Po przeczytaniu rewelacyjnej powieści Ishiguro pt. „Nie opuszczaj mnie”, postanowiłam sięgnąć po kolejną pozycję tego autora. Mój wybór padł na „Okruchy dnia”, książkę, która już od dawna zalegała w moim schowku na stronie empiku. Niestety tym razem Ishiguro mnie nie oczarował, chociaż tematyka wydawała się pociągająca, a czytało się dość sprawnie.Głównym bohaterem, a zarazem narratorem „Okruchów dnia” jest Stevens, majordomus w podupadłym Darlington Hall. Stevensa poznajemy, gdy udaje się w podróż do Kornwalii, by odwiedzić tam dawną gospodynię domu – pannę Kenton. Mężczyzna z rozrzewnieniem wspomina czasy służby u lorda Darlingtona i porównuje z obecnymi, kiedy to znaczna część posiadłości została zamknięta przez nowego właściciela – Amerykanina Farradaya, który chciał jedynie kupić okazały angielski dom z najprawdziwszym kamerdynerem. W oczach Stevensa nowy pan nie może się równać z lordem Darlingtonem, nie mniej jednak bohater stara się służyć mu jak najlepiej, w tym celu z niemałym trudem opanowuje sztukę dowcipu