Miniony tydzień spędziłam z filmami Tima Burtona. Obejrzałam te, które lubię najbardziej, a więc: „Sweeney Todda”, „Charliego i fabrykę czekolady”, „Edwarda Nożycorękiego” i „Gnijącą Pannę Młodą”, oraz jeden, który ma bardzo wysoką oceną na filmwebie (7,8), a którego do tej pory nie widziałam: „Dużą rybę”.
Akcja filmu toczy się równolegle w teraźniejszości i przeszłości. Część teraźniejsza skupia się na ukazaniu skomplikowanej relacji ojca z synem. Druga to już zbiór opowieści, snutych przez Edwarda Blooma (ojca), z których jedna jest dziwniejsza i bardziej nieprawdopodobna od drugiej. William, który przez całe życie pozostał w cieniu historii ojca, zrywa z nim kontakt. Dopiero na krótko przed śmiercią Edwarda przybywa, by pogodzić się z umierającym i poznać go lepiej. Jednocześnie próbuje udowodnić, że ojcowskie opowieści są niczym więcej niż zwykłymi bajkami.

Z kolei William Bloom jest typowym racjonalistą, który oskarża ojca o bycie nieprawdziwym. Wciąż prosi Edwarda o opowiedzenie mu prawdziwej historii życia, ten jednak uparcie powtarza wciąż to samo. Rozżalony William, próbując zrozumieć ojca, odkrywa, że granica między prawdą a fikcją jest nieostra i że wiara w marzenia może naprawdę zmienić rzeczywistość.
Oczywiście, gdyby nie dobrzy aktorzy, Tim Burton nie stworzyłby tak udanego filmu. Albert Finney i Ewan McGregor wcielają się w postać starego i młodego Edwarda, i obaj grają znakomicie. Helena Bonham Carter jest najdziwniejszą czarownicą pod słońcem, a Danny DeVito demonicznym dyrektorem cyrku.
„Duża ryba” to historia mężczyzny, który dzięki pięknym marzeniom miał niezwykłe życie. Zdjęcia są barwne i cieszą oko, a sam film jest mniej mroczny od pozostałych dokonań Burtona. Co nie znaczy, że nie odnajdziemy tu charakterystycznych dla reżysera dziwacznych bohaterów i mitycznych światów. Oczywiście polecam.
Ocena: 8,5/10.
Wiem że ten film bardzo mi się spodobał, ale oglądałam go już jakiś czas temu i pamiętam tylko kilka scen - widocznie nie zapada w pamięć tak bardzo jak by się tego chciało :)
OdpowiedzUsuńDobra, ja nie wiem, jak to możliwe, że ja kocham Burtona, a tego filmu jeszcze nie widziałam ;) Toż to skandal, jakich mało :D Muszę nadrobić, w ogóle bez gadania! ;) A teraz sobie cierpliwie czekam na dwa nowe filmy Tima - jedną animację i jeden z Deppem i Carter <3
OdpowiedzUsuńspoko, ja też dopiero kilka dni temu się o nim dowiedziałam ;)
UsuńO "Mrocznych cieniach" i "Frankenweenie"(czy jakoś tak) już słyszałam i też wyczekuję ;)
Jestem wielką fanką twórczości Tima Burtona, jednak o "Big Fish" nigdy nie słyszałam. Historia wydaje się ciekawa, na pewno będę pamiętała, żeby zapoznać się z tym filmem :)
OdpowiedzUsuńKtóry moment w "Samotności..." wywołał u Ciebie łzy? Mnie jakoś ta książka aż do tego stopnia nie poruszyła :)
Był to list o śmierci Natalii.
UsuńOd jakiegoś czasu poluję na ten film. Z wymienionych na początku wpisu widziałem tylko dwa, aczkolwiek zrobiły na mnie wrażenie i ten też muszę zobaczyć.
OdpowiedzUsuń