„Portret Doriana Graya”
to książka, którą chciałam przeczytać od zawsze. Słyszałam o niej dużo dobrego,
oglądałam świetny film na jej podstawie, no i to klasyka. Oscar Wilde napisał
powieść wielowymiarową, w której wszechobecna jest sztuka, piękno i młodość.
Doriana poznajemy początkowo z rozmowy dwóch przyjaciół:
Lorda Henryka Wottona i malarza Bazylego Hallwarda. Bazyli, zafascynowany urodą
młodzieńca, maluje jego portret, który ma być dziełem jego życia. Z taką pasją
opowiada o Dorianie, że Henryk pragnie go natychmiast poznać. W chwilę później
w rezydencji zjawia się Mr Gray – ideał piękna, prawdziwy „książę z bajki”.
Niewinny i dobry chłopak po krótkiej rozmowie z lordem Wottonem, postanawia
wcielić w życie jego poglądy. Od tej chwili Dorian stanie się hedonistą,
podążającym za rozkoszą i wyznającym kult piękna i młodości. Zepsuta dusza
chłopaka znajdzie odzwierciedlenie w portrecie, który będzie się zmieniał wraz
z Dorianem.
„Każdy portret malowany z przejęciem jest portretem artysty, nie zaś modela. Model jest tylko pobudką, okazją. Nie jego, ale raczej siebie samego malarz ujawnia na płótnie”.
