poniedziałek, 26 marca 2012

100 książek wg BBC: „Małe kobietki” Louisa May Alcott, czyli prosta powieść o dorastaniu

Gdy tylko zobaczyłam w bibliotece „Małe kobietki”, wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Opowieść adresowana jest do dorastających dziewcząt, co nie znaczy, że i starsi czytelnicy nie ubawią się czytając, czy po prostu nie przypomną sobie dzieciństwa i cudownego filmu z Winoną Ryder i Kirtsen Dunst. Tak było w moim przypadku.

Czytelnik zastaje siostry March podczas przygotowań do Bożego Narodzenia. Są czasy wojny secesyjnej, co oznacza, że wszyscy zdrowi mężczyźni musieli opuścić rodziny i wyruszyć na front. Już w pierwszych wypowiedziach dziewczynek ujawniają się ich charaktery i tak: Jo jest porywcza i marzy, by zostać pisarką; Beth cicha i nieśmiała, dba o innych bardziej niż o siebie; Meg chce być bogata i mieć dużo ładnych rzeczy; Amy, najmłodsza z sióstr, jest niebywale rozpieszczona, wykazuje talent malarski. Początkowe spostrzeżenia okazują się być jak najbardziej trafne, podczas lektury utwierdzamy się w przekonaniu o tym, jakimi osobami są panny March. Najlepiej widać to w ich marzeniach:

„Miałabym stajnię pełną arabskich rumaków, pokoje pełne książek i pisałabym, maczając pióro w magicznym kałamarzu (...)”.

„A moje jest takie, żeby pozostać w domu, z ojcem i z mamą i pomagać im w ich obowiązkach - powiedziała Beth z zadowoleniem.
- I nie pragniesz niczego więcej? – zapytał Laurie.
- Chciałabym tylko, żebyśmy wszyscy byli zdrowi i pozostali razem – i nic więcej”.

sobota, 24 marca 2012

Enid

W Polsce Enid Blyton jest chyba głównie znana z serii książek o Noodym. I ja rozpoczynając seans, nie miałam bladego pojęcia kim była. Dlaczego więc zdecydowałam się obejrzeć „Enid”? Odpowiedź jest prosta: Helena Bonham Carter.

Enid Blyton była bardzo płodną pisarką, w ciągu 40 lat napisała ponad 600 książek. Film rozpoczyna się sceną, gdy podstarzała już Enid tłumaczy światu, że nie ma armii robotników, piszących za nią i że ona, i tylko ona jest autorką wszystkich powieści. Kolejność poznawanych wydarzeń jest więc achronologiczna. Teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami z przeszłości.

piątek, 23 marca 2012

Urodzinowo, prezentowo


Dzisiaj wyjątkowo nie będzie żadnej recenzji, będzie za to słów kilka o mych 24. urodzinach ;)

Tak więc świętowanie zaczęłam już wczoraj, kiedy to spotkałyśmy się z M. Miała być kawa i ciasto, a skończyło się na dwóch butelkach wina, oglądaniu naszego ulubionego serialu „Mad Men” ( „Nie wiem, czemu ale Don już mi się nie podoba”) i urywków „Bękartów wojny” („Czemu Bradu Pittu nie dostał Oscara?”) i „500 dni miłości” („Ależ ta Summer jest głupia, zostawić takie ciacho!”).  

Wspominałyśmy z M. nasze beztroskie życie w akademiku. Nasz pokój na 20. piętrze, niedziałające windy, balkon osrany przez gołębie, picie tequili, karaoke, wspólne oglądanie filmów i seriali i wszystkie inne rzeczy, które razem robiłyśmy. Choćby tak zwyczajne jak mycie zębów.

środa, 21 marca 2012

Rzeź/Carnage

            Czy bójka dwóch dzieciaków może przywołać „boga mordu” i przypomnieć rodzicom o tym, czego nienawidzą? Ot, zwyczajna sytuacja, jeden chłopiec uderzył drugiego, trochę za mocno, bo mały Ethan stracił dwa zęby. Rodzice chłopców spotykają się, by wyjaśnić sprawę. Początkowo są dla siebie przesadnie mili, starannie dobierają słowa, by nie urazić drugiej strony. Niby sprawa dogadana, wszystko niszczy jednak różnica poglądów, która ujawnia się i pogłębia w miarę toczącej się rozmowy. Bohaterowie tkwią w czterech ścianach niczym w klatce, z której nie mogą się jednak uwolnić. Przegrani są wszyscy, zarówno goście, jak i gospodarze.

Najnowszy film Romana Polańskiego został nakręcony na podstawie sztuki Yasminy Rezy „Bóg mordu”. Fabularnie niewiele się dzieje: bohaterowie tkwią w jednym pomieszczeniu, i nie robią zasadniczo nic poza rozmową. Paradoksalnie scena bójki, przesycona jest ciszą, a rozmowy czworga nowojorczyków krzykiem. W miarę rozwoju akcji jest coraz głośniej, bohaterowie zaczynają wrzeszczeć i wylewać własne frustracje na pozostałych. Nie jest to jednak walka jednej pary z drugą, ale czterech indywidualności. Początkowo wspierający się małżonkowie zaczynają naskakiwać na siebie nawzajem. Bohaterowie, co chwila zmieniają sojuszników, wychodzą na jaw skrywane sekrety. U Polańskiego nie ma zwycięzców, są tylko przegrani. Wszystkie postacie dramatu podają irracjonalne argumenty, widz nie czuje się zobligowany do kibicowania komukolwiek.

poniedziałek, 19 marca 2012

„Ciotka Julia i skryba” Mario Vargas Llosa, czyli powieść (nie)pełna rozpusty

Boom na książki Llosy zaczął się 2 lata temu, kiedy pisarz otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. „Ciotka Julia i skryba” to druga książka tego wybitnego artysty, którą dane mi było przeczytać. Pierwszą – „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” – czytałam dwukrotnie. Oczekiwania miałam więc duże i muszę powiedzieć, że nie tylko zostały spełnione, ale też książka tak mi się spodobała, że dodaję ją do ulubionych.

W „Ciotce Julii i skrybie” fikcja literacka miesza się z faktami z życia autora. Na kartach tej książki Llosa opisał swoją pierwszą żonę, a więc tytułową ciotkę Julię.

Varguitas jest osiemnastoletnim studentem prawa, który w głębi duszy marzy, by zamieszkać na poddaszu w Paryżu i zostać pisarzem. Jego rodzina pokłada w nim wielkie nadzieje i chce z niego zrobić bogatego adwokata. Tymczasem Marito pracuje w Radiu Panamerykańskim, gdzie jest dyrektorem działu informacyjnego, a na wkuwanie paragrafów przeznacza niewiele czasu. Poukładane życie Marita zostanie przewrócone do góry nogami w dniu, w którym z Boliwii przybędzie ciotka Julia, rozwódka. Początkowo niechętny ciotce, Varguitas towarzyszy jej w wyprawach do kina. Jeden wieczór zmieni jednak wszystko i uwikła chłopaka w romans z krewną. Romans, którego familia nie będzie mogła jednak zaakceptować.