niedziela, 12 stycznia 2014

Złote Globy 2014!



Jutro rano pierwsze, co zrobię po przyjściu do pracy, to wejście na filmweb i sprawdzenie, jakie filmy zostały nagrodzone Złotymi Globami – nie mogę się doczekać! A tymczasem pobawię się we wręczanie statuetek, chociaż nie wiem, czy ma to sens, bo wielu produkcji jeszcze nie widziałam (Polsko, dlaczego nawet w tym jesteś taka opóźniona?!). Nie czuję więc takich emocji, jak przed Oscarami, gdy mam już wszystko obejrzane i swoje wyraźne typy. Złote Globy wręczę więc ulubieńcom, tak po prostu J

No to zaczynamy!

NAJLEPSZY FILM DRAMATYCZNY:
„Zniewolony. 12 Years a Slave"
„Kapitan Phillips"
„Grawitacja"
„Tajemnica Filomeny"
„Wyścig"

Tak się składa, że w głównej filmowej kategorii nie widziałam jedynie „Tajemnicy Filomeny”, mogę więc już trochę powiedzieć o nominacjach. I tak: „Grawitacja” mnie niemiłosiernie wynudziła, według mnie ten film powinien być jedynie nominowany w technicznych kategoriach. „Zniewolony”, „Kapitan Phillips” i „Wyścig” to równie dobre produkcje, chociaż nie pójdę w ślady krytyków i na pewno nie wybiorę „Zniewolonego”, bo nic nowego ta historia sobą nie reprezentuje (więcej niedługo w mojej recenzji, która już powinna być, ale nie dałam rady L  Gdyby nominowano „Konsera” w ogóle nie miałabym problemu z wyborem, a tak mogę jedynie kierować się...wyliczanką?

czwartek, 9 stycznia 2014

„Dancing on the Edge”, czyli zachwycam się, oj, zachwycam!



Perełka! Arcydzieło! Czysta przyjemność!

Chcę mi się krzyczeć z radości po obejrzeniu „Dancing on the Edge”, bo od czasu premiery „Mad Men” w 2007 roku, nie zachwycałam się tak bardzo żadnym serialem.

Chcę mi się płakać ze smutku, bo to tylko mini-serial, doskonała i przemyślana historia, zamknięta jedynie w 5 odcinkach; przygoda krótka, acz intensywna i zaskakująca całą gamą przeżyć.

Chyba nie mogło być lepiej...

Stephen Poliakoff (ten facet, który zrobił „Wspaniały rok 1939”, film, który polecałam tu) jest chyba mistrzem w tworzeniu gęstej, tajemniczej atmosfery, opowiadaniu historii, w których nie wiadomo do końca, co wydarzyło się naprawdę, a co jest tylko urojeniem; pisaniu bohaterów, którzy, choć twardo stąpają po ziemi, zaczynają snuć pokręcone teorie.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

„Wołanie kukułki” J. K. Rowling, czy jak kto woli Robert Galbraith



W lipcu ubiegłego roku, jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że autorem książki „The Cuckoo’s Calling” nie jest debiutujący Robert Galbraith, ale kobieta, która dała światu Harry’ego Pottera – J.K.Rowling. Zanim ludzkość poznała prawdę, powieść przez trzy miesiące sprzedała się w liczbie ok. 1500 egzemplarzy (!) i to pomimo ogólnie dobrych recenzji (acz nie zachwycających). Mało tego: kilkanaście wydawnictw odrzuciło maszynopis, twierdząc, że nie może sobie pozwolić na wydawanie nikomu nieznanego autora. Zgodziło się dopiero wydawnictwo Sphere Books (ale potem mieli niespodziankę:)

Książka pewnie jeszcze długo pozostałaby niezauważona, gdyby nie wścibska redaktorka „The Sunday Times”, która przeczytawszy powieść, doszła do wniosku, że jest ona zbyt dobra, jak na debiut i zleciła śledztwo. Podobno analizowano nawet język utworu, poza tym sypnął ktoś bliski prawnikom Rowling. I nagle boom! Rowling napisała nową książkę! Rzesze fanów Harry’ego Pottera zrobiły swoje i „Wołanie kukułki” momentalnie awansowało w serwisie Amazon z miejsca 4709 na 1!!!

Świetnie skrojona akcja marketingowa, czy Rowling naprawdę chciała się sprawdzić? Osobiście skłaniam się ku tej drugiej opcji. Pisarka przyznała, że zależało jej na obiektywnych recenzjach i uniknięciu medialnego szumu.

Ja cieszę się jednak, że prawda wyszła na jaw, bo inaczej nigdy nie sięgnęłabym po „Wołanie kukułki”, które dostarczyło mi kilku godzin prawdziwej przyjemności. Rowling potrafi.

sobota, 4 stycznia 2014

Wyścig/Rush



Brawura czy opanowanie? Czerpanie z życia pełnymi garściami czy poukładana egzystencja? Hunt czy Lauda?

Chyba nie zwróciłabym uwagi na ten film, gdyby nie cała masa pozytywnych recenzji, nominacja do Złotego Globa i wszechobecne przekonanie, że to produkcja na miarę Oscara. Formuła 1? Nie, dziękuję. Dla „Wyścigu” zrobiłam jednak wyjątek, co okazało się znakomitym wyborem.

Film przedstawia kulisy rywalizacji Jamesa Hunta i Nikiego Laudy podczas sezonu w 1976 roku. W „Wyścigu” nie brakuje także kolorowej atmosfery lat 70. i rozbudowanej psychologii postaci, dzięki czemu można mówić o bardzo dobrym, wielowymiarowym obrazie, który spodoba się zarówno zagorzałym fanom Formuły 1, jak i laikom, takim jak ja.

Reżyser, Ron Howard („Piękny umysł”, „Kod da Vinci”), z tą niezwykła historią (momentami, aż nie dowierzałam, że prawdziwą) poradził sobie znakomicie. Pokazując, że wyścig nie toczył się tylko na torze, ale także poza nim, stworzył film o dwóch silnych osobowościach, skrajnie od siebie różnych, ale związanych jedną wielką pasją: miłością do sportu i rywalizacji.

czwartek, 2 stycznia 2014

Hobbit: Pustkowie Smauga/The Hobbit: The Desolation of Smaug



Peter Jackson jest hobbitem, to pewne! Nie wyobrażam sobie, by ktoś inny mógł w taki sposób opowiadać publiczności o Śródziemiu. Wspaniały człowiek z wielką pasją, o którym najpewniej niedługo będzie się mówić, że urodził się po to, by ekranizować Tolkiena i dać niezapomniane przeżycia milionom ludzi na całym świecie. Filmom Jacksona daleko do suchych ekranizacji, to jego opowieści o Śródziemiu, dzieło życia.

Myślicie, że Tolkien byłby zadowolony z takiego przedstawienia jego książek? Przez cały seans to jedno pytanie chodziło mi po głowie... Odpowiedzi niestety nie znalazłam.

Podobnie jak pierwsza część tak i druga przyciągnęła do kin miliony widzów, a wśród nich wielkich fanów Tolkiena i Jacksona, a także zwykłych odbiorców, którzy chcieli po prostu obejrzeć film. I ci ostatni wyjdą z kina zawiedzeni, bo mam wrażenie, że produkcji tak przesyconej drobnymi smaczkami z Śródziemia i miłością doń, ktoś spoza kręgu wtajemniczonych nie jest w stanie przetrawić. „Bajki” – powiedzą, „rozwleczona niepotrzebnie akcja”, „po co aż trzy częśći”, na co ja im powiem: bo to wielkie dzieło fana dla fanów, uczta, na którą powinni przyjść, tylko ci, którzy są głodni Śródziemia.