Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kate Beckinsale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kate Beckinsale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2012

Aviator/The Aviator



Film o człowieku, dla którego nie było rzeczy niemożliwych; o milionerze, który nie cofnął się przed niczym, by zdobyć to, czego chce; o chłopcu, który nigdy nie wyzwolił się z obsesji, jaką zaszczepiła w nim matka. Kim był Howard Hughes? Reżyserem, wizjonerem, awiatorem – i w każdej z tych ról był nieprzeciętny, osiągając to, o czym inni mogą tylko marzyć.

Martin Scorsese po raz kolejny udowodnił, że potrafi nie tylko kręcić filmy, ale też opowiadać historie. Jego „Aviator” to dzieło kompletne, w którym brak jakichkolwiek zgrzytów. Niemalże 3 godziny filmu przemijają szybko i pozostawiają po sobie to dziwne uczucie smutku, gdy coś nam się tak bardzo podobało, że koniec jest niemile widziany. Mam ochotę rozszarpać na strzępy członków Akademii, którzy nie tylko nie nagrodzili „Aviatora” Oscarem, ale też do tej pory nie dali go DiCaprio, który, bądźmy szczerzy, jest najlepszym aktorem swojego pokolenia. Ba, za „J. Edgara” aktor nie dostał nawet nominacji, choć ta należała mu się bezsprzecznie. Był o niebo lepszy niż Clooney w „Spadkobiercach” czy Pitt w „Moneyball”. Czuję się oszukana, a wybory szanownej komisji w ostatnich latach pozostawiają wiele do życzenia.