piątek, 29 marca 2013

Marcowe sierotki



Miała być wiosna, 20 stopni i słońce, a tymczasem zima nadal dogorywa. O nie! Marzec zdecydowanie nie spełnił moich oczekiwań, więc kwietnia wypatrywałam z utęsknieniem, bo a nuż lada dzień wiosna się zjawi? 

Niewielu z Was wie, że od niemalże tygodnia żyję na tym świecie już ćwierć wieku, co nie napawa mnie optymizmem, bo jak to mówią: po 25-tce do 30-stki już z górki. I coś chyba w tym jest, bo przeważnie w tym wieku zaczyna się na stałe pracować, no a jak się pracuję to czas leci tak, że jednego dnia wita się Nowy Rok, a następnego święci jajka… Ta rutyna mnie zabija i m.in. dlatego czekam na ocieplenie, bo może będzie mi się chciało gdzieś wyjść, coś ze sobą zrobić, a nie tylko po pracy do domu, i czytanie, oglądanie, spanie…

No to teraz będzie pozytywnie, bo urodziny wiążą się z prezentami, a tych w tym roku nie zabrakło. Jako, że wszystkie wybrałam sobie sama, to jestem bardzo zadowolona i tak w ostatnim czasie stałam się posiadaczką dwóch ślicznych sukienek, obłędnie czerwonych butów i stylowej dżinsowej kamizelki, a także nowego aparatu fotograficznego. Miały być jeszcze książki, tradycyjnie, jak co roku, ale stwierdziłam, że przecież mogę je wypożyczyć z biblioteki, a odświeżenie stylu na wiosnę jest mi o wiele bardziej potrzebne. No to do pełni szczęścia potrzebuję jeszcze torebki:)

Po tych krótkich marcowych wspominkach pora na sierotki:

książkowe:

„Prestiż” Christopher Priest: ciekawa jestem, ilu z Was sięgnęło po tę książkę, mając w pamięci rewelacyjny film z Christanem Balem i Hugh Jackmanem? Być może przed lekturą zniechęca Was fakt, że już znacie tę historię? Nic bardziej mylnego. Pierwowzór literacki to coś zupełnie nowego i przede wszystkim o wiele dokładniej, przedstawiającego historię konfliktu Bordena i Angiera. Ekranizacja przedstawia tylko główny wątek, pomijając wpływ, jaki zdarzenia w niej przedstawione miały na przyszłość rodzin głównych bohaterów. Całość przypomina pokaz iluzjonistyczny, w którym prawdy możemy się jedynie domyślać, ale nigdy nie uda się nam dowiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Narracja pierwszoosobowa odbiera historii dreszczyk, ale też umożliwia poznanie sekretów Wielkiego Dantona i Profesora Magii. „Prestiż” w wersji książkowej nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. To chyba jeden z tych przypadków, gdy ekranizacja przerosła pierwowzór. Nie mniej jednak warto przeczytać, bo to naprawdę świetna historia i dobre uzupełnienie do filmu. Ocena: 6,5/10.

czwartek, 28 marca 2013

Pająk/Spider



Po obejrzeniu drugiego filmu w reżyserii Davida Cronenberga, widzę, że będę musiała bliżej się przyjrzeć twórczości tego pana. „Pająk” to niezwykły obraz, stanowiący zapis umysłu człowieka, zmagającego się ze schizofrenią. W roli głównej błyszczy Ralph Fiennes, znany m.in. z „Angielskiego pacjenta”, „Wiernego ogrodnika” i „Księżnej”.

Tytułowy pająk to Dennis Cleg, cierpiący na schizofrenię od 20 lat. Bohatera poznajemy w momencie przybycia do pensjonatu pani Wilkinson, gdzie mieszkają głównie ludzie z problemami psychicznymi. Dennis wspomnieniami wraca do dzieciństwa, by odtworzyć na nowo wydarzenia, które zadecydowały o jego losie. Świat rzeczywisty przecina się z świadomością bohatera, tworząc nierozerwalną całość. 

Chociaż film jest niebanalny pod każdym względem, największe wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki Cronenberg opowiada tę historię. Pająk wspomina bowiem sytuacje, których świadkiem być nie mógł. Są to sceny, dotyczące jego rodziców, w których nigdy nie uczestniczył, więc nie ma prawa wiedzieć, co się wydarzyło. A jednak: widzimy bohatera, przyglądającego się przeszłości, najczęściej stoi w kącie i jest niemym świadkiem. I już od tego momentu widz zaczyna zadawać sobie pytania typu: czy to wszystko prawda, czy może wymysł chorego umysłu? Czy już jako dziecko Dennis był chory? Odpowiedzi przynosi dopiero zakończenie, które jest zatrważające i zaskakujące.

poniedziałek, 25 marca 2013

Witaj w „The Paradise”



Przenieśmy się na chwilę w czasie do XIX-wiecznej Anglii. Wyobraźmy sobie, że chcemy kupić sobie nową suknię, a do niej buty i kapelusz. Wsiadamy do powozu i jedziemy na zakupy. Chodzimy od sklepu do sklepu i w końcu udaje nam się kupić idealny materiał. Nie jesteśmy jednak zadowolone, bo aby dobrać odpowiednie dodatki musimy udać się w inne miejsca i nie mamy gwarancji, że wszystko będzie do siebie pasować. I pewnego dnia nasz problem zostaje rozwiązany: powstaje pierwszy dom towarowy, gdzie możemy znaleźć najlepsze gatunkowo towary, fachową obsługę, intymną atmosferę, piękne wnętrza i kuszące rabaty. I to wszystko w jednym miejscu, bez konieczności przemierzania wielu ulic, by kupić niezbędne rzeczy! 

A teraz wyobraźcie sobie, że Emil Zola w swojej książce „Wszystko dla pań” (moja recenzja tutaj) przewidział zasady współczesnego handlu i bolączki współczesnego społeczeństwa: pogoń za pieniądzem, pęd życia i rosnącą potrzebę posiadania. W 150 lat później brytyjska stacja telewizyjna BBC popełniła luźną adaptację klasycznej powieści Zoli i dała nam „The Paradise”: piękny, cieszący oko serial, który ma jednak tyle wspólnego z literackim pierwowzorem, co ja z fizyką. Poza głównym zamysłem książki i imionami kilku bohaterów trudno szukać podobieństw pomiędzy „Wszystko dla pań” i „The Paradise”. Nie można jednak powiedzieć, że serial jest przez to zły, bo to nieprawda. Jest po prostu odrębną opowieścią, którą ogląda się bardzo przyjemnie, ale jest też pozbawiony celnych spostrzeżeń Zoli i jego znakomitej wiwisekcji społeczeństwa konsumpcyjnego.

niedziela, 24 marca 2013

Ray



Frank Sinatra określił go mianem „jedynego prawdziwego geniusza w biznesie muzycznym”. Zajął 2. miejsce na liście wykonawców wszech czasów i sam Jimi Hendrix tworzył pod wpływem jego twórczości. Kim był Ray Charles Robinson i jak to się stało, że odniósł tak ogromny sukces? Odpowiedź na te pytania możecie poznać, oglądając „Raya”, dramat biograficzny o życiu tego piekielnie zdolnego artysty. 

Film skupia się na najważniejszych wydarzeniach z życia muzyka, a więc utracie wzroku, narkotykach, licznych romansach i tym, co najważniejsze: początkach kariery. Niepowtarzalny klimat nadaje produkcji ścieżka dźwiękowa, wykorzystująca najlepsze utwory Raya Charlesa. Nie zabrakło takich hitów jak „Georgia On My Mind”, „Hit the Road Jack”, „I Can’t Stop Lovin’ You” czy What’d I Say”. Można także poznać kulisy powstania niektórych utworów, w tym przebojowego „Mess Around”, dzięki któremu Ray znalazł się na ustach wszystkich.

Ważną kwestią poruszoną w filmie jest uzależnienie artysty od narkotyków. W latach 50. i 60, a więc kiedy Ray zaczął odnosić pierwsze sukcesy, był to powszechny problem wśród muzyków. Dominowało hasło „Sex, Drugs and Rock’N’Roll”, które, choć spopularyzowali muzycy rockowi, stało się mottem wielu młodych ludzi. Co ciekawe, Ray miał 12 dzieci z 9 różnymi kobietami! Film przedstawia kilka, spośród licznych związków muzyka, skupiając się także na ukazaniu jego relacji z żoną i dziećmi. 

czwartek, 21 marca 2013

„Moje francuskie życie” Vicki Archer, czyli niezwykła codzienność



„Gdy myślę o powodach, dla których nie mogę się oprzeć temu francuskiemu życiu, ciągle zdaję sobie sprawę, że przyczyna leży w tym, co nieoczekiwane, nieprzewidziane i w ekscytacji, płynącej z nieznanej rzeczywistości. Każdy dzień staje się nową przygodą – przygodą językową, kulturową, przygodą wśród tradycji”.

Francuskie życie Vicki Archer to spełnienie moich marzeń. Dom w Prowansji z widokiem na Alpy, weekendy w Paryżu lub na Lazurowym Wybrzeżu, zapach lawendy i tymianku, celebrowanie posiłków, brak pośpiechu, po prostu carpe diem…

Z „Moim francuskim życiem” spędziłam tylko dwie godziny, które jednak wystarczyły bym zakochała się w Prowansji. Każda strona książki, przesycona jest miłością autorki do Francji, jej pasją, przyjaciółmi i radością życia. Tekst uzupełniają piękne i niezwykle nostalgiczne fotografie Carli Coulson, od których nie sposób oderwać oczu. O dziwo nie tyle Paryż przyciąga uwagę, co ujęcia Mas de Berard (domu Vicki) i jego okolicy. Piękne wydanie wydawnictwa Pascal to klasa sama w sobie. Warto choćby na chwilę wziąć tę książkę do ręki i przejrzeć zdjęcia, nie musicie nawet czytać – obrazy opowiedzą Wam tę bajkową historię.

Z bajkami jest jednak taki problem, że rzadko mają miejsce w prawdziwym świecie. No właśnie… Pomimo całego mojego zachwytu nad życiem Vicki, muszę przyznać, że nie jest to bajka, na którą stać każdego.