródziemia, jego wybór nie dziwi. 

„Hobbit” skradł moje serce już od pierwszych minut, kiedy na ekranie pojawiło się idylliczne Shire, rozległa się charakterystyczna melodia z „Władcy Pierścieni” i kamera skierowała się na starego Bilbo Bagginsa, który rozsiadł się wygodnie i rozpoczął spisywanie przygody swojego życia. I tak cofamy się o wiele, wiele lat wcześniej, by dowiedzieć się, w jaki sposób pierścień trafił do Bilba i jakie wojny targały Śródziemiem przed czasami Froda.